o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

wtorek, 17 lutego 2015

w koszu znalezione...


 co by tu nie mówić, jak by nie narzekać na blogera to głupi on nie jest.
czasem wasze komentarze lądują  w koszu, a ja przeglądam jego zawartość, bo gmail robi tam przechowalnię.
w koszu, znaczy się.
tym razem bloger przekierował do kosza komentarz, który mnie tak rozbawił, że myślałam, że padnę ze śmiechu.


"Ja rozumiem posiadanie 17 kotów, jeśli kogoś na to stać. Ty często mówisz, że brakuje Ci nawet na karmę i jesteś zależna od innych. Co się stanie z kotami kiedy zabraknie Ci na ich leczenie, karmę? Trzeba mierzyć siły na zamiary. "
Idalia 



zrobiłam przegląd w głowie, na blogu, zastanowiłam się nad sobą i niestety  nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek powiedziała, że "mam 17 kotów", że "brakuje mi na karmę" i, że "jestem zależna od innych".

być może ktoś o małym rozumku takie wnioski mógłby wyciągnąć, ale to rzeczywiście musiałby się sporo nagimnastykować.

postaram się wyjaśnić temu "dbaczowi kociemu" może nie wszystko, ale choć trochę.

to  nie ja mam 17 kotów, to 17 kotów ma mnie.

czy to zrozumiałe?

ja ich nie rozmnażałam, ja im często ratuję życie i zdrowie.
koty ściągają do mnie jak po sznurku, bo wiedzą, że tu są bezpieczne.

a co do reszty....
nie twój zakichany interes skąd ja biorę karmę, może kradnę?
może dorabiam "na boku" na leki?

idalio...

co cię obchodzą koty, które żyją sobie spokojnie?
co cię obchodzi skąd biorę pieniądze na leczenie?

odpowiem ci na ostatnie zdanie.

trzeba mieć trochę oleju w głowie, pomyśleć nieco, zanim się zabierze za pisanie bzdur.
 a jak się go nie ma, tego oleju znaczy, to należy sobie go dokupić.
aaaa, pieniążków zabrakło?
poszły na opłacenie internetu?

no cóż, trzeba mierzyć siły na zamiary....

ps. na olej to ja ci pieniążki prześlę, najwyżej odmówię sobie jakiejś drobnej przyjemności...


znowu paski, to przez kopiowanie tego maila....

niedziela, 15 lutego 2015

kot w dom....


a na buziach banan!




prawie miesiąc siódemka przebywała w kociej klinice.
w sobotę  wróciła, a my oddychamy z lekką ( na razie ) ulgą.

o początkach choroby siódemki pisałam

tu i tu

najpierw paskudny koci wirus, potem operacja.
szew ma długość 10 cm - było co robić.
kiedy siódemka miała po tych przygodach wracać do domu, dostałam telefon, że przyplątało się zapalenie płuc. rentgen wykazał, że paskudne.
stan bardzo ciężki....

matko kochana!

i znowu informacje dzień po dniu, stan się lekko poprawia, potem coraz lepiej i lepiej.
została do ostatniego antybiotyku.
i wreszcie do domu z zaleceniem, że przez dwa tygodnie nie wolno wychodzić na dwór.
no ciekawe, jak ja ją utrzymam?
a kuweta?
a może w buty, albo pod łóżko?

kochana kocina, wie, ze trzeba do kuwetki.

a teraz będą zdjęcia.
ostrzegam, dużo zdjęć.













filip baaardzo niezadowolony, bo przecież wszystkie łóżka i fotele są jego!
cały wieczór wczoraj na skargę latał.
dziś spokojniej. obserwuje ją, ale już bez krzyków .
za dwa tygodnie zawieziemy ją na szczepienie, bo teraz może wszystko łapać, zwłaszcza po zapaleniu płuc.

piątek, 13 lutego 2015

a tak w międzyczasie....



czy my aby jesteśmy całkiem normalni?

ludzie na wsi uważają, że niekoniecznie.

nasz wiejski weterynarz również.

no to może oni maja rację???

środa, 4 lutego 2015

i do nas przyszła na chwilkę...

wierszyk bez autora, bo nie wiem kto go napisał.
dostałam podpowiedź. autorem jest Ludwik Jerzy Kern

czy wam nie przyszło nigdy do głowy, 
że śnieg powinien być kolorowy? 
albo zielony, albo czerwony, 
liliowy albo beż. 

śnieg ten lepiłoby się wspaniale, 
a bałwan biały nie byłby, ale 
albo zielony, albo czerwony, 
liliowy albo beż. 

śnieżki tak samo w zimowej porze 
byłyby wtedy w jakimś kolorze: 
albo zielone, albo czerwone, 
liliowe albo beż. 

bardzo kolory by się przydały, 
a tu tymczasem wciąż pada biały, 
biały bielutki, miękki mięciutki, 
świeży, świeżutki śnieg.


obce ślady...


i tu.....


no  co się gapisz i zdjęcia robisz?
szybko mnie wpuść, ja nie będę czekała jak te 
inne kociska!



a na polu....


i z innej strony...


w ogrodzie...


sumaczek między tujami....


pomieszane ślady.....

idź sobie zimo, idź!
ja ciebie nie lubię!