o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

piątek, 28 lutego 2014

smutny post....ale takie jest życie.

jest mi źle, źle jest mojemu starszemu synowi, bo wczoraj musiał podjąć koszmarna decyzję.
trzeba było uśpić jego wieloletniego psiego przyjaciela. już nic się nie dało zrobić.
walczyli z postępującym gadem ponad miesiąc.

oto ozzi




rok temu odszedł "braciszek" ozziego, carman, pies synowej.
psiaki nie rozstawały się nigdy,   zawsze były razem.

a to carman


tak więc oboje z magdą zostali bez ukochanych psiaków.
ponieważ dziecko moje już trzeci raz straciło przyjaciela, takiego kochanego bardzo, bardzo, oboje postanowili: koniec. żadnego zwierzaka.
tak kiedyś i ja postanowiłam po stracie psa.
słowa dotrzymałam.
współczuję ci synku, wiem jak cierpisz.
ja kiedyś też powiedziałam 'nigdy więcej" i słowa dotrzymuję.

o tych dwóch psiakach pisałam kiedyś (link niżej)

warszawskie wspomnienia 

przepraszam, ze nie odpowiem na komentarze, ale znowu mi kursor wariuje.
wskakuje w napisane słowa, zaznacza, kasuje, otwiera inne strony.
szlag mnie trafia!
 

niedziela, 23 lutego 2014

czy to wiosna???

od ponad dwóch tygodni obserwuję z dużej odległości żurawie i ich tańce. 
klangor niesie się daleko...
trzeci dzień słucham skowronka.
wreszcie wyszło słońce i mam nadzieję, że rozpuści zbite hałdy śniegu.
tak, tak. u nas jeszcze miejscami śnieg leży. tam gdzie słońca mało. a twardy ten śnieg jak kamień!
i brudny niesamowicie.
 
koty szaleją, grzeją się w słoneczku.
roślinki pokazują listki...
u nas wiosna zawsze później, ale chyba przyszła. oby nie na chwilę.

a oto resztki zimy.



widać roślinki








wiem, że to chwast ,ale ma takie niebieściutkie kwiatuszki


i kocie zabawy







a mnie marazm trzyma mocno łapami, choć nie ma żadnego powodu.
w końcu puści.
mam tak co  jakiś czas.
ciągle nie mogę pogodzić się z utrudnieniami w moim funkcjonowaniu jakie niesie choroba, choć już minęło ponad dwa i pół roku.
i z tymi zarazami co się mnie przy źle pracującym sercu czepiają.

wiem, inni mają gorzej ale jakoś mnie to nie pociesza.