o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

czwartek, 31 grudnia 2015

dla tych, co nie mają konta na fb.....



                                                          tu jestem codziennie, prawie....

jeśli znajdę chwilę czasu, to działam na fb, bo jest mniej absorbujacy, zabiera mniej  czasu i co tu mówić - odpowiada mi ta forma komunikacji.
tak więc do sedna.
po wielu perypetiach, pobytach w szpitalu, kolejnych koronografiach i stentach - zaproponowano mi rehabilitację kardiologiczną zapewniajac jednocześnie, że po miesiącu ( tak, tak, miesiąc w szpitalu) nie będe taka bardzo osłabiona, moja forma poprawi się zdecydowanie.
tak więc walczę z własną niemocą, ćwiczę, wylewam z siebie ostatnie poty i czekam na rezultaty.

dziś wieczorem dostałam przepustkę ( jakkolwiek to brzmi ) i do niedzieli bedę w domu.
a potem miesiąc, albo dłużej - rehabilitacja, do skutku, cokolwiek mają na mysli panie rehabilitantki.

oprócz tego psycholog, dietetyk...a jedzenie, zwłaszcza obiady - obrzydliwe.
taka dieta....
 tyle u mnie.

wszystkim życzę dobrego nowego roku, bo czasem jak patrzę co sie dzieje przypomina mi się chińska klątwa:

"obyś żył w ciekawych czasach..."

a ja sobie myslę "oby nie"....

środa, 7 października 2015

przekot


jak pies do jeża podchodzę do laptopa, otwieram bloga i zamykam. a muszę i chcę przekazać to, co mnie uwiera i to mocno.
tytuł napisany, reszta jakoś mi nie idzie.

nie bedę sie rozpisywać, krótko, bo serce pęka.

w poniedziałek, 5 października odszedł za tęczowy most nasz ukochany kot - filip - mój pierwszy w życiu kot.

w czerwcu skończył 24 lata.

kochamy go bardzo, do końca byliśmy przy nim.








biegaj sobie filipku za tęczowym mostem, po zielonych łąkach wesoły i radosny jak kiedyś...

myślę, że miałeś dobre życie.

nasz kochany olbrzymie.

wtorek, 17 lutego 2015

w koszu znalezione...


 co by tu nie mówić, jak by nie narzekać na blogera to głupi on nie jest.
czasem wasze komentarze lądują  w koszu, a ja przeglądam jego zawartość, bo gmail robi tam przechowalnię.
w koszu, znaczy się.
tym razem bloger przekierował do kosza komentarz, który mnie tak rozbawił, że myślałam, że padnę ze śmiechu.


"Ja rozumiem posiadanie 17 kotów, jeśli kogoś na to stać. Ty często mówisz, że brakuje Ci nawet na karmę i jesteś zależna od innych. Co się stanie z kotami kiedy zabraknie Ci na ich leczenie, karmę? Trzeba mierzyć siły na zamiary. "
Idalia 



zrobiłam przegląd w głowie, na blogu, zastanowiłam się nad sobą i niestety  nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek powiedziała, że "mam 17 kotów", że "brakuje mi na karmę" i, że "jestem zależna od innych".

być może ktoś o małym rozumku takie wnioski mógłby wyciągnąć, ale to rzeczywiście musiałby się sporo nagimnastykować.

postaram się wyjaśnić temu "dbaczowi kociemu" może nie wszystko, ale choć trochę.

to  nie ja mam 17 kotów, to 17 kotów ma mnie.

czy to zrozumiałe?

ja ich nie rozmnażałam, ja im często ratuję życie i zdrowie.
koty ściągają do mnie jak po sznurku, bo wiedzą, że tu są bezpieczne.

a co do reszty....
nie twój zakichany interes skąd ja biorę karmę, może kradnę?
może dorabiam "na boku" na leki?

idalio...

co cię obchodzą koty, które żyją sobie spokojnie?
co cię obchodzi skąd biorę pieniądze na leczenie?

odpowiem ci na ostatnie zdanie.

trzeba mieć trochę oleju w głowie, pomyśleć nieco, zanim się zabierze za pisanie bzdur.
 a jak się go nie ma, tego oleju znaczy, to należy sobie go dokupić.
aaaa, pieniążków zabrakło?
poszły na opłacenie internetu?

no cóż, trzeba mierzyć siły na zamiary....

ps. na olej to ja ci pieniążki prześlę, najwyżej odmówię sobie jakiejś drobnej przyjemności...


znowu paski, to przez kopiowanie tego maila....