o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

niedziela, 7 października 2012

czy naprawią w iławie to, co skopali w warszawie?

pietra mam... może nie powinnam, ale mam.
daty mi się źle kojarzą i w ogóle...
9 października ubiegłego roku,
 4 miesiące po zawale,
 źle oszacowanej koronografii, założeniu stenta - wylądowałam znowu w szpitalu, bo miałam silne bóle wieńcowe.
w szpitalu w podwarszawskim aninie.
na kardiochirurgii.
tam zapadła decyzja o by-passach.
no i założyli mi te by-passy w czasie 14 godzinnej operacji .3 sztuki.  w trakcie miałam dwa zawały....
czyli razem trzy...
normalnie operacja trwa 4 godziny.
nie powiedzieli mi o nich, o tych zawałach.
ściemnili, że tak długo, bo coś tam, coś tam.
nie monitorowali mi tych by-passów podczas operacji.
podobno, gdyby był monitoring, napisali by o tym w wypisie.
jednym słowem robili wszystko "na czuja"....
bóle wieńcowe mam cały czas, nawet przy minimalnym  wysiłku .
i właśnie dlatego, po konsultacjach, zapadła decyzja o by-passografii...
i boję się, że mi powiedzą, że mam zapchane oba żylne by-passy i żyję tylko na tym jednym, plastikowym.
żylne, takie, jakich  już od dawna nigdzie się nie wstawia - w aninie owszem.
i, że nic się nie da zrobić.
bo by-passy są zapchane od operacji.
bo nikt tego nie monitorował właśnie.
i, że zostanę taka zdechła do końca życia.
które może być krótkie, bo jeszcze na dodatek dwa miesiące temu wykryli u mnie rozedmę płuc.

i termin mam właśnie na 9 października, we wtorek.
no w mordkę jeża, czy to przypadek?
czy do trzech razy sztuka???
nigdy w życiu nie chorowałam aż do ubiegłego roku.

**********************

czytałam artykuł który podaje statystyki. wynika z nich, że na raka piersi umiera jedna na 25 kobiet.
jedna kobieta na trzy pada ofiarą chorób układu krążenia...
a jednak każda z nas bardziej boi się gada, zapominając o swoim sercu...

tylko jakoś mało się mówi o tym drugim, 
i nie ma żadnej chyba profilaktyki póki co.
a serduszko coraz słabsze i nikt o tym nie wie....

a ja?

 nie potrafię być taka dzielna jak tych kilka kobiet piszących blogi i walczących z rakiem.
kilka miesięcy nieustającego bólu po operacji skutecznie mnie z tej dzielności wyleczyło.
boję się...


7 komentarzy:

  1. Przecież strach to jest normalna reakcja. Nie ma takich , którzy nie boja się , bo są to albo kłamcy albo coś maja z dekielkiem. Tak kiedyś powiedział jeden lekarz. Trzymam więc kciuki za Ciebie i pozdrawiam. Vale!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ewo, Ty jesteś przecież bardzo dzielna, potrafisz mówić, pisać o czymś zupełnie niezwiązanym z Twoją chorobą, boisz się bo nie może być inaczej, każdy się boi... Najgorszy jest jednak ból, współczuję Ci bardzo jeśli Ci dokucza. Ściskam Cię mocno, buziaki! Dominika

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki, mocno. Paczucha

    OdpowiedzUsuń
  4. Strach jest ludzki i masz prawo się bać. Uściski Ci posyłam i myślami będę z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  5. tylko jakiś głupi by się nie bał.
    Nie obiecam Ci, że będzie wszystko w porządku bo to byłaby ignorancja, ale myślami będę z Tobą, i bardzo, bardzo mocno życzę Ci poprawy zdrowia. Serdeczności, trzymaj się i pisz co tam jak tam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Strach ma płacone z góry, Ewuniu! A Ty spróbuj go od czasu do czasu też wystraszyć, ot, tak, pro bono!!!
    buźki

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki i myślę ciepło, 9.10. będzie na pewno szczęśliwy. Serdeczności. Dominika

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.