o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

środa, 30 kwietnia 2014

okazja!!! tylko do 9 maja!!!

uwaga!  uwaga! uwaga!
to jest post promocyjny! 
kochani, to jedyna okazja! do dzieła więc!


Wielki test karmy Super Premium! 
Chcesz otrzymać 1 opakowanie karmy dla psa lub kota za 1 zł*? 
Zgłoś swojego pupila na stronie 


Zgłoszenia przyjmujemy tylko do 9 maja 2014 r.
Możesz wybrać jedną  spośród pięciu dostępnych karm:

  1. Dla kotów aktywnych – Go Care Royal Cat Active 0,5 kg
  2. Dla kociąt – Go Care Royal Kitten 0,5 kg
  3. Dla szczeniąt – Go Care Roayl Puppy 1 kg
  4. Dla psów aktywnych – Go Care Royal Dog Active 1 kg
  5. Dla psów dorosłych  - Go Care Royal Dog Complete 1 kg

*Koszt 1 opakowania karmy 1 kg dla psów i 0,5 kg dla kotów. Ceny obowiązują tylko w okresie Promocji. 
Uczestnik ponosi koszty dostawy.

Szczegóły Akcji w Regulaminie na stronie 


zgłaszamy naszych pupili!


klikamy a karmę mamy za darmo!

sobota, 26 kwietnia 2014

żółto mi, choć nie rzepakowo....


w tym roku w moich okolicach zażółciły się mlecze.
w ilościach przeogromnych!
zobaczcie sami


 wdrapywałam się na górkę, żeby złapać sarenkę na gorącym uczynku pożywiania się mleczem, ale dała dyla!






piękne te mlecze i nawet w ogrodzie pozwalam im kwitnąć.  niech tam!
mało mnie będzie w nadchodzącym tygodniu, bo dzieci mi się zjechały.

a koci ciąg dalszy będzie....
miłego dłuuuugiego weekendu:)

piątek, 25 kwietnia 2014

jak się ma koty....

moja sąsiadka bożenka powiada, że tam gdzie jest dużo kotów, to jest szczęście w domu...
to ja jej na to, że wszystkie kociaki, które urodzą się, lub już się urodziły w tym roku, a matki, podobnie jak w ubiegłym, przyniosą je do mnie na podwórko, to ja te kociaki zapakuję w koszyk i zaniosę do niej.
szczęścia nigdy za dużo a mnie wystarczą te koty, które już pomieszkują na moim podwórku.
ale ja nie o tym.

słoneczko świeciło, wystawiłam sobie leżak...






no to poszłam sobie do sadu...




a jak wróciłam....



jak się ma koty, to się siedzi na krzesełku.
miłego odpoczynku życzę.

wtorek, 22 kwietnia 2014

ale się działo!!!

sama nie wiem od czego zacząć, bo tyle się działo jednocześnie...
pamiętacie może tę trójeczkę?  


kurczę, obawiam się, że zacznę od końca.
albo od adama i ewy...
czyli od wczesnego początku.
nigdy nie umiałam napisać krótko i w kilku słowach ująć sedno.
w szkole moje wypracowania były najdłuższe.

 no  dobra, postaram się po kolei.

jak wynika ze zdjęcia ta trójka przyjaciół to dwa kocurki i koteczka.
operka urodziła się w naszej piwnicy, ale jej mama po pewnym  czasie uznała, że ma dosyć macierzyństwa i zostawiła dziecko samo.
na prawie miesiąc.
ponieważ w piwnicy było cicho jak makiem zasiał, myśleliśmy, że albo kociak nie żyje, albo matka wyprowadziła go gdzieś i zostawiła na zmarnowanie.
dobrze, że w piwnicy zawsze stało suche jedzenie i woda.
mamuśka udawała, ze nie kuma i prowadzała się z innymi kotami.

