o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

piątek, 9 sierpnia 2013

psycholog od kotów potrzebny od zaraz...

albo ktoś, kto zna zachowania kotów, potrafi je wytłumaczyć. ja tylko sobie dorabiam ideologię do tego co widzę i dalej nic nie rozumiem.
a, że wyobraźnię mam, że ho ho, to i wytłumaczenia najróżniejsze są
ale do brzegu, jak mówi klarka.
no co, nie będę sobie przywłaszczać jej powiedzenia.

pisałam
 tutaj 
o małym kotku, co to go matka przyprowadziła na nasze podwórko.
kocina nie miała wtedy nawet dwóch miesięcy, dokładnie półtora. a ponieważ byłą jedynakiem, jedynaczką właściwie, to wykarmiona była dobrze. 
mamusia pobawiła się z dzieckiem jakiś tydzień i ....pogoniła mu kota!
dosłownie! zlała kociaka i poszła sobie.

odeszła mniej więcej w tym czasie,  kiedy gapa przyniosła w pyszczku swojego ledwo żywego kociaka.
jedynego, którego  udało jej się uratować.
jakie przygody mieliśmy, jakie leczenie, jakie kino i teatr równocześnie gdy się kociaki po jakimś czasie spotkały pewnie kiedyś opiszę, bo jest o czym pisać.
gapa po krótkim czasie adoptowała piecuszkę, zaczęła się z nią bawić jak ze swoją córeczką, myć ją, strofować.
 mało tego, dopuściła obcego kociaka do cyca.

a elektryczka przychodziła na posiłki, równo lała oba koty, nawet je goniła, żeby przylać. 
po pewnym czasie zaczęły się przed nią chować.

przedwczoraj kociczka przyszła na podwórko i zaczęła bacznie przyglądać się kociakom. po jakimś czasie przestały się chować, ona się nie zbliżała.

wczoraj stała się rzecz dziwna, moim zdaniem..
elektryczka raniutko przyszła na podwórko i zaczęła nawoływać.
ona nie wiedziała który kociak jest jej!

piecuszka zaczęła nasłuchiwać i niepewnie podeszła do matki. obwąchały się a potem zaczęły się bawić.
gapa patrzyła na to wszystko ze swoim niezmąconym, stoickim  spokojem.

a teraz sytuacja jest taka: obie mamy dają sobie buziaki, myją sobie łebki.
obie również karmią kociaki: i pieczuszkę i wypłosza.
obie bawią się z dziećmi, jedzą, pilnują swoich dzieci nawzajem.

elektryczka chodzi krok w krok za kociakami i choć one są szybsze to i tak ma je w zasięgu wzroku.
a jak znikną to nawołuje. 
gapa się aż tak nie przejmuje, to już jest za nią.
jak to możliwe? po tak długiej przerwie matka wraca do kociaka? 
kociak jej kołki na głowie struga a ona to znosi ze stoickim spokojem?

i zrobiło się stado, a przecież koty nie są zwierzętami stadnymi, to nie lwice.

i jeszcze  jedno. 
czy to jest możliwe, żeby matka piecuszki w czasie tego miesiąca urodziła kolejne kociaki?
nie za szybko?
piecuszka urodziła się 7 maja .

w dodatku wczoraj któraś z kocic przyniosła nam martwego kociaka i położyła na trawie przy stole.
w takim miejscu, że nie mogliśmy przeoczyć.
kociak miał długą pępowinę nie odgryzioną.
mierzył jakieś 15 cm.
nie miał żadnych ran, po prostu nie żył.

jak myślicie, czy te dwa wydarzenia mogą mieć związek?
bo moja wyobraźnia zacznie niedługo przypisywać tym dwóm kotkom ludzkie uczucia...

22 komentarze:

  1. Zaiste, dziwne to wszystko, ale ja za bardzo sie na kotach nie znam, bo Miscka to moj pierwszy kot w zyciu, a poza tym jest wysterylizowana, wiec z mlodymi nie mam najmniejszych doswiadczen.
    Ewcia, a nie bralas pod uwage, zeby i tamte kotki wysterylizowac? Nie byloby problemow z nadmiernym rozrodem, umieraniem kociat pozbawionej sil matki, kolejnych bezdomkow i kocich tragedii.

    OdpowiedzUsuń
  2. panterko, u nas nie ma akcji zniżkowej dla sterylki. wysterylizowanie kotki kosztuje od 100 do 120 złotych. a opieka potem? opatrunki? majtki? podwórkowy kot w domu oszaleje, gdzie swoje potrzeby załatwi? i nie mogę mojemu staremu filipowi fundować atrakcji w postaci kota w domu.
    wiesz, mnie zwyczajnie nie stać na to. jedna czy dwie kotki to jeszcze, ale ich jest dużo więcej.
    niestety, odpada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, pisałaś do którejś z fundacji w okolicy? Napisz proszę. Albo na forum.miau.pl. Ja mogę sfinansować jedną sterylkę plus koszt antybiotyku po...

