o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

poniedziałek, 15 września 2014

jak długo żyje wiejski kot???

kiedy tu przyjechałam nawet do głowy mi nie przyszło takie pytanie.
o kotach wiedziałam tylko, że są, że i w mieście, i na wsi nie są specjalnie lubiane.

no, ale teraz....teraz wiem dużo więcej, ale i więcej pytań mam.
to tytułowe, na przykład....

statystycznie rzecz biorąc....no nie, statystyka jest do niczego.
oszukuje, mydli oczy, wmawia to, czego nie ma.
bardzo nie lubię statystyki, bo ona mi nic mądrego nie powie.

ale za to wieś...tu dowiem się prawdy.
wiejskie koty żyją krótko.
niektóre nawet bardzo krótko.

mieszkam na wsi nie całe trzy lata, a w tym czasie tylko z jednego gospodarstwa odeszło za tęczowy most
17 kotów.
choćby w pierwszym roku 4 dorosłe koty i 5 małych. te małe i ich matka zginęły podczas żniw.

nasz dom stoi w polu. koty chodzą polować na myszy. 
po polach ganiają psy, lisy, z góry wypatruje pożywienia jastrząb i myszołów.
kot nie zawsze ucieknie....
zwłaszcza że na przestrzeni kilku kilometrów nie ma drzew.

wokół mnie nie ma gospodarstw.
 najbliższe zabudowania (oprócz tych bożenki i grześka) znajdują się około kilometra od nas.
tylko pola i w oddali las...
teraz pola zaorane, ja widzę koty z daleka a przecież dzikie zwierzęta widzą lepiej.

selekcja naturalna???

w miejsce tych kotów rodzą się młode i niektórym udaje się przeżyć.
większość maluchów pada ofiarą szczurów i kun.
kiedyś przeżywały pojedyncze sztuki, ale odkąd matki zaczęły normalnie jeść, przeżywają najczęściej całe mioty.
ale i one nie są bezpieczne.

żaden kot nie jest bezpieczny, bo większość kotów zjada myszy.
niby normalka, a jednak....
rolnicy wysiewają zaprawione trucizną nasiona, żeby truć myszy.
myszy się najedzą, potem ledwie idą (sama widziałam), kot ma lekkie polowanie i smaczną przekąskę.
a potem trucizna zabija kota.
straszne to, ale prawdziwe niestety.

ze starych kotów, to znaczy z tych, które zastaliśmy po przeprowadzce, zostały dwa.
 plus gapa, która wtedy była kociakiem na wykończeniu.

pod koniec października następne 3 kotki do sterylizacji.

ale ja
nie mogę pozwolić na to, żeby kociaki w ogóle nie przychodziły na świat, bo doprowadzę do tego, że ślad po kotach nie zostanie.
brutalna wiejska prawda: kot żyje bardzo krótko, zwłaszcza na takiej wsi jak moja.
w tym roku cztery odkarmione, miziaste,  łowne koty ( to bardzo ważne u wiejskiego kota), odeszły za tęczowy most.
nikt nie wie co się stało. po prostu pewnego dnia nie wróciły z polowania.

tak, statystycznie i życiowo rzecz biorąc, wiejski kot żyje bardzo krótko.

 kotów na zdjęciu niżej już z nami nie ma...


wiele kotów nie miało w ogóle zdjęć....

o myszach jeszcze napiszę, bo jeszcze trochę i nie będzie żadnego kota...
przez myszy, a dokładnie przez ludzi....

jeszcze trochę i włączę moderowanie komentarzy. anonimy mnie zalewają.

a tymczasem postanowiłam znowu zabawić się u

krysi

w kolorze pomarańczowym, co mi tam!


81 komentarzy:

  1. okrutne to szalenie... rotacja psów i kotów w gospodarstwie ciocinym napawała mnie już w dzieciństwie smutkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niestety, nie ma na to rady. o ile jeszcze psa zatrzymasz, to kota już nie.

      Usuń
  2. Pozwalaja te ludziska rozmnazac sie kotom bez opamietania, bo i tak wiekszosc ich wyginie i nie dozyje starosci. Ehhh, co za narod!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. naród dba o to, żeby w jego stodole nie było myszy. taki to naród jak każdy.

      Usuń
  3. ludzie są bezmyślni i krótkowzroczni! naprawdę zatruwają ziarna?? wszystko wokół wytrują! biedne te zwierzęta i ptaki :(
    (ja przez spam wyłączyłam "anonimy" i jest spokój)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zatruwają. takie ziarno kupuje się juz gotowe, zatrute odpowiednio. koszmar.

      Usuń
  4. Tak to sie dzieje jeszcze na wsiach, niestety, w Wenezueli jest jeszcze gorzej, albo duzo gorzej...anonimy tez mnie zalewaja, usuwam i usuwam a one sie mnoza,
    Sciskam cie serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a mnie odpowiedź do ciebie nie weszła...widac tez jestem anonimem:( dużo gorzej?
      to okropne...