pewnego październikowego popołudnia usłyszeliśmy gdzieś z końca sadu przeraźliwe miauczenie.
pracuś biegiem a ja jak się dało.
ze zrzędzeniem: poczekaj na mnie, kot nie ucieknie, ja też chcę być pierwsza!
 poszliśmy  do samej drogi.
wysoko na sośnie zobaczyliśmy małego kociaka.
to był ten piwniczny kotek, który jakiś cudem przetrwał i drugim cudem wydostał się z piwnicy.
słodki burasek, choć mama krówka.

rety, jaki to był wrzask!
udało się kotu zejść, zabraliśmy go ze sobą.
nie przestawał miauczeć ani na chwilę.
to była właśnie operka, tak się biedula skarżyła....


natychmiast zainteresowali się młodszą koleżanką dwaj tylko troche starsi chłopcy
i zaczęło się wspólne szaleństwo....
nigdy nie było wiadomo skąd kot wyskoczy!
teraz operka ma 8 miesięcy....
jej kumple po 9.





po grudniowych i styczniowych amorach okazało się, ze operka jest w ciąży.
wiedzieliśmy, że nie pójdzie, jak pozostałe kociczki, urodzić w sąsiedzkiej stodole, bo zwyczajnie nigdy tam nie była.
chłopaki wybierali się tam sami, operka czekała na nich na podwórku.
przygotowaliśmy jej dwa zaciszne i przytulne miejsca. w obu była i wydawało się nam, że oba jej odpowiadają.
10 kwietnia operka zaczęła dziwnie się zachowywać. biegała po podwórku, wpadała do kryjówek, jej kumple patrzyli zdziwieni.
a potem....nagle zaczęła rodzić.
nie w ustronnym kąciku, tylko na wycieraczce pod naszymi drzwiami.
no po prostu niesamowite!
ona rodzi, wypłosz się patrzy i chodzi dookoła a piecuch wpada w głupawkę i z napuszonym i przekrzywionym na bok ogonem szaleje po podwórku.
zupełnie nie wiadomo co robić.
wyjść z domu nie ma jak, dobrze, ze w pobliżu tylko te dwa koty.
wreszcie urodziła. i patrzy na to coś, miauczy nie wie co dalej....
już myślałam, że trzeba jej podpowiedzieć, ale zaczęła wylizywać kociaka.
wreszcie małe znalazło cyca z moją pomocą, bo operka plecami się do dzieciaka układała.
kurczę, nie można tego tak zostawić, trzeba ją z dzieckiem przenieść gdzieś.
po jakimś czasie popatrzyliśmy znowu:
dzieciak ssie, operka śpi a wokół nich leży wypłosz i grzeje małego.
 najlepsza pora na przenosiny.
ale wtedy okazało się, że następne kocię w drodze.
urodziło się, mokre spadło z wycieraczki, wrzeszczy jak potępieniec, leży na pleckach, przebiera łapkami, a matka patrzy na to wszystko z obrzydzeniem i nie wie co robić.
złapałam ręcznik, żeby wytrzeć kociaka.
w tym czasie pracuś przygotował kolejne legowisko a nasz domowy kot po raz pierwszy postanowił wyjść na dwór bez namawiania.
i tak:
operka rodzi i nie daje sobie rady.
wypłosz stara się pomóc, liże starszego kociaka.
piecuch nadal skacze po podwórku w tańcu świętego wita, na zupełnie sztywnych łapach.
ja otwieram drzwi, filip pomyka mi pod nogami na dwór, przełazi przez izbę porodową .
ja wycieram kota.
do filipa doskakuje piecuch i nie przerywając głupawki wali go łapami po głowie - filip wieje do domu.
pracuś szykuje w drewutni kolejny koci kojec jednocześnie wołając do mnie:
"nie dotykaj tych kociaków, bo zostawisz swój zapach matka je odrzuci".
ja odpowiadam
"jakie odrzuci, ona zna mój zapach, wie, że nic złego nie zrobię.
poza tym ona i tak na razie nie wie co się dzieje".

