Suwaczek z babyboom.pl

o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

piątek, 26 grudnia 2014

moje wiejskie grudnie...

kilka dni temu minęły trzy lata odkąd zamieszkaliśmy na wsi.
to był grudzień, kwitły kwiaty, świeciło słoneczko...tak, tak...
zobaczcie jak wyglądały kolejne nasze grudnie....

grudzień 2011






grudzień 2012





grudzień 2013





grudzień 2014


normalnie wiosna....


zołza i wypłosz przycięły komara w budzie....to ulubione miejsce do spania wszystkich kotów, choć ja na ich miejscu wolałabym drewutnię, tam są lepsze warunki.
ale to moje zdanie.



dziś tak było do południa,
a potem

jak codziennie.
ciekawa jestem kiedy zacznie się zima i czy się zacznie.
u moich znajomych w ogrodach wyrosły krokusy, tulipany, narcyzy...

jeśli o mnie chodzi mogłoby nie być zimy, ale roślinom jest ona potrzebna.
najlepiej ze śniegiem.
musi być kołderka dla roślinek.

no i w pierwszy dzień świąt...




drugi dzień świąt






ogarniają nas macki niewiadomoczego.....

 nasze koty od wiosny bawiły się szuflą do odśnieżania. ganiały się wokół, ostrzyły pazury, przewracały, aż łopata wyzionęła ducha.
no i jakoś tak zeszło z kupnem.
mam nadzieję, że uda się nam w sobotę wyjechać do drogi.

pees: widać jak długo mi się pisało ten post...ale już nic nie chciałam poprawiać.
trudno, moje lenistwo widać jak na dłoni.

pees2: zdjęć dużo, ale może komuś będzie się chciało pooglądać???

środa, 24 grudnia 2014

też bym chciała....


kiedy byłam dzieckiem, święta bożego narodzenia a zwłaszcza wigilia były dla mnie magiczne.
i nie tylko dlatego, że miałam imieniny.
w sumie to nawet poszkodowana byłam, bo  do szkoły cukierków zanieść nie mogłam jak inni i prezenty raz w roku.
mogły być trzy prezenty, ale raz, w wigilię....

siadaliśmy do stołu we czworo: rodzice, brat i ja.
jakoś nie było u nas tradycji spędzania wigilii w szerszym gronie, nie mam pojęcia dlaczego.

cudownie było....

aż przyszedł taki rok, który na zawsze utkwił kolcem w moim sercu a oczekiwanie na święta stało się
lękiem. 

wszystko zapowiadało się  pięknie, przyszedł na świat mój najstarszy syn.
to były jego pierwsze święta.

pierwsze z dziadkiem, który go kochał ponad wszystko.

wigilia i...

pogotowie zabrało mojego tatę do szpitala.
kolejny nawrót poobozowych wrzodów na żołądku.

możecie sobie wyobrazić jak wyglądały te święta.

już nigdy nie były wspólne, tata odszedł.

mijały lata, święta bywały różne, ale 
już  nie miały takiego klimatu jak tych pierwszych dwadzieścia.
coraz częściej właśnie w święta, lub krótko przed świętami działy się w mojej rodzinie rzeczy złe, takie o których staram się nie pamiętać.
nie myśleć.
nie lubię świąt.
a właściwie są mi zupełnie obojętne.

w tym roku
siadamy do stołu we dwoje, jest uroczyściej niż  co dzień, jest choinka, to tylko tradycja....

nie ma we mnie żadnych ciepłych uczuć.
nie ma tego wszystkiego co jest w większości z was.
nie ma tej podniosłości. magii, radości...
też bym chciała, żeby było inaczej....

ale życzę wam, żeby wasze święta były piękne, rodzinne.
najpiękniejsze z dotychczasowych.

a nowy rok, żeby był jeszcze lepszy niż ten, który niedługo odejdzie.


i zdrowia życzę, bo jak ono jest to jest wszystko.
waszym i moim futrzakom życzę zadowolenia z naszych usług.
no i zdróweczka, oczywiście.