      Usuń
  5. Nie martw się o ilośc kotów.
    U nas w schronisku jest i nadmiar :-(
    Miałam takie same obserwacje na wsi, koty giną jak muchy.
    Pilnowane koty , karmione, leczone żyły na wsi ok. 1,5 roku.
    I chyba nie ma rady, bo jeśli kot jest wychodzący to zawsze trafi się mu jakaś niemiła przygoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak w każdym schronisku, niestety. wasze i tak jakoś sobie radzi.
      gina i będą ginęły, ale mi ich szkoda i tak.

      Usuń
  6. wychodzący kot żyje średnio trzy lata,
    zatruwanie ziarna jest nielegalne ale kto zabroni rolnikowi
    ja już dawno wyłączyłam anonimy i mam spokój ze spamem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nie wiem czy nielegalne skoro caly powiat tak robi. znaczy sieje zatrute ziarno.
      muszę i ja wyłączyć anonimy, będzie mniej osób, ale cos za coś,

      Usuń
  7. Kot ma jeszcze jednego wroga - myśliwego. Ten kochany mruczek, łapiący myszki, pijący mleczko ze spodka i ganiający za kłębkiem wełny, w polu staje się mordercą. Już nie łowcą, a prawdziwym zbrodniarzem, siejącym spustoszenie pośród dzikiego ptactwa i drobnej zwierzyny. Wydaje się to niemożliwe, ale to prawda: koty zabijają mąłe zajączki. Dla czystej żądzy mordu. Zaduszą i porzucą. Stąd myśliwi nie mają dla nich litości.
    Nie wiem, jak to jest dziś prawnie rozwiązane. Kiedyś myśliwy miał obowiązek strzelania do wałęsających się psów i kotów. Potem "miłośnicy zwierząt" głośno protestowali i tego zabronbiono, wskutek czego wyginęła niemal cała drobna zwierzyna, wytrzebiona przez kochane pieski i kotki, a także lisy, które rozmnożyły się ponad wszelką miarę. Jak jest teraz - nie wiem, ale wiem, że starzy myśliwi, którzy doskonale znają las, w nosi mają idiotyczne przepisy i grzeją do kotów, gdy tylko je zobaczą.
    Jeśli więc kochasz swoje koty, nie pozwól im wałęsać się po lesie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, nitager, dziwne, ze na moim blogu. kiedyś się mijaliśmy, ja pisałam pod innym nickiem.
      zacznę od końca.
      kocham koty, ale kot to nie pies i nie zamkniesz go na podwórku , w budzie, na łańcuchu nie uczepisz. kot chodzi tam, gdzie chce. tutejsze kory nie są mordercami dla zabawy, one nie dostawały dotychczas jedzenia od ludzi. wiesz, dziwne to, ze wypowiadasz autorytatywne zdanie po przeczytaniu jednego postu. tak, myśliwy jest wrogiem kota. myśliwy jest wrogiem wszystkich zwierząt, bo zabija dla przyjemności, często nie trafia od razu i zwierzę ginie w straszliwych męczarniach, czasem kilka godzin. całe szczęście, że w chwili obecnej nie wolno strzelać do psów i kotów. zwierzyna drobna wyginęła przez koty? o matko kochana moja! a polujące ptaki, a lisy? kiedyś była równowaga, teraz w moim lesie nie ma zajęcy za to jest masa lisów.
      nienawidzę myśliwych, nienawidzę bezmyślnego zabijania. i jeszcze raz powtórzę: kot zabija z głodu.

      Usuń
    2. A ja jeszcze raz powtórzę: kot jest mordercą! Widziałem to nieraz na własne oczy. Koty, polujące z głodu, rozgrzeszam bez pokuty - ale takich jest niewiele, przynajmniej w moich stronach.
      A gdyby nie myśliwi, zwierzyny pewnie w ogóle by już dziś nie było.
      Nikt nie lubi bezmyślnego zabijania - zwłaszcza myśliwi. A jeśli myśliwy nie trafia od razu, to ma psi obowiązek jak najszybciej odnaleźć i dobić postrzałka. Dodatkowo czeka go reprymenda od łowczego - czego strzelał, jak nie był pewny strzału - a w skrajnym przypadku cofnięcie odstrzału, albo zawieszenie członkostwa w PZŁ.

