o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

sobota, 7 grudnia 2013

w poczekalni...

 raz na pół roku udaje mi się spotkać z moją panią kardiolog w ramach narodowego funduszu.
w przychodni powiatowego szpitala.
nie ma kolejek, jeden pacjent co pół godziny - nic, tylko się leczyć.
właśnie miałam takie spotkanie....
pracuś poszedł sobie zapalić a ja musiałam trochę poczekać.  nienawidzę się spóźniać, więc przyjechaliśmy nieco wcześniej.
po chwili obok mnie usiadła pani, pewnie w moim mniej więcej wieku, sądząc po tym co mówiła.
a mówiła....

prawie dokładnie powtarzam.
"widzi pani, proszę pani ile ja mam lekarstw? całą torbę. one kosztowały 150 złotych, coś okropnego.
bo wie pani, proszę pani ja miałam zawał. i mam wstawionego tego no...jak on się nazywa...stena?
nie, stenta. i muszę brać leki do końca życia. i jeszcze mam cukrzycę i operację kręgosłupa miałam.
było dobrze, ale zapisali mnie na rehabilitację i wszystko popsuli. no bo po co mi to robili? znowu mnie boli i muszę tabletki łykać na kręgosłup. takie od bólu.
i jeszcze inne choroby mam różne.
oj, pani kochana, kiedyś to nam się powodziło! jak my zdrowi byli to zara po ślubie dom my postawili.
 bo ja posag miałam, a mój mąż w lesie pracował.
przy wyrębie. trochę na czarno a trochę za wypłatę.
ale tera jest na emeryturze i z nogami coś mu się porobiło, chodzić nie może.

a ja do pracy nie poszłam, bo jak my się pobudowali, to teściową wzięlim do siebie.
skaranie boskie, osiemnaście lat życie zatruwała. 
a ostatnie trzy, to jej z oka spuścić nie można było, bo, aż wstyd mówić, chodziła po domu i po kątach swoją potrzebę załatwiała.
a ja nic tylko sprzątałam.
a i tak nie upatrzyłam.
99 lat żyła, świeć panie nad jej duszą....

córka jak się urodziła, to taka niemrawa była, że matko boska!
pani kochana, co to z nią było.
po lekarzach po całej polsce  jeździlim i nic. tyle lat...
i liceum tylko skończyła przez tę chorobę nie wiadomo jaką.
i wie pani? nareście jeden lekarz z warszawy powiedział, że ona ma taką chorobę co to krew do serca dobrze nie płynie, zapomniałam nazwy.
i z lewego boku ciała jej zbywa od tej choroby.
i trzeba leczyć, bo młoda 25 lat ma.

a wie pani co! ta moja córka to miała w warszawie robioną operację. w najlepszym szpitalu w polsce.
miała operację zastawek, takich w sercu. ten szpital to jest w  dzielnicy co się anin nazywa.
słyszała pani może?
ja tam nawet pokój wynajęłam, żeby ją odwiedzać.
a pani też operację miała? w olsztynie może? nie?

a wie pani?
 ona dziecko urodziła.
my myśleli, ze takie chuchro z niej, to wnuka nie będzie a tu patrz pani!
pan bóg dopomógł...
w warszawie całą ciążę przeleżała i tam urodziła. półtora roku temu.
i weselisko było jak trza. 

przez te choroby i wesele to my wszystkie pieniądze wydali i jeszcze się zapożyczyli u ludzi.
drugi dom my by pobudowali, żeby nie jej choroba.

zięć to dobry człowiek.
studia wyższe ma i pracę.
niewyględny za bardzo, ale i córka przecie nie za dobra. chora.
o, to moja córka właśnie wyszła, to teraz pani?
wie pani co? szkoda, że pani też na serce chora. ale nie wygląda pani."

i tyle mojego. że nie wyglądam na chorą.
właściwie to wiem o tym.
ale czy każda choroba jest wypisana na twarzy?

 tak sobie myślę, że każdy człowiek jakiś tam bagaż niesie.
lżejszy lub cięższy.
bagaż, który go do ziemi przygniata.
czasem lżej, częściej mocno.
póki ma siły, to się podnosi.
a czasem padnie  i nie ma  siły wstać.
albo już mu się zwyczajnie już  nie chce.

