Suwaczek z babyboom.pl

o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

wtorek, 16 grudnia 2014

ciąg dalszy.....

szczerze mówiąc nie spodziewałam się aż tak dużego odzewu w sprawie pani aliny.
ogromnie mi w tym pomogła hana zamieszczając link do mojego posta na swoim blogu

dzika kura w pastelowym kurniku

tam dziewczyny, jak to stado kur, rozgdakały się z sensem.
rad było całe mnóstwo, poszły paczki, poszły pieniążki....

i, żeby nie było:

chyba żadna biedna rodzina nie była tak dokładnie prześwietlona jak rodzina pani aliny.
potwierdziło się to, co mi mówił sołtys:

"bieda piszczy, kuli się z zimna i z głodu." 
bo taka właśnie jest bieda...
przegadałam z panią aliną wiele godzin. o wielu sprawach wiem więcej niż mogę tu napisać, bo to bardzo osobiste sprawy .
choroby, brak pracy, wszystko się zawaliło w 2013 roku.
i ważne: to nie jest rodzina patologiczna.

wymyśliłyśmy sobie, że dobrze byłoby kupić tej rodzinie trochę drewna lub węgla.
jednak my nie jesteśmy fundacją i pieniędzy zbierać nie możemy.

postanowiłyśmy wpłacać pieniążki bezpośrednio na konto pani aliny.
ona się zgodziła, choć wiele czasu mi zajęło tłumaczenie, że przyjęcie od kogoś pieniędzy nie czyni z niej kogoś gorszego.

pani alina źle widzi, stąd czasem trudno odczytać to, co napisała.

pełna wiary, że na paczkach się nie skończy i, ze uzbiera się trochę pieniążków jeszcze raz podaje konto pani aliny.
ona jest skłonna przedstawić fakturę, ale myślę, że to nie będzie konieczne.

Alina GOLEŃ

68 879 700 030 000 001 659 430 001



czwartek, 11 grudnia 2014

takie życie to do bani jest....


zwracam się do wszystkich moich znajomych i ich znajomych.
jest w województwie małopolskim 3 osobowa rodzina. bardzo biedna i wstydząca się zwracać o pomoc. sytuacja jest tragiczna. 
mąż jest po dwóch wylewach, pracuje na śmieciową umowę do końca grudnia. za całe 1200 złotych.
pani alina w marcu złamała


 kręgosłup, chodzi w gorsecie, na rentę jest za zdrowa do pracy zbyt chora. zresztą tej pracy nie ma.
córka, 14 letnia panienka dojeżdża do szkoły.
leki dla męża pani aliny to 200 zł miesięcznie. ale nie w każdym miesiącu można je wykupić...
pozostałe opłaty ( wiadomo, jak to w domu czy w mieszkaniu), dojazdy do pracy i szkoły, prąd, gaz, woda, ścieki, śmiecie tak jak na każdej wsi. u nich  to około 500 zł.
dom się rozwala, okna się nie domykają - trudno się dziwić, wybudowany ponad 100 lat temu przez dziadka męża pani aliny.


 drzwi wejściowe obite kartonem, żeby było cieplej....
właśnie, opał na zimę.....
to jest koszmar po prostu! 
ani gmina ani mops nie pomogą nic, bo okazuje się, że te 1200 zł to za dużo, żeby im pomóc...o 20 zł na głowę za dużo...
a tam jest sytuacja tragiczna.
potrzebne dosłownie wszystko: ubrania, środki czystości, w tej rodzinie na nic nie starcza pieniędzy.
wybór między lekami dla chorego a jedzeniem dla rodziny to okrutny wybór!
kochani, pomagamy zwierzęcym fundacjom, posyłamy pieniążki dla cierpiących kociaków i psiaków...ja sama mam na utrzymaniu koty z całej wsi.
poszperajmy w naszych szafach, popatrzmy, może mamy coś niepotrzebnego? 
może ktoś wyśle tym zdesperowanym ale bardzo kochającym się ludziom konkretną pomoc?
bardzo was o to proszę.
maila podam, gdy ktoś się zdeklaruje. ja na to liczę, bardzo liczę.


pisałam o tym na fejsbuku dwa dni temu. kilka razy udostępniałam.
jedna osoba polubiła. zero reakcji.
ja wiem, że bieda to wstydliwy temat, ale jeśli mam coś wyrzucić to wolę wysłać pani alinie.

trzymałam wiele rzeczy naiwnie wierząc, że schudnę. guzik schudnę, a pani alinie, drobnej, szczupłej kobietce wszystko się przyda. jej córce również...

jeśli więc ktoś może.....

to nie jest żadne nabieranie na litość tylko najprawdziwsza prawda.
pracuś mi zarzucał, że zbyt szybko jej zaufałam.
od czego więc google?
znalazłam sołtysa z jej wsi, porozmawialiśmy "pa duszam", potwierdził, dołożył swoją opinię...
i paczka z ubraniami dla dziewczyn idzie.

czy ktoś z was znajdzie coś niepotrzebnego dla tej kochającej się rodziny?

jakby co, to ja mam adres, mam maila.


pod moim tekstem jest strona, która utworzyła pani alina w akcie rozpaczy.

trudno zrozumieć co ona pisze, bo .....no nie wiem, ile klas skończyła.



nie wiem czemu porobiły mi się białe paski, ale musi tak zostać, bo nie umiem ich 
zlikwidować.

tak się  pokićkało z komentarzami, że muszę tu podać maila pani aliny.


 alina659@interia.pl

konto pani aliny

Alina Goleń

68 879 700 030 000 001 659 430 001

mam też adres, telefon i maila składnicy węgla, ale  to w poniedziałek dopiero dowiem się co i jak i czy można płacić przelewem.

jesteście kochani!!!

środa, 15 października 2014

jest taki moment....


kiedy trzeba się zatrzymać.
odpocząć.
przemyśleć ostatnie trzy lata, ten darowany czas.
właśnie trzy lata temu obchodziłam  nowe urodziny.

tegoroczne, potwornie upalne lato odbiło się na moim zdrowiu w sposób paskudny.

a ja tak kocham lato, normalne lato.
i lubię robić to, na co mam ochotę.
 przecież ja już nic nie muszę....

szkoda, że na wiele spraw nie mam wpływu, choć bardzo bym chciała.
dzieją się, choć wolałabym mieć nad nimi kontrolę.

a skoro nic nie muszę,
i skoro nie mam ani chęci, ani siły,
to zawieszam pisanie bloga nie wiem na jak długo.

techniczne sprawy również miały wpływ na tę decyzję.
nie umiem zapanować nad blogerem, choć bardzo się starałam.
i już mi się nie chce.

liczę się z tym, ze jeśli wrócę, 
mało kto będzie pamiętał, że byłam.

koty mają się bardzo dobrze a nawet powiedziałabym, że coraz lepiej.
więcej już ich nie będzie.
starsze kotki zostały wysterylizowane, młodsze jeszcze czekają.
to akurat wasza zasługa, kilku osób o wielkich sercach.
być może to było to, co miałam zrobić, wspólnie z pracusiem, gdy zamieszkaliśmy na wsi.

bez niego nic by mi się nie udało.
już nie jestem całkowicie sprawnym człowiekiem.