      A jak myślisz, dlaczego jest tyle lisów? Bo nikt nie chce nosić futer i dlatego nikt na nie nie poluje. Załatwili nam to miłośnicy zwierząt, którzy nienawidzą myśliwych, bo ci zabijają. Skutek jest taki, że aby chronić resztki drobnej zwierzyny, myśliwy ma teraz obowiązek zabić każdego lisa, którego napotka, nieważne, czy potrzebuje, czy nie. Wałęsające się psy są jeszcze gorsze od lisów. Zbijają się w watahy i nocami grasują po lesie. Niestety, bezmyślni gospodarze wypuszczają je na noc, "żeby sobie piesek pobiegał". A w dzień chodzą sobie kochane pieski po podwórku i merdają ogonkami - i nikt nawet nie pomyśli, co działo się z nim w nocy. Każdy właściciel daje sobie rękę uciąć za swojego psa. On cały czas był na podwórku, panie, on nawet w ogóle nie gryzie! A po lesie to co, duchy biegały?
      Ochrony gatunkowej kruka w ogóle już nie rozumiem. To miało sens, gdy kruk był na wymarciu. Ale teraz kruków jest za dużo. No, ale przetłumacz to "miłośnikom zwierząt"! Odstrzał kruków? Barbarzyństwo! Ci okropni myśliwi nic, tylko by zaspakajali swoją chorą rządzę mordu!
      Tak to niestety wygląda.
      Nie znasz wielu myśliwych - to widać. Nie widziałaś zapewne, jak przez lornetkę z dumą spogląda na stadko bażantów i szeptem opowiada, z jakim trudem dokarmia je od kilku lat i pilnuje, żeby żaden lis się do nich nie dobrał. Nie widziałaś, jaki był wściekły, gdy jakiś kłusownik zamordował tego wspaniałego rogacza, który wychodził na łąkę pod grabem. Bo dla niego taki kozioł jest święty i nietykalny - wolno mu polować tylko na słabsze, selekcyjne sztuki. Nie widziałaś, jak nie śpiąc po nocach pilnuje cudzych pól kukurydzy, żeby dziki jej nie zniszczyły.
      Pewnie, zlikwidujcie łowiectwo. Gdy bochenek chleba będzie kosztował 20 złotych, bo zwierzyna stratuje wszystkie plony, inaczej zaśpiewacie. Niemożliwe? Teraz nie, bo mamy myśliwych. Trudno Ci zapewne sobie nawet to wyobrazić.

      Usuń
    3. Ciekawam, jak on rozpoznaje słabsze, selekcyjne sztuki. O zmroku zwłaszcza.

      Usuń
    4. widać widzieliśmy innych myśliwych. niedaleko mojego domu jest las. pod lasem stoją ambony. doskonale widzę tych pseudo myśliwych, widzę kiedy i do czego strzelają. i w wielu przypadkach nie podoba mi się to. lisy? a czyja to wina, chyba nie kotów. rozrzucana szczepionka przeciwko wściekliźnie załatwiła nam zbyt wielki przyrost lisów. one nie maja naturalnego wroga, kradną kuru w biały dzień. i jak wpadną do kurnika to zabijają ile się da? z głodu? nie, z chęci mordu, bo zostawiają po swojej wizycie wybite stado. włóczące się psy widzę w środku dnia, bo to psy sołtysa a sołtys w takiej małej i rozrzuconej wsi to pan i władca.
      i dlaczego mówisz do mnie prze "wy"?. ja nie jestem w partii zielonych. w żadnej nie jestem. opanuj się nieco, nitager, bo letko się zagalopowałeś w swoich podsumowaniach.

      Usuń
    5. taaaa, hana, ja widzę jak rozpoznaje. po uważaniu.

      Usuń
    6. Gdyby człowiek przestał się wpie... w życie zwierząt, nie byłoby problemu. One sobie wszystko pięknie wyrównają.
      Wzruszyła mnie wizja myśliwego z lornetką. Pewnie, że pilnuje "swoich" bażantów. Jakieś lisy mu wyżrą, to do czego będzie strzelał?

      Usuń
    7. No i cieszę się, że ktoś czuwa nad naszym dobrostanem i z głodu umrzeć nie da. Myśliwi górą.