a to widok z mojego okna wczoraj i dziś.
wyjść na podwórko nie ośmieliłam się



60 komentarzy:

  1. "Niewygledny ziec" - no padlam! Ale przynajmniej sie nie nudzilas w poczekalni, co? :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj nie nudziłam się. słuchałam z zapartym tchem, nawet się wtrącać nie musiałam:)

      Usuń
  2. widok niesamowity, ale czemu ten śnieg tak nierówno nawiało?? tam dalej przeciez zielono wciąż?
    Ewa, wiesz przecież, że kondycja nasza w ogromnym stopniu od psychiki zależy, goń jakieś depresyjne myśli i ... podziwiaj piękno zimy chociaż przez okno :)
    p.s.: ja też nie lubię zimy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, ela, tam są pola. a ksawery niekoniecznie wiał równo. w jednym miejscu zielono w innym pryzmy.
      ja na razie depresyjnych myśli nie mam, to było skojarzenie do tej opowieści. dołki mnie dopadną około stycznia dopiero. może lutego. od dwóch lat tak mam.

      Usuń
  3. No tak,każdy ma swój krzyż ,jednego przygniecie od razu ,inny dżwiga z pokorą albo pełen buntu,ale taki to jest los człowieka.Starajmy się cieszyć tym,co mamy ,i żeby nie było gorzej...A u nas tez sypie i dmucha i pewnie już ta zima tak zostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj ja nie chcę zimy! może jednak się rozmyśli i pójdzie na trochę?
      ja sobie codziennie mówię "żeby nie było gorzej". bo tak też mi mówią lekarze.
      uściski serdeczne:)

      Usuń
  4. Hmm..., strasznie wylewna ta pani była, musiałaś cały jej życiorys wysłuchać, ale chociaż czas Ci szybciej zleciał... :)) Każdy z nas musi dźwigać na plecach swój życiowy bagaż, nikomu nie jest lekko, szczególnie gdy choroba jakaś się przypałęta, ale żeby zaraz obcym ludziom opowiadać...

    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A u mnie przez ostatnie dni to tak wicher szalał, że strach było wyjść z domu.
      A padał śnieg z deszczem, który zaraz zamarzał i było ślisko, oj ślisko.
      Buziole.

      Usuń
    2. u mnie cały czas jest paskudnie. wieje jak diabli, sople się porobiły, wprawdzie nieduże, ale są. i widzę, że na tarasie śnieg się trochę rozpuścił i zamarzło. czyli ślisko.
      no, ale u was chyba najgorzej było:))

      Usuń
  5. hahah, wiem przecież, że jaga!:)))
    może nie ma wsparcia w rodzinie, mąż też chory....a może po prostu taka gaduła.
    uściski:)

    OdpowiedzUsuń
  6. To prawda, że są tacy ludzie, którzy lubią dużo gadać i ona chyba do nich należała... :))
    Myślałam, że nie wiesz, że ja to ja :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. grażynko, mam cię w znajomych na fb:)))

      Usuń
  7. Ewo, ja też niestety często bywam u lekarzy, ale rzeczywiście albo przyciągam do siebie ludzi, którzy opowiadają całą historię swojego życia, albo inni nie chcą słuchać, no i zostaję tylko ja, bo młoda.
    Wiesz co? Czasami to aż ciśnie mi się na język, że naprawdę mnie to nie tyle co nie interesuje, ale po prostu nie mam ochoty wysłuchiwać wszystkiego.
    Owszem, można porozmawiać, ale z umiarem.
    A wiadomo człowiek do lekarza idzie bo ma jakieś problemy, a tu jeszcze problemy innych...
    Sama nie wiem.
    U nas też zima,
    Uściski,
    Ilona

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie tam takie gadanie nie przeszkadza. nie trwało to długo, bo wiedziałam, że za chwile wejdę do lekarza a może jej było lżej?

