Suwaczek z babyboom.pl

o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

piątek, 11 lipca 2014

wiadomości z podwórka...


pozornie na podwórku nic nowego się nie dzieje.
do wczoraj taki żar lał się z nieba, że klawisze lepiły się do palców.
a ja ledwo dyszałam...
dziś trzy stopnie mniej, czyli chłodniej.
czy ktoś gdzieś widział deszcz?
poproszę o choćby odrobinę....

moja gapina odzyskała swoją podwórkową przynależność
oraz instynkt macierzyński,
do tego stopnia, że wczoraj widziałam jak wszystkie cztery małe koty usiłowała cycem karmić.
ponieważ towarzystwo było bardzo zadowolone wysnułam wniosek, że ciągle ma pokarm.

a ja mam nadal cztery koty. nikt ich na razie nie chce.

wstawiam dwa krótkie filmiki.

1. mama i synek


2. yaris i jacek albo placek. z daleka ich nie odróżniam.
i wszędobylska siódemka.


i jeszcze:
zauważyliśmy, że w zbożu, niedaleko naszego domu kręcą się trzy kociaki starsze trochę od tych co są u nas.
podchodzą do jedzenia kiedy nas nie ma na podwórku.
jeden rudy kocurek i dwie kociczki: szaro biała i tricolorka - rudo-biało- szara.
matki nie poznałam...
 nie mam pojęcia jakim cudem te koty przychodzą do nas.
jakieś ogłoszenia parafialne?
sołtys je  przysyła w ramach agitacji przedwyborczej?
będę miała kolejny problem, kurczę!

udało mi się zrobić zdjęcie tricolorce zanim zwiała.
strasznie dzikie te kociaki są.

niedziela, 6 lipca 2014

siódemka - córka gapy i reszta kociej rodziny...

oto siódemka. słodka koteczka, przytulaneczka.






a to braciszek siódemki, yaris.
słodki kociak ale nie tak sprytny jak siostra.
takie ciepłe kluchy.






i oboje....
zabawy, przepychanki...

prawda, że zgrany z nich duet?

są jeszcze dwaj bracia, nieuchwytni jak błyskawica.
czarni jak noc...
sfotografować ich można tylko wtedy, kiedy śpią.
to synowie operki.
dwa cudne diamenciki.



kumple do zabawy, do rozróby i do odpoczynku.
przeważnie występują w dwupaku:)

wszystkie te kociaki szukają domku.
póki co tylko jedna koteczka znalazła swoich dużych.
reszta czeka....

siódemka i yaris mają dwa miesiące a dwa czarnuszki niespełna trzy.

ogłoszenia dane chyba już wszędzie, zainteresowanie jest takie sobie i z daleka.
ja wiem, że teraz jest czas na wyrzucanie kociaków, nie na zabieranie ich.
wakacje....straszne słowo dla wielu zwierzaków.

mam prośbę.
czy możecie wkleić lnik do tego posta na swoich blogach?
może na facebooku?
macie znajomych, znajomi mają znajomych...w całym kraju pewnie.
ja na wsi jestem sama i na straconej pozycji.

może tym sposobem znajdę domki dla moich cudeniek?
dziękuję pięknie!

no cóż, tonący brzytwy się chwyta.

ps. nadal mam problem z komentarzami.
czasem się uda, częściej nie.
wybaczcie.

środa, 2 lipca 2014

powrót gapy...

wczoraj, późnym popołudniem, przywieźliśmy do domu gapulca.
koteczka całą drogę miaukoliła cichutko, przerywając swoją opowieść wtedy, gdy do niej mówiliśmy.



po powrocie obeszła swoje włości, obwąchałą  co się dało i zaczęła zaprowadzać swoje rządy.
stłukła na kwaśne jabłko swoje dwa kociaki, obwąchała dwa czarne i im się też oberwało...
mój gapiszon wyraźnie nie lubi dzieci, działają mu na nerwy. warczy, syczy i bije.
koszmar jakiś....
a podobno taka słodyczka z niej była w klinice... koteczka do rany przyłóż.
jestem bardzo wdzięczna, jak pisałam na fb, pani doktor  marcie parzych - paluszkiewicz 
z kliniki panda w iławie.
jakie ona ma wielkie serce, ta kobieta!

teraz kolej na operkę.
za trzy tygodnie ją zawieziemy, bo niestety, nie wszystko ułożyło się tak jak chcieliśmy.
operka spłatała nam psikusa i trzeba odczekać.

ja uciekam, bo mam mojego młodszego syna u siebie oraz wnuka.
na kilka dni tylko.
 
 3.07.2014
nie mogę wpisywać komentarzy ani u siebie, ani na innych blogach.
nie wiem co się dzieje na bloggerze.
kiedyś onet skiepściał, teraz  blogspot...