      Usuń
    8. Przepraszam, poniosło mnie z tym "wy", ale zawsze mnie ponosi, gdy czytam opinie laika o łowiectwie.
      Po kolei. Jak rozpoznaje słabszą sztukę? Nie jest to prosta sprawa, ale możliwa. Myśliwym selekcjonerem nie może zostać byle kto - trzeba mieć odpowiedni staż w PZŁ i zdać bardzo trudny egzamin. Zwierzynę płową rozpoznaje się najczęściej po nieprawidłowościach w ukształtowaniu poroża i to od biedy potrafię nawet ja, choć myśliwym nie jestem. A po zmroku - a nie zastanowiło Was (tym razem "Was", bo zwracam się do obu Pań), jak on może w nocy strzelać? Nie poluje się w absolutnych ciemnościach. Na zwierzynę płową - wieczorem, gdy jeszcze niebo jasne, albo rankiem, tuż przed świtem. Ewentualnie o pełni Księżyca - gdy nie ma wokoło żadnych sztucznych świateł, a wzrok przez kilka godzin przyzwyczai się do zmroku, światło Księżyca wydaje się tak jaskrawe, że na polu jest jasno jak w dzień. Dobra, myśliwska lornetka i da radę to ocenić. A jeśli nie jest pewien, nie strzela.
      A teraz wyobraźcie sobie, zże myśliwi przestają się w...ć w życie zwierząt. Co się dzieje?
      1. Niektóre gatunki rozmnażają się nieprawdopodobnie szybko. Jeśli to są drapieżniki - ginie cała zwierzyna drobna, a drapieżniki coraz bardziej zagrażają zwierzętom hodowlanym. Przecież lisy, kradnące kury, to już teraz prawdziwa plaga, a byłoby jeszcze gorzej.
      2. Czym żywią się sarny, jelenie, czy dziki? Jeśli wydaje się Wam, że suchą, kłującą leśną trawą, to się mylicie. Tak było za Chrobrego, gdy puszcze pokrywały większą cześć kraju. Teraz one żywią się na polach - słodkimi i pozywnymi roślinami hodowlanymi. Wataha dzików podczas jednej nocy potrafi zniszczyć kilka hektarów upraw. Jeśli się rozmnożą, będzie jeszcze gorzej. Już teraz dziki włażą do miast, bo jest ich za dużo. A gdy w ogóle przestaną bać się ludzi, nie damy rady się przed nimi obronić. Jak zamierzacie chronić uprawy, nie strzelając do zwierząt? Odstraszać? Bedzie działało przez kilka miesięcy. Potem zwierzyna przyzwyczai się, że to coś to tylko zapach, albo tylko hałas. Na terenach, gdzie od lat się nie poluje, zwierzyna często w ogóle nie boi się ludzi, więc odstraszyć ją niełatwo. No, chyba że cała wieś w nocy nie śpi, tylko pilnuje pól - wtedy owszem, może by się dało część ocalić. Na jakiś czas. Potem zwierzyna przestawi się na żerowanie dzienne, a potem na 24-godzinne.
      Wiara, że przyroda sama się ureguluje, jest w dzisiejszych czasach naiwna - najpierw musiałby wyginąć człowiek, a uprawy zniknąć. Wtedy, po pewnym czasie poziom pogłowia zwierzyny ureguluje się na jakimś poziomie, niekoniecznie optymalnym. Może drapiezniki wyżrą wszystkich roslinożerców, a potem zaczną zjadać same siebie, albo zdychac z głodu? A może roślinożercy rozmnożą się jak szarańcza i najpierw zjedzą wszystko co zielone, a potem wymrą z głodu? Dopiero wtedy ich miejsce zajmą zwierzęta, dziś zyjące w niszach - trudno to przewidzieć i nawet nazwać to katastrofą nie będzie komu.

      Ja rozumiem dobre chęci miłośników zwierząt - ale w tak skomplikowanym systemie jak przyroda dobre chęci to o wiele za mało. Potrzebna jest dogłębna wiedza - a tę mają mysliwi.
      A jeśli znasz myśliwych, łamiących prawo łowieckie, to nie zwlekaj, tylko donieś o tym odpowiednim organom - to jest przestępstwo!

      Usuń
    9. nie doniosę, bo to wójt i jego klika była, a ja tu od trzech lat mieszkam. wieś rozrzucona z sołtysem co przykładem świeci nie najlepszym. ale co zrobić, skoro jest jeden kandydat na wójta i jeden na sołtysa? ja ich nie wybierałam.

      nitager, czy ty jesteś myśliwym? mieszkasz na wsi czy w mieście?
      widzę, że te komentarze całkowicie zeszły z głównego nurtu.

      Usuń
    10. Czyli nie myśliwi są problemem, tylko nieprzestrzeganie prawa. To tak jakby chcieć ograniczać prawo do prowadzenia samochodu bo piractwo drogowe to nierzadka rzecz. Zgadzam się jednak, że TAKIM myśliwym należy zabronić polowań. Co nie znaczy, że należy zabronić ich w ogóle.
      Nie, sam nie jestem myśliwym. Ale wychowałem się w tym światku, rozumiem go i wiem o nim coś niecoś. Jestem wyrodkiem wśród mojej rodziny, bo postanowiłem nie polować. Co nie znaczy, że nie towarzyszę pozostałym na polowaniach i nie włóczę się nocami po lesie.

      Usuń
    11. Nitager, takie bzdury jakie tu nawypisywałeś niestety są standardowym bełkotem myśliwych... Jak mnie wnerwia takie usprawiedliwianie myśliwych, i wychwalanie pod niebiosa, że gdyby nie oni to rany boskie, tragedia by była, pola zniszczona, zwierzyna wybita, lasy opustoszałe, sodoma i gomora.

      Ludzie, nie wierzcie nigdy myśliwym ani osobom z ich towarzystwa!

