o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

wtorek, 29 stycznia 2013

gdzie te koty???


no pytam się, bo cały zestaw kotów w liczbie ośmiu sztuk widziałam ostatnio na początku listopada.
potem tylko pojedyncze sztuki na zmianę wpadały, ale już wszystkich razem nie było.
przestały przesiadywać na ganku, przybiegać na kolację....
czyli dwa miesiące....

przychodziły tylko cztery: gapa, elektryczka,  berecik i malutki miaukotek.
tofinka tylko czasem mignęła między choinkami. nie przychodziła....
teraz elektryczka i berecik przestali przychodzić i zostały dwa.
tofinki też nie widać....

miaukotek przybiega rano, na ganku wrzeszczy w niebogłosy miauczy jakby go ktoś rozdzierał
, trzeba go wpuścić
 na śniadanie. i pospanie na ciepłej podusi pod kaloryferem.

za to gapa, to chyba przez pomyłkę swoje imię dostała...
choć robiła wrażenie takiej sieroty.....

wieczorem wędruje na spanie do piwnicy. ma tam grubą kołdrę którą planowaliśmy   wywieźć do schroniska. póki co ze strychu wywędrowała do piwnicy.

rano gapula prosi, żeby ja wypuścić na załatwienie kocich potrzeb i na szaleństwa w śniegu.
potem siada na ganku, w takim osłoniętym od wiatru miejscu i czeka aż ją wpuścimy do przedpokoju.
spanie razem z miaukotkiem, jedzenie, zabawy.....

miaukotek pędzi do "domu" a gapa snuje się po polu i po podwórku.
po południu znów siedzi na ganku.
i do domu.
wieczorem do piwnicy.
i tak codziennie....

gdzie reszta kotów???
czy aby na pewno siedzą w "swoim domu" to znaczy w sąsiedzkiej stodole lub oborze?
czy nic im się nie stało?
czy nie są głodne?
trochę się niepokoję o nie.

a to gapa i miaukotek na podusi.

gapa jest czarna
a miaukotek mocno szary:)










i pomyśleć, że gapa jest o ponad rok starsza od miaukotka.
ona jest bardzo małą koteczką...

piątek, 25 stycznia 2013

mgła....

zawsze myślałam, że jak świeci słońce, to nie ma mgły. 
źle myślałam.
dziś  słońce wyglądało zza chmur i  była paskudna mgła....





w iławie piękne  słońce i mgły ani grama.
 a po południu jak wracaliśmy do domu, to po lewej stronie samochodu mieliśmy zachodzące słoneczko
a po prawej wschodził księżyc...
ciekawe zjawisko....







a to już na naszej szutrowej drodze.
nie wiadomo gdzie nasz dom....

ps. ekran komputera macie czysty to szyba w samochodzie brudna....

wtorek, 22 stycznia 2013

konkurs, wyróżnienia i kurowanie się....

z jednodniowym opóźnieniem zapraszam do konkursu u



moi pupile, czyli skubi i filip startują z numerem  
3


mają mało głosów, bo inne zdjęcia z dymkami są fantastyczne!
może kogoś namówię, żeby oddał na nich głos?
*****
a ja nadrabiam zaległości i chwalę się wyróżnieniami.
od 


otrzymałam wspaniałe wyróżnienie

a od



jejku, cieszę się jak dziecko, to takie miłe jest...


chyba nie ma zasad dotyczących nominowania, zresztą ja i tak nie umiałabym wybrać kilku blogów, które najbardziej lubię.
trudno wybrać między kociakami, psiakami, sprawami życia codziennego a np. rękodziełem.
wszystkie blogi, które są po lewej stronie bardzo lubię.
dlatego obdzielam wszystkich!

bardzo lubię wasze blogi!

a ja wracam do łóżka i kuruję się, bo w niedzielę coś mnie "złapało".
wolałabym się pozbyć paskudztwa zanim rozwinie się w coś gorszego, wystarczy mi tego co mam na stałe.

jeszcze raz dziękuję za wyróżnienia:)

może wieczorkiem uda mi się wpaść do was?
pozdrawiam wszystkich.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

zima.....


na lewo....

na prawo....




na wprost....

i do domu....


dziś tylko dwa koty wybrały się na spacer....

i na koniec.....

 

nie wiem tylko, czy to zabawa, czy porachunki.....

sobota, 12 stycznia 2013

styczyczniowy konkurs...

i znowu mamy zabawę obrazkową. 
tym razem konkurs traktuje o przyjaźni psio - kociej.
kiedyś myślałam, ze jest to niemożliwe, teraz wiem, że się myliłam.
oczywiście cała zabawa trwa u  

a moje zwierzaki i ja wysyłamy na ten konkurs takie oto zdjęcie.


a poza tym zapadało nas na amen.
dobrze, że wczoraj na zakupach byliśmy, bo dziś nie wyjedziemy.
no, chyba, ze pług się pojawi.
pewnie pod wieczór albo jutro.
ale co tam! nigdzie się nie wybieramy.


czwartek, 10 stycznia 2013

w brudnych butach w nowy rok...

nie cierpię, wprost nienawidzę, jak mi coś  wyskoczy pod koniec grudnia i nie da się załatwić od razu.
na raty tylko.
nie było rady, trzeba było zaraz na początku roku jechać do warszawy i  częściowo przynajmniej załatwić sprawę, która kosztowała mnie mnóstwo zdrowia i nie mało pieniędzy.
w  dodatku możemy jechać najwyżej na dwa dni, bo przecież zwierzaki w domu.
jednego dnia wyjechać, następnego wrócić..
a sprawa nie z tych co się w pięć minut załatwi.

zwłaszcza jak trzeba przemyśleć co dalej....
cholera by to wzięła.....
trzeba było zostawić dziecku pracusia sprawę do  dopilnowania.
samo zaproponowało.
ale jak ogólnie wiadomo -  dorosłe dzieci  czasu nie mają....
bo całe mnóstwo swoich spraw.
 
i w dodatku  mieszkają daleko od miejsca dopilnowania sprawy...
w warszawie wszędzie jest daleko...
poza tym dziecko też potrzebuje, żeby mu coś załatwić...
najlepiej natychmiast!
moja sprawa może poczekać....
pali się?
no nie.....
normalka....
a ja bym chciała mieć to jak najszybciej z głowy...
cierpliwości we mnie za grosz!
najchętniej wsiadłabym do pociągu, pojechała na tydzień i załatwiła ...
kiedyś, teraz już niestety nigdzie sama nie pojadę...

eh, życie.....
i paskudne choroby.
 
i jeszcze ta zima, która powoduje u mnie wieczne doły co roku.
staram się je omijać, ale czasem się nie uda...
nigdy nie umiałam żyć bez słońca i ciepła.....
nic mi się nie chce i tylko potrafię się zamartwiać.
również głupotami.
i na zapas.

a bezsenność to już w ogóle koszmar nie do opisania.
i to wszystko na moją jedną, biedną głowę....