      Usuń
    2. No może i tak. Kobiecina się wygadała i zrobiło jej się lepiej.
      Ja ostatnio ledwo żyłam jak poszłam do lekarza, więc ostatnie o czym marzyłam był taki właśnie monolog. Chyba dużo zależy jednak od naszego samopoczucia.

      Usuń
  8. Wiecej jest takich, co lubia mowic o swoich chorobach i uwazaja, ze tylko i wylacznie z nimi dzieje sie sie cos zlego... Wspolczuje tym ludziom i to bardzo!
    Widok z Twojego okna iscie bajkowy!
    J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też bardzo współczuję, judyto. każdy człowiek jest inny, ja bym nie umiała tak się zwierzać.

      Usuń
  9. Jewka , ja niestety takich bab nie toleruję i odchodzę .Gadanie dla gadania i nie liczenie się z drugim człowiekiem .
    I się Ciesz że rewelacyjnie wyglądasz i mam nadzieję że zdrowie nie kulawe .
    a zdjęcie rewelka
    z centralnej - Gryzmo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz dośka, choroba zrobiła ze mnie dość cierpliwego człowieka. poza tym a poczekalni było zejście ze schodów, albo wejście do szpitala. nie miałam gdzie iść.

      a zdrowie? jak to lekarze mówią, "oby nie było gorzej, skoro nie może być lepiej":)
      macham wieczorowo

      Usuń
    2. biedulko nawet nawiewać nie miałaś gdzie - jestes usprawiedliwiona

      Usuń
  10. Może jej było lżej, jak sobie tak pogadała. Czasami ludzie w poczekalniach tak się wylewają obcej, osobie.
    Na pogodę nie ma rady Ewciu, tak już będzie śnieg, mróz, chlapa. Do nowego roku najgorzej potem będzie z górki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ponieważ ja do lekarza nie chodziłam przez prawie całe życie to i nie znałam takich przypadków. taki monolog miałam okazje słyszeć po raz pierwszy.
      oby do nowego roku, mnemo:)

      Usuń
    2. latem była świadkiem, jak jeden pan drugiemu ( na całą poczekalnię) opowiadał, jak mu kolano ropiało, fuj, byłam tylko po pobranie krwi, ale myślałam, że zaraz moje zacznie ropieć. Dla czekanie w poczekalni to koszmar, wsadzam nos w telefon i udaję, że zajęta jestem, nie lubię szczegółów chorobowych, a potrafią bardzo szczegółowo zdawać relację ze swoich chorób, pikantnie nawet. Obyś jak najmniej musiała w tych poczekalniach wysiadywac.

      Usuń
    3. oj tak, mnemo. ludzie lubują sie w szczegółach choroby. i w detalach objawów. okropność!

      Usuń
  11. święte słowa Ewciu napisałaś...
    ja dzisiaj z samego rańca... łopatowałam tylko iskry leciały.. hihi
    a jak dobrze się poczułam.. wow - mam zimę !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdzie te czasy, kiedy i ja mogłam tak machać....
      a zimy nie chcę i już.

      Usuń
  12. Nie lubię rozmawiać o chorobach, więc chyba uciekłabym z poczekalni i wróciła dopiero po upuszczeniu przychodni przez tę kobietę.
    Gdy w przychodni spotykam kogoś znajomego, to z góry zaznaczam, że nie będziemy rozmawiać o swoich chorobach.
    U mnie wczoraj padał śnieg, ale na szczęście rano już go nie było, z czego się bardzo cieszyłam.
    Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie miałam dokąd uciekać, poza tym zaraz wchodziłam do gabinetu. mnie nie ubędzie jak się kobitka wyżali, co tam!
      u mnie jeszcze śnieg i -1. i coraz słabiej wieje.
      uściski

      Usuń
  13. O chorobach szczególnie w przychodni dowiedzieć sie można wiele . Ale mój komputer chyba zachorował , bo nie informuje linkowych , że mam nowe posty Cały czas napisane sa stare tytuły. Nie wiem jak to zmienić . Pozdrawiam....

    OdpowiedzUsuń
  14. udałam sie na poszukiwania, bo okazało się, że link do twojego bloga zniknął jak sen jaki złoty....
    i znalazłam dwa blogi. żesz kurcze, co taka tajemnicza jesteś?