zawinęłam maluchy w ręcznik i poszłam do drewutni.
pracuś złapał wycieraczkę z matką....
piecuch w swoim tańcu jakimś obłędnym plątał się nam pod nogami....

wycieraczka wylądowała na czyściutkim, nowym posłaniu
a ja na to położyłam kociaki zawinięte w ręcznik .
no nie tak miało być....

kociaki zostały z wypłoszem, bo operka wyszła z nami.
zaniosłam  ją  na legowisko, położyłam obok rozłażących się kociaków, pozbierałam je i poukładałam mniej więcej przy cycu.

uffffff!

wycieraczkę zabraliśmy następnego dnia, wyczyściliśmy posłanie

jest dobrze. 
operka ma dzieciaki na oku, bo dorosłe koty składają wizyty młodej mamie.
bożenka mówi, ze mogą im krzywdę zrobić.
nie mogę zamknąć otworu, bo operka nie wyjdzie.
matko kochana!
 wypłosz z piecuchem trzymają wartę  w drewutni i nie pozwalają zbliżać się gościom za bardzo.
podejrzałam, że kładą się obok małych, jakby pilnowały, kiedy mama na zewnątrz.
w życiu o czymś takim nie słyszałam, zwłaszcza, że żaden z nich nie jest ojcem kociąt.

i powiedzcie mi o w tych kocich łebkach się działo?
wypłosz - jak położna,
piecuch jak po pępkowym.
 nadal trzymają się we troje, choć oba kocurki coraz częściej udają się razem na jakieś wyprawy.





pod główką operki leży kociak a położna - wypłosz odpoczywa.

czy ty musisz ciągle z aparatem latać? nie masz co robić?
sympatyczny wypłoszek...jak zawsze...

nie zrobiłam więcej zdjęć, zwyczajnie nie zdążyłam, za szybko to wszystko się działo.
w miejscu gdzie teraz są kociaki jest za ciemno a ja nie chcę im świecić latarką.
a po ośmiu dniach....



dwa baleroniki!
a ciąg dalszy nastąpił.....



sobota, 19 kwietnia 2014

wiosenne święta.....

przyszła wiosna i do mnie na wielkanoc......




życzę wszystkim pięknych świat. dziękuję za życzenia pod poprzednim postem.
ja muszę zająć się gośćmi, co to niespodziewanie postanowili spędzić część świąt u  nas.
uprzedzili, owszem ale już z drogi....

poniedziałek, 14 kwietnia 2014

moje łasuchy testują nową karmę.


czas najwyższy napisać jak nam idzie testowanie  karmy.
jest to karma nowa na naszym rynku  i dostaliśmy ją ze sklepu

http://www.premium4animals.pl/

ponieważ kotów u nas aż nadto, wytypowałam do testowania tylko niektóre.
filip - nasz rezydent nie jadający suchej karmy i wiecznie jęczący, że to co dostaje to mu nie smakuje.
wypłosz, piecuch, operka, gapa, strzałka, berecik.
razem siedem kotów.
musiałam mieć pewność, że będą to koty, które  jedzą tylko tę karmę i najwyżej to, co upolują.
bo te inne to napychają żołądki wszędzie gdzie się da i zjedzą wszystko.
oczywiście pozostałe koty też jadły, ale obserwacji podlegały te wymienione.

na pierwszy ogień poszła karma
dla dorosłych kotów wszystkich ras.


filip owszem zjadł trochę, bo to nowość dla niego i widać było, że mu smakuje.
tyle, że jemu smakuje na raz.
potem je tylko  jednym zębem.
pozostałe koty różnie - berecik wymłócił wszystko, wypłosz i piecuch umiarkowanie, ale przez cały dzień podchodziły do misek.

operka, gapa i strzałka nie zachwyciły się specjalnie, ale dla nich miałam niespodziankę.