      Usuń
    2. wow! Jak tanio sterylki macie! Wiem, że są akcje takie dla wolno bytujących kotów przeważnie marzec kwiecień tak około. Skontaktuj się jak pisze L.B. Abigail z jakąś fundacją działającą u Ciebie. Może poradzą, pomogą.

      Usuń
  3. Ja dopiero jestem w połowie korespondencyjnego kursu behawiorystyki kociej, ale niezależnie od niego wiem dwie rzeczy:

    Kotki mogą nosić naraz kilka miotów, mogą być zapładniane przez wielu kocurów w różnym czasie, także gdy są już w ciąży. Zwykle jednak jedne z kociąt nie przeżywają, o ile dobrze pamiętam, wypowiedź naszej weterynarz, to te starsze mioty - wcześniej poczęte, ale może było akurat na odwrót.

    Z kursu natomiast wiem, że koty tworzą coś na kształt stada, a bardzo częste jest, że kocie mamy wychowują wspólne potomstwo razem, częściej gdy są spokrewnione i dłużej się znają. Adoptują też kocięta od innych - wolontariusze bardzo często podrzucają bezdomne maluchy karmiącej kotce.

    Sądzę, że intuicja Cię nie myli i kotka wróciła do swojego dziecka, po tym gdy poroniła drugi miot... :(...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow! Nie miałąm pojęcia o tych ciążach! Makabryczne! Strasznie szybko się taka kotka eksploatuje, więc nic dziwnego, że opada z sił...to nic dobrego zarówno dla kociej mamy jak i jej dzieci! Ona się tylko wykańcza, może ten kociak to prośba o pomoc bo sobie z tym nie radzi, w końcu śmierć zwierzęta też przeżywają.

      Usuń
  4. Koty, wbrew obiegowej opinii nie są samotnikami. Często zdarza się, że kocice wychowują młode kotki wspólnie, karmią nie swoje. Wszystko jednak rozbija się o terytorium, zapach wspólny dla stada. Również kocięta pachną różnie. Zasięg terytorialny też nie jest zawsze ten sam w zależności od pojawiających się na nim innych kotów. Martwe kocięta też są wynikiem walki terytorialnej wśród kotów. Martwe kociątko mogło być trofeum niestety. Pewne zasady kociej społeczności są dla nas okrutne i nie do pojęcia, ale musimy pamiętać, że koty są drapieżnikami i nader wszystko ważne jest dla nich znaczenie terenu w każdy dopuszczalny przez naturę sposób. Wydaje mi się, że Elektryczka uznała najpierw, że jej dziecię nie pachnie już tak jak ona, a po pewnym czasie uznała Twoje podwórko jednak za swoje włości i stąd akceptacja również przychówku i drugiej kotki :) Ta sytuacja może się jednak zmienić jeśli pojawi się w pobliżu inny kot.
    Jeśli zaś chodzi o ciążę w tak krótkim czasie to niestety może się zdarzyć, że kotka karmiąc może być już drugi raz w ciąży. Również to mogło być powodem odrzucenia kociaka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Przyczyną zachowania "wyrodnej matki" może być właśnie ciąża - dlatego odrzuciła kotka. Być może straciła miot i stąd powrót. A jeśli chodzi o stadne życie kotów - zdziwiłabyś się ! Mieliśmy kiedyś na wychowaniu koteczkę. Strasznie chora i maleńka była jak ją Wojtek z sąsiadem spod silnika samochodu wyciągnęli. I moja trójkolorowa Jo, największa purchawka w rodzinie przygarnęła kicię. Myła ją, dbało nią, pilnowała. Mała ją ssała ( ale mleka nie było -karmiłyśmy dziecko smokiem ). Jak maleńka podrosła do opieki przyłączyły się "ciotki". Ciotka Norka uczyła ją załatwiać się w kuwecie i "polować" na papierki, ciotka Ziutka przynosiła jej co lepsze kąski. Wychowywały ją razem - Jak mała jechała do Warszawy, do nowego domu myślałam, że się zapłaczę! Do tej pory jak mi podeślą zdjęcia koci to mnie w dołku ściska! I drugi przykład stadnego działania - Rychu i Kartezjusz polują wspólnie na szczury! Za oborą w kompoście była nora. Szczury wypasione, bo nikt ich nie truje, nie przegania - co mi tam szczur w kompoście przeszkadza... Ale kotom przeszkadzał. Rysiek wypłaszał i zaganiał w stronę Kajtka, Kajtek łapał i trzymał, a potem załatwiły szczura wspólnie - jeden nie dałby rady. We dwóch dali. Widziałam całą akcję na własne oczy, a szczura mi chłopcy przynieśli w darze. Niech pańcia ma...:-)))
    Buziaki!
    A.

