o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

poniedziałek, 29 grudnia 2014

ostatnie dni w tym roku....




i jeszcze sylwestrowa prośba do wszystkich


do siego roku!

piątek, 26 grudnia 2014

moje wiejskie grudnie...

kilka dni temu minęły trzy lata odkąd zamieszkaliśmy na wsi.
to był grudzień, kwitły kwiaty, świeciło słoneczko...tak, tak...
zobaczcie jak wyglądały kolejne nasze grudnie....

grudzień 2011






grudzień 2012





grudzień 2013





grudzień 2014


normalnie wiosna....


zołza i wypłosz przycięły komara w budzie....to ulubione miejsce do spania wszystkich kotów, choć ja na ich miejscu wolałabym drewutnię, tam są lepsze warunki.
ale to moje zdanie.



dziś tak było do południa,
a potem

jak codziennie.
ciekawa jestem kiedy zacznie się zima i czy się zacznie.
u moich znajomych w ogrodach wyrosły krokusy, tulipany, narcyzy...

jeśli o mnie chodzi mogłoby nie być zimy, ale roślinom jest ona potrzebna.
najlepiej ze śniegiem.
musi być kołderka dla roślinek.

no i w pierwszy dzień świąt...




drugi dzień świąt






ogarniają nas macki niewiadomoczego.....

 nasze koty od wiosny bawiły się szuflą do odśnieżania. ganiały się wokół, ostrzyły pazury, przewracały, aż łopata wyzionęła ducha.
no i jakoś tak zeszło z kupnem.
mam nadzieję, że uda się nam w sobotę wyjechać do drogi.

pees: widać jak długo mi się pisało ten post...ale już nic nie chciałam poprawiać.
trudno, moje lenistwo widać jak na dłoni.

pees2: zdjęć dużo, ale może komuś będzie się chciało pooglądać???

środa, 24 grudnia 2014

też bym chciała....


kiedy byłam dzieckiem, święta bożego narodzenia a zwłaszcza wigilia były dla mnie magiczne.
i nie tylko dlatego, że miałam imieniny.
w sumie to nawet poszkodowana byłam, bo  do szkoły cukierków zanieść nie mogłam jak inni i prezenty raz w roku.
mogły być trzy prezenty, ale raz, w wigilię....

siadaliśmy do stołu we czworo: rodzice, brat i ja.
jakoś nie było u nas tradycji spędzania wigilii w szerszym gronie, nie mam pojęcia dlaczego.

cudownie było....

aż przyszedł taki rok, który na zawsze utkwił kolcem w moim sercu a oczekiwanie na święta stało się
lękiem. 

wszystko zapowiadało się  pięknie, przyszedł na świat mój najstarszy syn.
to były jego pierwsze święta.

pierwsze z dziadkiem, który go kochał ponad wszystko.

wigilia i...

pogotowie zabrało mojego tatę do szpitala.
kolejny nawrót poobozowych wrzodów na żołądku.

możecie sobie wyobrazić jak wyglądały te święta.

już nigdy nie były wspólne, tata odszedł.

mijały lata, święta bywały różne, ale 
już  nie miały takiego klimatu jak tych pierwszych dwadzieścia.
coraz częściej właśnie w święta, lub krótko przed świętami działy się w mojej rodzinie rzeczy złe, takie o których staram się nie pamiętać.
nie myśleć.
nie lubię świąt.
a właściwie są mi zupełnie obojętne.

w tym roku
siadamy do stołu we dwoje, jest uroczyściej niż  co dzień, jest choinka, to tylko tradycja....

nie ma we mnie żadnych ciepłych uczuć.
nie ma tego wszystkiego co jest w większości z was.
nie ma tej podniosłości. magii, radości...
też bym chciała, żeby było inaczej....

ale życzę wam, żeby wasze święta były piękne, rodzinne.
najpiękniejsze z dotychczasowych.

a nowy rok, żeby był jeszcze lepszy niż ten, który niedługo odejdzie.


i zdrowia życzę, bo jak ono jest to jest wszystko.
waszym i moim futrzakom życzę zadowolenia z naszych usług.
no i zdróweczka, oczywiście.

wtorek, 16 grudnia 2014

ciąg dalszy.....

szczerze mówiąc nie spodziewałam się aż tak dużego odzewu w sprawie pani aliny.
ogromnie mi w tym pomogła hana zamieszczając link do mojego posta na swoim blogu

dzika kura w pastelowym kurniku

tam dziewczyny, jak to stado kur, rozgdakały się z sensem.
rad było całe mnóstwo, poszły paczki, poszły pieniążki....

i, żeby nie było:

chyba żadna biedna rodzina nie była tak dokładnie prześwietlona jak rodzina pani aliny.
potwierdziło się to, co mi mówił sołtys:

"bieda piszczy, kuli się z zimna i z głodu." 
bo taka właśnie jest bieda...
przegadałam z panią aliną wiele godzin. o wielu sprawach wiem więcej niż mogę tu napisać, bo to bardzo osobiste sprawy .
choroby, brak pracy, wszystko się zawaliło w 2013 roku.
i ważne: to nie jest rodzina patologiczna.

wymyśliłyśmy sobie, że dobrze byłoby kupić tej rodzinie trochę drewna lub węgla.
jednak my nie jesteśmy fundacją i pieniędzy zbierać nie możemy.

postanowiłyśmy wpłacać pieniążki bezpośrednio na konto pani aliny.
ona się zgodziła, choć wiele czasu mi zajęło tłumaczenie, że przyjęcie od kogoś pieniędzy nie czyni z niej kogoś gorszego.

pani alina źle widzi, stąd czasem trudno odczytać to, co napisała.

pełna wiary, że na paczkach się nie skończy i, ze uzbiera się trochę pieniążków jeszcze raz podaje konto pani aliny.
ona jest skłonna przedstawić fakturę, ale myślę, że to nie będzie konieczne.

Alina GOLEŃ

68 879 700 030 000 001 659 430 001



czwartek, 11 grudnia 2014

takie życie to do bani jest....


zwracam się do wszystkich moich znajomych i ich znajomych.
jest w województwie małopolskim 3 osobowa rodzina. bardzo biedna i wstydząca się zwracać o pomoc. sytuacja jest tragiczna. 
mąż jest po dwóch wylewach, pracuje na śmieciową umowę do końca grudnia. za całe 1200 złotych.
pani alina w marcu złamała


 kręgosłup, chodzi w gorsecie, na rentę jest za zdrowa do pracy zbyt chora. zresztą tej pracy nie ma.
córka, 14 letnia panienka dojeżdża do szkoły.
leki dla męża pani aliny to 200 zł miesięcznie. ale nie w każdym miesiącu można je wykupić...
pozostałe opłaty ( wiadomo, jak to w domu czy w mieszkaniu), dojazdy do pracy i szkoły, prąd, gaz, woda, ścieki, śmiecie tak jak na każdej wsi. u nich  to około 500 zł.
dom się rozwala, okna się nie domykają - trudno się dziwić, wybudowany ponad 100 lat temu przez dziadka męża pani aliny.


 drzwi wejściowe obite kartonem, żeby było cieplej....
właśnie, opał na zimę.....
to jest koszmar po prostu! 
ani gmina ani mops nie pomogą nic, bo okazuje się, że te 1200 zł to za dużo, żeby im pomóc...o 20 zł na głowę za dużo...
a tam jest sytuacja tragiczna.
potrzebne dosłownie wszystko: ubrania, środki czystości, w tej rodzinie na nic nie starcza pieniędzy.
wybór między lekami dla chorego a jedzeniem dla rodziny to okrutny wybór!
kochani, pomagamy zwierzęcym fundacjom, posyłamy pieniążki dla cierpiących kociaków i psiaków...ja sama mam na utrzymaniu koty z całej wsi.
poszperajmy w naszych szafach, popatrzmy, może mamy coś niepotrzebnego? 
może ktoś wyśle tym zdesperowanym ale bardzo kochającym się ludziom konkretną pomoc?
bardzo was o to proszę.
maila podam, gdy ktoś się zdeklaruje. ja na to liczę, bardzo liczę.


pisałam o tym na fejsbuku dwa dni temu. kilka razy udostępniałam.
jedna osoba polubiła. zero reakcji.
ja wiem, że bieda to wstydliwy temat, ale jeśli mam coś wyrzucić to wolę wysłać pani alinie.

trzymałam wiele rzeczy naiwnie wierząc, że schudnę. guzik schudnę, a pani alinie, drobnej, szczupłej kobietce wszystko się przyda. jej córce również...

jeśli więc ktoś może.....

to nie jest żadne nabieranie na litość tylko najprawdziwsza prawda.
pracuś mi zarzucał, że zbyt szybko jej zaufałam.
od czego więc google?
znalazłam sołtysa z jej wsi, porozmawialiśmy "pa duszam", potwierdził, dołożył swoją opinię...
i paczka z ubraniami dla dziewczyn idzie.

czy ktoś z was znajdzie coś niepotrzebnego dla tej kochającej się rodziny?

jakby co, to ja mam adres, mam maila.


pod moim tekstem jest strona, która utworzyła pani alina w akcie rozpaczy.

trudno zrozumieć co ona pisze, bo .....no nie wiem, ile klas skończyła.



nie wiem czemu porobiły mi się białe paski, ale musi tak zostać, bo nie umiem ich 
zlikwidować.

tak się  pokićkało z komentarzami, że muszę tu podać maila pani aliny.


 alina659@interia.pl

konto pani aliny

Alina Goleń

68 879 700 030 000 001 659 430 001

mam też adres, telefon i maila składnicy węgla, ale  to w poniedziałek dopiero dowiem się co i jak i czy można płacić przelewem.

jesteście kochani!!!