karma w sam raz dla przyszłych mamuś












i ich maluchów














 póki co karma smakuje tylko kociczkom, kocurki nie jedzą jej.
czasem jak nie ma nic innego w miseczce, to po jednym okrągłym ziarenku zjadają.
ale niezbyt chętnie.
a jak zmieszałam z grubszą, to wybierały te większe kawałki.

i karma kolejna



no i ta karma zrobiła największą furorę wśród kotów.
wiadomo, że wszystkie są wielorasowe, czyli karma akurat dla nich
wszystkie dorosłe, wszystkie aktywne no i te wszystkie rasy w jednym kocie.
oprócz filipa oczywiście.
on jednym zębem  tylko.
ciekawa jestem jak mu się udało ważyć kiedyś 20 kilogramów.

moja opinia?
uważam, że jeśli sklep  dobrze się rozreklamuje to ma duże szanse na zdobycie dobrej pozycji na polskim rynku, który jest nasycony, ale ze składnikami karm bywa różnie.

wiadomo, że są koty uczulone na różne składniki, ale te dostają specjalistyczne karmy.
nie bardzo się znam na kocim jedzeniu,  składnikach i takich tam.
po prostu albo smakuje kotu, albo nie.
szkodzi albo nie.
to jest dla mnie wyznacznik dobrej karmy.
po tej nie było żadnych sensacji.
kociaki chrupały aż miło.
to jest dla mnie wyznacznik karmy.

jeszcze raz podaję link do sklepu.

tu 

dziękuję pani joannie za umożliwienie mi przetestowania tej karmy.

piątek, 11 kwietnia 2014

bardzo śmieszne:((((


jak tylko zrobiło się ciepło i pracuś mógł bladym świtem usiąść sobie z kawką w ogródku,
to na dworze  słychać było  nawoływania;

- grzesiek, obiaaaaad - woła bożenka.
- ewa, wstawaj, śniadanie - wołał pracuś.

a potem sobie oboje śmichy chichy urządzali!

moja wina, że  sąsiedzi jedzą obiad w porze śniadania?
moja wina, że cierpię na wkurzającą bezsenność i czasem zasypiam przed piątą dopiero?

mają oni szczęście, że ja mam ogromne poczucie humoru dotyczące mojej osoby!





poniedziałek, 7 kwietnia 2014

kotek...


wiecie co? ja już się sama sobie znudziłam tą monotematycznością.
jak nie wiosna to koty.
no, ale co ja mam zrobić? mieszkam na wsi, miejskich atrakcji brak....
w sensie, że ich nie ma, mnie ich wcale nie brakuje.

no, ale o kotku.

jest w stadzie taki kotecek co ma na imię berecik.a to z racji czarnej czapeczki na głowie.
jakoś się na to imię nie obraził.

to kotek, który jako pierwszy zameldował się wychudzony w naszej piwnicy i pracuś go wypatrzył na stercie drewna.

dostał jeść (co to było za jedzenie, pożal się boże) a potem przyprowadził 
kumpele i kumpli.
i tylko bożenka się czasem dziwiła, że koty jej poginęły...
ale do rzeczy. 
berecik ma specyficzne i bardzo filozoficzne podejście do życia.
stanie nad miską i....myśli.
ale jak inny kot jest przed nim, to nie przegania tylko czeka.
natomiast jeśli on je, to żaden inny kot nie może nawet się zbliżyć, bo lanie gotowe.

ma też gotowe sposoby na pilnowanie talerza....










 i bardzo lubi spać w miejscach ekstremalnych...


na wiaderku....

 na szufli....
pod grillem....
zdjęcie poruszone, bo ręce mi się trzęsły a kot nie chciał wyjść!

poza tym ogromnym problemem jest mycie.
podniesie łapkę, poliże, chwilę popatrzy na nią i postawi.
kotecek - brudasek.

z ostatniej chwili ...
dotarła do nas paka karmy do testowania
ze sklepu

http://www.premium4animals.pl

tak więc lada dzień zaczynamy.