    OdpowiedzUsuń
  6. aż się boje myśleć, co z nimi będzie zimą, wpuścisz całe to towarzystwo do domu, jak to zacznie znaczyć to smród nieludzki. A z drugiej strony mam tak samo - wszystkich nie wyłapię i nie wykastruję bo mnie nie stać a do tego w zasadzie każdy ma właściciela. Muszę dodać uczciwie, że odkąd piszę i otwarcie mówię, co się dzieje z wioskowymi zwierzętami, dwóch sąsiadów zdobyło się na sterylizację kotek, niestety, trzeciemu to przydałoby się nie kotom, lecz jemu uciąć jajka, ale to inna historia.
    L.B. Abigal przesyłam serdeczności i uściski!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tam cały czas wierzę w ludzkie uczucia miedzy zwierzętami. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze że kotki się dogadały i wychowują razem kociaki :-)
    Co do reszty zgadzam się z poprzedniczkami. Koty nie są samotnikami wbrew pozorom. Często wychowują wspólnie kocięta ,a nawet zdarza się że kocury w tym pomagają .
    Instynkt macierzyński i zapachy robią swoje ;)
    Kotka karmiąc małe już może mieć rujkę i zajść w kolejną ciążę. Wtedy opuszcza swoje dotychczasowe maluchy, albo mniej się interesuje :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak najbardziej intuicja Cię nie myli..

    OdpowiedzUsuń
  10. Wszystko to niesamowite i takie ludzkie w dobrym znaczeniu słowa ludzkie.
    Gdy odszedł nasz kot, ten który został, zostawiał pół miseczki chrupek. dla.., a potem gdy w domu pojawił się kolejny kotek, za wcześnie pozbawiony mamy- Stary Figiel, od razu stał się ojcem, wylizał, ba nauczył gdzie i co i jak. Nowy kociak, ani razu nie zrobił nic poza wyznaczonym miejscem. A co ciekawe tak został poprzednio przyjęty staruszek. Gdy go brałam z jego domu, miałam wrażenie, że matka kocica aż chce się go pozbyć. Koci świat jest poukładany, a kotek, który mieszka z nami teraz nie odstępuje mnie, gdy jestem w domu, bo wzięłam go w określonych okolicznościach. Bo kiedyś kotka skoczyła na głowę kolegi syna, bo ten chciał go uderzyć..

    OdpowiedzUsuń
  11. Och dzięki ile się dowiedziałam czytając komentarze, dzięki wielkie.
    Ewo a tabletki dodawane do jedzenia? Nasza znajoma doktorka chodziła po osiedlu dodając do karmy kociej, rozpuszczone tabletki, doprowadziła do tego ze nie ma kotów głodujących i marznących zimą na naszym osiedlu. Tyle że ma kontakt z fundacją albo ze schroniskiem. Dostawała te tabletki. Przyjaciółce na wsi co się przeniosła w Bieszczadzkie, poleciłam jej sąsiadka dostaje tabletki i dodaje do pokarmu dla kotek i ma spokój.
    Asia i Wojtek pięknie im dziękuję za opowieść o szczurach.
    Ewuniu zapraszam na muzykę do mnie :).

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocie opowieści mnie zaciekawiły. Z zachowania zwierząt można książki pisać. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Koty mają swoje uczucia, być może nie zawsze takie jak ludzie, ale instynkt i natura karze opiekować się młodymi. Moaj nie toleruje nikogo obcego w domu. Tak z niej samolub !!!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ewo, kotki bywają we "nieplanowanej" ciąży, a wtedy odrzucają swoje pierwsze dzieci. Instynkt macierzyński zadziałał i powróciła do koteczka. Kotki matki nie zwalczają się, wręcz przeciwnie, pomagają, ale koty ojcowie bronią zaciekle swojego terytorium. Kiedy miałam koty, to zdarzyło się, że kotka w miesiąc po urodzeniu małych zginęła. Jej najstarszy syn, Kufelek przejął opiekę nad maluchami. Ktokolwiek widział jak on się nimi opiekuje, jak liże, bawi się, to myślał, ze to ich matka. Koty są nieprzewidywalne i potrafią nas zaskakiwać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Moje też otworzyły kocie przedszkole i pracują na zmiany :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Nigdy nie zauważyłam, aby stare koty lały maleństwa. Owszem, kocice często gonią kota kocurom, ale nigdy nie odpychają maluchów, nawet im pierwszym pozwalają jeść z miski.
    O ile pamiętam, to właśnie w końcu sierpnia kocice rodzą po raz drugi i zawsze się boję, że te późne koty nie przeżyją zimy.
    Chyba, Ewo, nie kojarzysz mojego zdjęcia z moją osobą.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
  17. To,że kotki razem młode wychowują to widziałam wiele razy, ale żeby kotka zostawiła młode, a potem do niego wróciła to nie widziałam. Dziwne to jest, ale pewno tak, jak piszą wyżej straciła miot i sobie przypomniała......

    OdpowiedzUsuń
  18. W gospodarstwie mojej cioci jest mnóstwo kotów, praktycznie z całej wsi.
    Mając gospodarstwo rolne, miejsce i jedzenie znajdzie się dla każdego.
    Zdarza się, że kocica bardzo krótko karmi młode, ale wtedy na pomoc przychodzi kilkuletnia suczka, która nie urosła do swoich normalnych rozmiarów i karmi kociaki. Tak! Suczka karmi kociaki! :) Tom dopiero jest widok!

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.