      Prawda jest taka, że myśliwi mają głęboko gdzieś dobro zwierząt czy rolników. Zabijają, bo lubią. Zabijają byle jak, byle co. Nie mają pojęcia o zwierzynie. Myśliwym może zostać każdy ćwok, który marzy by sobie postrzelać. Ludzie bez wykształcenia albo sadyści debile.

      Myśliwi nie dbają o zwierzynę - oni ją hodują. Lasy, to hodowle dziczyzny. Zwierzyna jest dokarmiana, dzikom się sypie kukurydzę, sarnom buraki i siano. Aby było ich jak najwięcej, aby więcej można było potem zabić, sprzedać, zjeść.

      W lasach zwierzyna ma tyle pokarmu, ile potrzebuje. Jak pokarmu jest mniej, to i zwierzyny jest mniej. Sztucznie dokarmiając zimą myśliwi powodują, że wiosną i latem jest więcej zwierząt, dla których jest zbyt mało naturalnego pokarmu. Jest ich za dużo, więc myśliwi co? Na odstrzał!

      Naprawdę myślicie, że gdyby nie myśliwi to na polach nic by nie zostało? Zwierzyna leśna kocha uprawy rolne, ale zabezpieczenie upraw jest tanie i efektywne, wystarczy postawić elektrycznego pastucha. Sposób skuteczny, wiem od rolników, czyli chyba osób najlepiej znających tę sprawę. Rozwiązanie tanie a skuteczne, ale myśliwi będą trąbili, że wszystkie rozwiązania poza odstrzałem nie działają, aby móc dalej hodować zwierzynę i ją mordować.

      Dlaczego w lasach jest dużo lisów? Wcale nie przez brak odstrzałów! Kolejna bzdura z elementarza myśliwego do wciskania kitu normalnym ludziom. Lisów jest za dużo m.in. od kiedy rozpoczęto rozrzucać po lasach szczepionki na wściekliznę. Lisy nie miały naturalnych wrogów, a ich liczebność regulowały warunki środowiska i choroby, m.in. właśnie wścieklizna.

      Myśliwi mówią - lisy wybijają drobną zwierzynę! Zapomnieli tylko wspomnieć, że liczebność zajęcy, kuropatw, zmniejszyła się głównie z powodu działań człowieka! Od kiedy człowiek drastycznie zmienia środowisko, szatkuje je, dzieli, niszczy, od kiedy stosuje na polach masę herbicydów i innych chemii, zwierząt żyjących w środowisku polno-łąkowym jest coraz mniej. Przez człowieka! W rejonach, gdzie całkowicie wybito lisa, populacja np. kuropatw wzrosła zaledwie minimalnie.

      A gdyby rzeczywiście lisy miały taki wielki wpływ na populacje innych gatunków? Jeśli lisy wybiją wszystkich przedstawicieli zwierzyny drobnej, to nie będą miały co jeść, jak nie będą miały co jeść to ich liczebność spadnie, jak ich liczebność spadnie to wzrośnie liczebność drobnej zwierzyny. Naturalny krąg życia. Zaraz ktoś powie, że jak w lasach nie znajdą pokarmu, to wyjdą i zaczną wyżerać kury w kurników. To niech właściciele kurników zabezpieczą je przed lisami! Dobry płot na podmurówce i lis nie przejdzie. Mamy 21 wiek i szczytem prymitywizmu jest wybierać opcję mordu dzikich zwierząt, zamiast wprowadzać inteligentne czy nowoczesne rozwiązania chroniące pola czy zagrody.

      Człowiek nie może się odseparować od natury, musi z nią kooperować. Niech dzikie zwierzęta mają spokój, a my zajmijmy się sobą. Jak się boisz złodzieja, to nie idziesz zabijać wszystkich ludzi w okolicy, aby żadnemu z nich nie przyszło do głowy cię okraść, ale wstawiasz dobry zamek do drzwi.

      Myślistwo to aktualnie rozrywka dla debili - niestety, taka prawda. Myśliwi nie przestrzegają żadnych zasad, nie mają w ogóle żadnej wiedzy o życiu leśnym, o przyrodzie. Zabijają jak leci, co wpadnie pod kulę, dla czystej rozrywki.

      Naprawdę mało jest sensownych, myślących ludzi wśród myśliwych - a i ci mają coś nie tak z głową, bo trudno aby normalny człowiek lubił dla rozrywki zabijać bezbronne stworzenia.

      Myślistwo to przeszłość!! Nie ma dla tej rozrywki przyszłości, ale myśliwi wciąż myślą, że uda im się kłamstwami cokolwiek zmienić. Nie da się! Sorry, idziecie na odstrzał.

