o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

sobota, 28 czerwca 2014

jak to z laptopem było...

okazało się, że to nie moja wina, że nie miałam internetu.
to znaczy moja tylko trochę a reszta winy to programu antywirusowego.
bo jak on wykrył ponad 1000 wirusów (chyba przesadził) to ja kliknęłam zamiast kwarantanna to usuń.
no i usunął...
w pierwszej kolejności usunął mi wi fi, bo uznał, że sterowniki złapały trojana.
a potem po kolei usuwał co się dało.
wprawdzie po jakimś czasie kliknęłąm "anuluj", ale było po ptokach...
internet zniknął jak sen jaki złoty...

w dodatku pan w iławie nic mi nie mógł poradzić, bo laptopka kupiłam 8 lat temu właśnie z oprogramowaniem xp.
nie miałam płytki instalacyjnej....
czyli lewizna.
gdybym miała legalny program, to można by było odinstalować ten co mam, poszukać sterowników i zainstalować od nowa.
a tak to kaszana...

aha, zapomniałam napisać, że jak mi nie chciało wpuścić do lapka gry, to zamknęłam  na 10 minut avasta. znaczy program antywirusowy.

gry nie zainstalowałam, za to wirusów całe mnóstwo.
tym łatwiej, że teraz xp nie ma żadnej ochrony ze strony windowsa.
jedynie mój program antywirusowy pilnował.
a ja....nie chcę się wyrażać co o sobie myślę....

wprawdzie planowałam kupno nowego laptopa ale gdzieś na jesieni dopiero.

ale jak bez laptopa?
wprawdzie jest drugi, ale ja lubię mieć swoje.

 pracuś zdecydował, że kupuje mi na raty natentychmiast laptopka.

no i mam. z systemem 8, co, jak wiadomo, dla kogoś kto miał xp to czarna magia...

wielu programów nie ma, za to jest mnóstwo niepotrzebnych mi do niczego.

cały dzień wczoraj spędziłam na nauce, dziś dopiero zablokowałam reklamy, co ich było po kilka na każdej stronie, na blogu, wszędzie.
i wielu rzeczy nie umiem....

ale umiałam ściągnąć firefoxa ( nie było), wejść na bloga i napisać post.

a teraz dalej do nauki. nie ma, że sobota!

dobrze, że matury z tego nie muszę pisać, bo wynik pewnie byłby taki jak tegorocznych maturzystów.



 


środa, 25 czerwca 2014

i dobrze i źle.....


dobrze, bo moja gapinka dobrze zniosła operację i jest ulubienicą całej lecznicy w iławie.
łasi się do wszystkich, gada jak najęta i w ogóle popisuje się.
czuje się znakomicie.
dziwne to, bo ze mną rozmawia bezgłośnie.
otwiera pyszczek a ja się domyślam, że to jest miauczenie.
pierwszy raz usłyszałam jej głos jak w ostatnim dniu ciąży rzuciła się na szczeniaka mojego syna.
drugi raz, kiedy ją wieźliśmy do kliniki.
i nie było to sympatyczne miaukolenie, tylko wrzask.
 
 
źle, bo nie wiem jakim cudem odłączyłam swojego laptopa od internetu.
ściągałam grę, którą uwielbiam,  nacisnęłam byle co i nałowiłam wirusów.
trojany i jakieś coś - 32.
oczywiście natychmiast zaczęłam te cuda usuwać i, obawiam się, że coś bezmyślnie wykasowałam.
a, ponieważ mam macbooka, podobno mało popularnego w polsce, to pan konsultant ni diabła nie wiedział co robić.
w dodatku mam na nim zainstalowaną xp.
bardzo złe połączenie...
nie mam na klawiaturze przycisków których powinnam użyć, żeby połączyć się z 
wi -fi.
korzystam gościnnie z laptopa, nie wiem kiedy mój będzie sprawny.
dlatego nigdzie mnie nie ma.
czarna dziura.
ale nic to, grunt, że gapa czuje się dobrze!

poniedziałek, 23 czerwca 2014

na pierwszy ogień.....

