pod poprzednim postem wspomniałam, że mi kursor szaleje i robi cuda.
szukałam w google co zrobić w takiej sytuacji i nawet znalazłam podpowiedzi, tyle, że nic nie kumam.
czasem uda mi się napisać komentarz na innym blogu, ale jest to ekwilibrystyka i trwa bardzo długo.
nie mam już ochoty walczyć z kursorem, tak więc w piątek laptopik pojedzie do przeglądu.
to co on wyrabia przechodzi ludzkie pojęcie!
może jeszcze uda się go reanimować, bo szczerze mówiąc, zakup nowego jeśli ten padnie, będzie możliwy dopiero jesienią.
no, ale nie tracę nadziei.
tak więc - do poklikania nie wiem kiedy.
ps. jest drugi laptop w domu, ale ja jakoś wolę swój.