      Usuń
  8. Kot poluje ale i szuka jedzenie, a nie wwzyscy chcą karmić. Skąd w ludziach tyle bezduszności, co że nie kosztuje to można zabić? Może i tak, to co za darmo nie wszyscy szanują, widać choćby po naszm środowisku...Mnie szkoda rybki z akwarium..a mój Kajtek ma już 14 lat, żaden kot nie był tak długo, przygarnialiśmy wprawdzie chore, żyły jednak 3-4 lat z tym się udało. Cóż na pietrze..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mój spadkowy kot skończył 20 lat i jest cudownym, czarnym kocurem, który prawie w ogóle nie wychodzi, nawet na ganek:)

      Usuń
  9. Ewo, niestety, takie smutne jest kocie życie na wsi. Gospodarze trzymają koty tylko po to, aby łowiły myszy i nie przychodzi im do głowy, aby wpuścić do domu, pogłaskać lub dać jakiś koci przysmak.Przez naszą działkę przewinęło się kilkadziesiąt kotów i z większością nie wiemy, co się stało. Dobrze, jeśli ktoś je weźmie do domu, ale tego mogą doczekać tylko słodkie maluchy.
    Najstarszy nasz kot ma chyba 8 lat i wabi się Krówcia, bo jego umaszczenie przypomina sierść krowy, jest czarno- biała.
    Cieplutko pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo, takiego staruszka to tutaj nie ma. najstarszy i ledwo żywy kot ma jakieś 5 lat.
      kota do domu? no to trzeba na głowę upaść - tak usłyszałam. odszczeknęłam się, brzydko mówiąc.

      Usuń
    2. Koty urodzone i wychowane na działce niechętnie chcą mieszkać w domu. Kiedyś jeden z sąsiadów wziął do domu Szarotkę, młodą kotkę. Kicia weszła pod wannę i za żadne skarby nie chciała stamtąd wyjść. Sąsiad uznał, że tam było jej najchłodniej. Na drugi dzień wreszcie wyciągnął ją spod wanny i odwiózł na działkę.
      Dawno już nie widziałam Krówci (jest to samiec), bo najchętniej przebywa na dachu altany sąsiada i tam się staruszek wygrzewa. Krówcia miał dwóch braci, ale gdzieś zaginęli w młodości, tylko on nie opuścił działki i przeżył tyle zim.
      Serdeczności.

      Usuń
    3. bo to wolność. dlatego ja nigdy kota z podwórka nie udomowię. one są szczęśliwe w takich warunkach w jakich żyją. tylko gapa czasem przychodzi pospać w przedpokoju. kilka z nich pcha się, bo czują miskę naszego filipa, który nigdy nie zjada do końca. ale zaraz potem wieją na dwór. nie pchają się na pokoje. i dobrze.
      uściski

      Usuń
  10. Niestety smutna prawda,los wychodzącego , czy kota wolnobytującego ,niezależnie od tego czy mieszka na wsi, czy w mieście nie jest dla wszystkich łaskawy.Dawno to stwierdziłam że człowiek jest największym zagrożeniem,potem możemy mówić o naturalnej selekcji itd..
    Smutne ale prawdziwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda. człowiek jest największym wrogiem całej planety.

      Usuń
  11. Z moich obserwacji wiejskich (wieś z ruchliwą drogą) najwięcej kotów ginie pod kołami. Tak było i u moich rodziców, ale teraz są sterylizowane, na noc są zamykane, w dzień siedzą w domu, wychodzą trochę na podwórką, idą gdzieś na ogród, ale wracają. Miski maja pełne, więc nie muszą polować, dlatego nie łazęgują zbyt daleko. Szkoda, że tam u Ciebie tak się dzieje, a wydawałby się, że na takiej spokojnej wsi mogłyby żyć bardzo długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas daleko od szosy. jakiś kilometr z okładem. koty nie chodzą w stronę drogi, najwyżej do tej co odchodzi od szosy do nas. poza tym wysterylizowane są tylko te kociczki, którymi ja się zajęłam. trzy są w kolejce....
      jeść nie dostają tylko mleko po którym sraczkę maja jak cholera. jak wytłumaczyć kobicie, żeby im nie dawała mleka? nie zrozumie, bo tak zawsze było. po tym mleku to prawie życie uszło z kociaka.ledwie go uratowałam, biedaka.

      Usuń
  12. Bardzo to smutne - nie wiedziałam że jest aż tak żle .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak grażynko, czasem płakać mi sie chce, ale to walka z wiatrakami niestety.

      Usuń
  13. A u mnie np. z wiosną jest kotów dużo, a później z jesienią to prawie ich już nie ma...
    Coś w tym jednak jest.A z tymi anonimami to ja na swoim blogu też rady sobie nie mogę dać, psia kość!
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem jeszcze co zrobię. moderację czy jakąś inną blokadę?

      Usuń
  14. Slyszalam, ale nie jestem tego pewna, ze koty na wolnosci zyja tylko cztery lata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najczęściej około czterech. kotki krócej niz koty.