dziś zawieźliśmy moją słodką koteczkę, gapę do wetki w iławie.
sterylka będzie jak przygotują kotkę, czyli jutro.
trzeba porobić badania, przegłodzić.
biedula, jaki to dla niej stres.
pudełko, obce miejsce, zamknięcie...
 potem operacja.
wiem, że dali jej coś na uspokojenie,  myślałam, że rozwali transporterek w drodze.
i wreszcie, po trzech latach usłyszałam jak miauczy, bo do tej pory robiła to bezgłośnie.
denerwuję się, kurczę!


dostałam w zeszły piątek od pani doktor taki jednorazowy transporterek, dziurki ma po bokach.


mało komfortowa miejscówka, ale co poradzę?
innego nie mam.
gapa przez te dziurki wyciągała łapki, drapała...
dopiero dziś zobaczyłam jakie ona ma pazurska długaśne!


mój gapiszon przed podróżą.

odbiorę ją najprawdopodobniej w przyszły wtorek.

jestem padnięta, kurczę.
dziewczyny, wy wiecie, że to dzięki wam moje wolno żyjące kotki przestaną rodzić kolejne biedy.

środa, 18 czerwca 2014

pierwsze koty za płoty...

i choć jedna jaskółka nie czyni wiosny a nadzieja jest matka głupich, to co się odwlecze to nie uciecze.
a co ma wisieć, nie utonie .
i pierwsze koty za płoty!
nie znaczy to, ze koty powyrzucałam.
otóż, tadam, cudna kociczka z rodziny gapowatych dziś powędrowała do nowego domku!
przyjechali po nią,  prawie 60 kilometrów, kasia i waldek.
urocze małżeństwo. widać, że kochają zwierzaki.
nasze kociambry zostały wygłaskane, choć były takie, co nie chciały.
a wszystko to dzięki

amyszce 

która oddała serce swoim kotyszkom.
i nie tylko swoim...

to ona pomogła mi na forum "miau".
pisała, wklejała zdjęcia moich kotów do adopcji.
no i udało się. kasia zakochała się w koteczce jak nie wiem co.
i dziś oboje z mężem po nią przyjechali.
ich dwóch pełnoletnich synów też chciało po kociaka przyjechać.....
a oto panna kropeczka, nazwana tak przez nas z racji niecodziennej urody.

 tu z kasią.

 nosek wiecznie brudny, nie wiem ile razy można czyścic kotu nos....

to siostrzyczka maleńkiej, wchodzi bardzo wysoko...


a to braciszek....

 są jeszcze dwa czarnuszki, ale nie jestem w stanie ich sfotografować.
miałam film, ale niestety, nie mogą go wstawić.
jakiś błąd.
one są jak iskry....

i jeszcze.

kociaki łzawiły ( ta gapowe). amyszka rozpoznała początki kociego kataru.
ja już byłam u weterynarza, ale ten drań to tylko konie, świnie i krowy
traktuje jak zwierzęta, bo kasa z tego jest.

mnie powiedział " co pani, na wsi każdy kot ma katar".
myślałam, ze zabiję dziada!

i wtedy wkroczyły
amyszka
i
gosianka

z drugiego końca polski dostałam krople do kocich oczu i receptę.
czyż to nie wspaniałe, że one są tak bezinteresowne?
i nie tylko one....

jeszcze raz wam dziękuję, dziewczyny, tym razem publicznie:)

oczywiście wszystkie kociaki są do adopcji
a przed chwilą kasia udostępniła na fb

koty do adopcji

dziękuję, kasiu:)

dziewczyny, tak się cieszę, że was znam....

dopisek z dnia 19 czerwca godz. 13.15

to panna Kunegunda w swoim domu.


poniedziałek, 2 czerwca 2014

pierwszy spacer.....


ja tak na szybko. 
przepraszam, że nie odpowiedziałam na komentarze pod poprzednim postem, ale
niespodziewanie pojechaliśmy do warszawy, tam nie było czasu.
wprawdzie wróciliśmy wczoraj, ale ja zmęczona byłam jak diabli a dziś od rana pechowy dzień, echhhhh...
miała być fotorelacja z warszawy, ale poczeka, bo dziś małe gapy wypadły z budy i udały się na pierwszy spacer.









dziś mam urwanie głowy,
 jutro  kolejną wizytę u lekarza, już mi to bokiem wychodzi.....