    OdpowiedzUsuń
  15. Ładnie za oknem i całkiem zimowo. U mnie raczej zimno niż biało. Zdrowia życzę :) i tak masz lepiej bo mój mąż do kardiologa państwowego to ponad rok ma od jednej wizyty do następnęj, czyli po datach prawie dwa i tak od lat..
    czasem mam wrażenie, że jak ktoś opowiada o swoich chorobach to jemu jest lepiej więc słucham. Sama omijam lekarzy, wystarczy mi moja mama, która potrafi opowiadać o szczegółach dolegliwości i stopniu bólu tak ze 40 lat..jak od niej wychodzę to mi jej szkoda i siebie. Może dlatego po godzinach spędzonych z nią u lekarza i w kolejkach po numerek sama nie mam siły zająć się sobą. A swoją drogą lekarz siedzi przyjmuje mało pacjentów a pensję ma stałą, przychodnię trzeba ogrzać... Miłej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie się to pierwszy raz zdarzyło. nigdy nie maiłam okazji słuchać takich zwierzeń bezpośrednio do mnie. a wiesz, napisałam co pół roku, bo dwa razy w roku. luty i grudzień. teraz ma, czyli średnia nie jest zła. omijałam lekarzy całe życie, niestety kiedyś przyszła pora i na nich.

      Usuń
    2. Cóż widzę po sobie, że wiek ma swoje prawa i że nie można zawsze pomagać sobie trzeba czasem fachowej ręki. Trzymaj się cieplutko w te zimowe dni. Serdecznie pozdrawiam :)

      Usuń
    3. ja sama sobie pomagać nawet nie próbuję. w moim przypadku jest to zupełnie niemożliwe.
      pozdrawiam:)

      Usuń
  16. Prawie że pękłam ze śmiechu.
    Czy choć rzekłaś słowo, czy nie dane Ci było?
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. owszem. raz powiedziałam "tak" a drugi raz " nie".
      uściski:)

      Usuń
  17. Ewuniu piękny obrazek z Twojego okna i aż się spytałam mojego jak to zrobiłaś że ten śnieżek tak ładnie u Ciebie pada. :) Powiedział jak.:)
    Opowieści takich swojego czasu wysłuchałam mnóstwo, sklep ze zdrową żywnością i ziołami i "taborecik zwierzeń" jak to miejsce przy moim biurku, współlokator nazywał, swoje robiły.
    Było mi ciężko tylko słuchać, bo po jakimś czasie zrozumiałam że żadnej pomocy nikt nie oczekuje i nawet nie przyjmie, chodziło tylko o słowa.
    U nas dziś słonecznie ale rześko mocno. :)
    Buziak Tobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ela, ja nie wiem co ci mąż powiedział, ale zapewniam cię, że to nie było zamierzone. to było normalne zdjęcie i nagle g+ zrobiło śnieg i obcięło mi lewą stronę. ale się zdziwiłam i biegiem wstawiłam na bloga.
      ja słuchałam, bo mam wrażenie, że są ludzie, którzy muszą się wygadać. nie ważne jak często to robią. może bardzo często, może wcale? mnie nie ubędzie jak wysłucham.
      u mnie też było słoneczko, bezwietrznie i rześko. aż na krótki spacer wyszłam. a koty z nami. szalały w śniegu.
      buziaki serdeczne.

      Usuń
  18. Świetnie napisałaś tę relację, czułam się tak, jakbym tam była. Powinnaś pisać, bo dobrze Ci idzie. Może o pamiętniku pomyśl, dla potomnych? Miłej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, lotuś, kiedyś pisałam takie wspomnienia. zbieram się do napisania historii moich przodkiń ze strony mamy. ale żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce....
      miłego wieczoru

      Usuń
  19. Ludzie miewaja potrzebe wygadania sie. Siedza w poczekalni to co tak bezczynnie beda siedziec...pogadac trzeba. I fakt, kazdy z nas ma problemy w zyciu nie jestesmy jedyni najwazniejsi i najbardziej zyciowo przygnieceni... Szkoda w sumie, ze na swiecie nie jest fajniej i lzej:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie, że szkoda. ale równowaga w przyrodzie i tak jest zachowana. jednym jest fajnie i lekko, innym niekoniecznie:)