      Usuń
  15. A propos anonimów - czy masz na myśli spam? Te komentarze po angielsku, które zachwycają się każdym wpisem? Co kilka dni sprawdzam skrzynkę ze spamem i usuwam kilkadziesiąt zachwyconych komentarzy, a na końcu każdego link do jakiejś strony.
    Nie potrzebna jest moderacja - wystarczy każdy taki komentarz oznaczyć jakao spam, a po pwenym czasie wszystkie automatycznie będą lądowały w przeznaczonym do tego miejscu. Potem raz na jakiś czas trzeba tylko opróżnić skrzynkę - ale to niewielki wysiłek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja anonimy mam najczęściej w odebranych albo w koszu. w spamie nigdy, choć nie raz zaznaczałam. po krótkiej przerwie przychodzą nowe, setkami. dziś wywaliłam ponad 50.
      dobrze, że się na blogu nie publikują.

      Usuń
    2. A, rozumiem - mówisz o e-mailach, powiadamiających o komentarzach? Cóż, mnie to też denerwowało, więc wyłączyłem tę opcję i powiadomień nie otrzymuję w ogóle. A komentarze ze spamem same lądują tam, gdzie powinny.

      Usuń
    3. też nie to. zwykłe, angielskie anonimy , komentarze chwalące mojego bloga lub proponujące cos tam. tego mam wszędzie pełno. dlatego myslę, że gdy wyłączę ano- nimowe komentowanie one tez znikna. w spamie lądują na ogół moje odpowiedzi i komentarze jednej z koleżanek blogerek.

      Usuń
  16. Wytępiono wilki - a zrobili to cudowni myśliwi i jest za dużo saren dzięki temu, ale dajemy radę my wspaniali myśliwi zabijamy i sprzedajemy mięso do sklepów, większość pije na potęgę i strzelają do wszystkiego, nawet do psa gdy wraca z właścicielem ze spaceru. Ale Nitager nie słyszał, ani nie widział, więc to nieprawda. Kot mordercą i zabijający dla potrzeby mordu? Nitager widział na własne oczy takie przypadki i ile, czy zna je z opowieści myśliwskich? Te myśliwskie opowieści o zabijaniu przez koty lisów nawet małych, są warte funta kłaków. Małych lisków pilnuje zawsze jedno z pary, albo matka albo ojciec. To pytam wręcz wprost ile razy Nitagerus widziałeś koty rzucające się w morderczym szale i zabijające wszystko co żyje? Bo ja widziałam gdy złapał ptaszka czy mysz, to z nim zasuwał w kącik i jadł. Gdyby złapał małego liska to reszta ny się rozbiegła i schowała a nie czekała aż go złapią i po co kotu polowanie na liski gdy go nie zje? Koty łapią to co zjedzą. Nitager nie wierz w to, myśliwi bajki potrafią opowiadać by usprawiedliwić swoją potrzebę zabijania bo lubią zabijać, sprawia im to ogromną przyjemność. I nie mają te bajdy żadnego potwierdzenia w obserwacjach naukowców badających życie zwierząt. Ot choćby krukowate według myśliwych to mordercy wybić więc a oto "dowód"
    "Problemem zajęcy i kuropatw są też ptaki drapieżne i krukowate - tak uważają myśliwi. Tylko że nie ma na to żadnego dowodu. Co więcej, odstrzał kruków w Wielkopolsce w 2006 roku, na który wojewoda wydał zgodę, okazał się bezsensowny. Zabite ptaki zbadali naukowcy. Przejrzano żołądki 40 kruków i u żadnego nie znaleziono szczątków zająca.
    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75476,9153239,Zajac_i_kuropatwa.html#ixzz3Da1VKfXV

