o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

środa, 15 października 2014

jest taki moment....


kiedy trzeba się zatrzymać.
odpocząć.
przemyśleć ostatnie trzy lata, ten darowany czas.
właśnie trzy lata temu obchodziłam  nowe urodziny.

tegoroczne, potwornie upalne lato odbiło się na moim zdrowiu w sposób paskudny.

a ja tak kocham lato, normalne lato.
i lubię robić to, na co mam ochotę.
 przecież ja już nic nie muszę....

szkoda, że na wiele spraw nie mam wpływu, choć bardzo bym chciała.
dzieją się, choć wolałabym mieć nad nimi kontrolę.

a skoro nic nie muszę,
i skoro nie mam ani chęci, ani siły,
to zawieszam pisanie bloga nie wiem na jak długo.

techniczne sprawy również miały wpływ na tę decyzję.
nie umiem zapanować nad blogerem, choć bardzo się starałam.
i już mi się nie chce.

liczę się z tym, ze jeśli wrócę, 
mało kto będzie pamiętał, że byłam.

koty mają się bardzo dobrze a nawet powiedziałabym, że coraz lepiej.
więcej już ich nie będzie.
starsze kotki zostały wysterylizowane, młodsze jeszcze czekają.
to akurat wasza zasługa, kilku osób o wielkich sercach.
być może to było to, co miałam zrobić, wspólnie z pracusiem, gdy zamieszkaliśmy na wsi.

bez niego nic by mi się nie udało.
już nie jestem całkowicie sprawnym człowiekiem.