      Usuń
  20. Ja takie zwierzenia wspominam jako koszmar, swego czasu gdy więcej godzin spędzałam w przychodniach i szpitalach niż we własnym domu - starsze kobiety, które koniecznie chciały mnie uraczyć każdym najdrobniejszym szczegółem ich choroby, brrrrrrr! A tu człowiek załamany swoją sytuacją, chciałby choć na chwilę oderwać się od smutnych myśli. Jak już nie mogłam wytrzymać wyciągałam MP3, zamykałam oczy i wyłączałam się z rzeczywistości. A już rekord "wkurzastosci" pobiła pewna starsza pani, która tak jak ja leżała po operacji neurologicznej na łóżku obok i stwierdziła, że mnie na pewno nie boli tak, jak ją ;-) Dziś mogę się z tego śmiać, wtedy było mi bardzo przykro.
    Dużo zdrowia Ci życzę Ewo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też tak miałam po koronografii. leżeć musiałam z obciążeniem, bez ruchu kilka godzina a obok mnie maszynka gadająca. bez zatrzymywania się. a ja biedna słuchałam....

      Usuń
  21. Unikam jak ognia "pogaduszek" przed gabinetem lekarskim. Nie zawsze się jednak udaje. Unikam, bo wystarczy mi własnego ciężaru, a pod gabinetem onkologicznym słodko nie jest. To ciężki kaliber. Czasem jednak uczestniczę, gdy widzę i słyszę, że ktoś potrzebuje jakieś wskazówki, porady, wymiany pewnych doświadczeń...i otuchy. No, bo czy nie jestem dobrym przykładem, że rak to choroba przewlekła? W styczniu mogę świętować 15- lecie gdy po raz pierwszy mnie dopadł...
    Zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  22. no tak, to ciężki temat, roksanno. moja synowa też walczy. ale ona jest ostra, jak coś, to albo odchodzi, albo opiernicza.
    i tobie zdrowia zyczę!

    OdpowiedzUsuń
  23. Pewna moja znajoma w razie czyjejś gadatliwości wyłącza się i od czasu do czasu mówi: no, rzeczywiście...
    W ten sposób wilk syty i owca cała. Ja mówię w takich razach "to się w głowie nie mieści".

    OdpowiedzUsuń
  24. ja miałam szansę powiedzieć po razie "tak" i "nie". wolałam nie przerywać tego słowotoku, bo a nuż kobitka zaczęłaby mnie wypytywać a ja niekoniecznie na te tematy chciałabym się zwierzać.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jaki piękny śnieg... U lekarzy to w sumie nie wiadomo co trudniej znieść: lekarzy, czy pacjentów... Trzymaj się cieplutko :)... i dziękuję za pomoc, powoli ku finałowi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że finał będzie taki, jaki chcesz, żeby był:)

      Usuń
  26. Ufff... Dobrnęłam do końca. A ty się przypadkiem nie rozchorowałaś po tej tyradzie? Piękny śnieg wymyśliłaś. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie ja wymyśliłam, grażynko, tylko google+!
      serdeczności

      Usuń
  27. babcie to mają nawijkę :) Zapraszam http://madziakowo.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. znaczy ja jestem babcia> bo ona była w moim wieku.

      Usuń
  28. Taki potok słów, że przerwać trudno ;) Nieraz tak bywa, że jakaś gaduła się trafii, ale żeby choć o czym ciekawym porozprawiać, ach... Życzę zdrówka i radości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najgorzej kiedy się choremu o swoich i rodziny przypadłościach opowiada.
      i ja dużo radości życzę.

      Usuń
  29. Każdy ma wielką potrzebę, aby się wygadać, Ewuniu! Największa sztuka polega jednak na tym, aby umieć słuchać. Ty, Ewuniu, chyba to umiesz!
    całuski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. umiem, andrzejku. to jest moja wada. okropna!
      buziaczki

      Usuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.