    Ewuniu mam mnóstwo spamu i też mi się obcojęzyczni w komentarzach dopisują. Usuwam i usuwam ten spam ale też nie po jednym a masowo. :) A co do gospodarzy wiejskich, to są od małego uczeni pogardy dla życia innego oprócz własnych dzieci a i te też niekoniecznie. Widzę jedyne wyjście w wymianie, wieś do miasta, miasto na wieś, co też się powoli dzieje. :) Serdeczności kochana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Wytępiono wilki - ale teraz, już od wielu lat, mamy ochronę gatunkową wilka, wprowadzoną pod wpływem emocji, przez Lecha Wałęsę, na prośbę Brigitte Bardot. Skutek taki, że górale po każdej nocce nie mogą się doliczyć owiec, a psy podwórzowe trzymają w domu, bo jak zostawią na podwórzu, to rankiem znajdą psa zagryzionego.
      2. Wspaniali myśliwi jak na razie dają radę, bo tam, gdzie saren jest dużo, wolno na nie polować. Mięso z sarny to smaczna potrawa i nie mam nic przeciwko temu, aby znalazło się w sklepach, obok wieprzowiny, czy kurczaków. Tam, gdzie pogłowie saren jest niskie, polować na nie nie wolno.
      3. Jeśli widziałaś pijanego myśliwego, strzelającego do wszyswtkiego, co się rusza, czsym prędzej łap za telefon i dzwoń po policję. Ten człowiek łamie prawo i stanowi zagrożenie. Ja tak robię, gdy widzę, wcale nierzadko, kierowcę, szalejącego po drogach, ale jakoś mi przez myśl nie przeszło, żeby wprowadzać powszechny zakaz jazdy samochodem.
      4. Znam przypadek, kiedy myśliwy zastrzelił psa, biegającego po lesie, podczas, gdy 100 metrów za nim szedł jego właściciel. Myśliwy zoastał zawieszony w prawach członka - nie pamiętam, na jak długo, natomiast właściciel psa został ukarany mandatem, za puszczanie psa luzem w lesie.'
      5. Tak, widziałem takie przypadki na własne oczy. Dwa razy był to mały zajączek, raz kuropatwa, innym razem za daleko było, żeby poznać. Za każdym razem robił to tłusty, wyżarty kocur, z pewnością nie z głodu.
      6. Koty lisów nie łapią i nie wiem, skąd w ogóle Ci taka myśl przyszła do głowy. Lisy to taka sama plaga, jak koty, a nawet jeszcze gorsza. I też zafundowana przez ekologów, którzy sprawili, że nikt nie nosi lisich futer.
      7. Krukowate nie są mordercami, tylko padlinożercami, polującymi w razie potrzeby. Nie słyszałem, żeby polowały na zające, ale sam widziałem sarnę, zadziobaną przez stado kruków.
      8. Nie wiem dlaczego lekarstwem na jedną skrajność ma być druga skrajność. Nie należy wybierać pomiędzy wytępieniem, a całkowitą ochroną gatunkową, tylko prowadzić mądrą politykę hodowlaną. Gdy pogłowie spada - chronić i pomagać. Gdy rośnie ponad miarę - wprowadzić odstrzał. Działało to przez wiwlw lat, dopóki nie zaczęli się w to mieszać miłośnicy przyrody.

      Usuń
    2. jeszcze raz napiszę, bo się powstrzymać nie mogę. lisów jest za dużo, bo szczepionka na wściekliznę je ratuje. u nas nie ma zajęcy, ani kuropatw, ani bażantów. za to czerwono od lisów. i co? i nic. lisy można tylko głaskać, jeśli pozwolą.

      Usuń
    3. Nie mówię, że to nie ma wpływu na liczebność lisów. Na pewno im pomogło. Ale to jeden z czynników. Drugim jest zwyczajny spadek popytu na lisie skóry. Przez pewien czas nie polowano na nie i populacja tak wzrosła, że teraz nie potrafimy sobie z tym dać rady.

      Usuń
    4. no, jeszcze krowy i świnie, bo na tym zarobek jest. a ta wymiana odbywa sie na coraz szerszą skalę. mój młodszy syn mówi, że na ich osiedlu w weekend jest cisza jak makiem zasiał....warszawa do domu jedzie:)

      Usuń
  17. Wróć, małe zajączki. :):) One też mają ochronę i to całkiem niezłą. Starsze które pilnują potrafią obronić młode.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starsze zające nie pilnują młodych - przeciwnie, trzymają się od nich z dala, bo wiedzą, że ich obecność siągnęłaby na młode zagrożenie. Przychodzą do nich tylko w porze karmienia. Przez pozostały czas młode leży w bezruchu, stapiając się z otoczeniem. Więc proszę, bez bajek.

      Usuń
    2. ej, to niezupełnie tak.

      młode zajączki rodzą się dobrze wyrośnięte, owłosione i z otwartymi oczami. żywią się przez okres 2-3 tygodni mlekiem matki. matka nie troszczy się zbytnio o swoje maleństwa. bardzo wcześnie pozostawia je same, przychodzi tylko je karmić, a po 2-3 tygodniach całkowicie przestaje opiekować się nimi. 

      czyli masz rację tylko z karmieniem. zające same się sobą zajmują.

      Usuń
    3. To jeszcze kilka słów bo dyskusja ciekawa. Nitager -
      Do punktu piątego się odniosę napisałeś:
      .........ale to prawda: koty zabijają mąłe zajączki. Dla czystej żądzy mordu. Zaduszą i porzucą. Stąd myśliwi nie mają dla nich litości. - Wiesz wiejskie koty są głodne, głodne!!!!! bardzo głodne, jeśli upolują to zjedzą, nie porzucą, wiejskie to nie miejskie najedzone kociaki.
      Piszesz że widziałeś takie przypadki:
      Tak, widziałem takie przypadki na własne oczy. Dwa razy był to mały zajączek, raz kuropatwa, innym razem za daleko było, żeby poznać. Za każdym razem robił to tłusty, wyżarty kocur, z pewnością nie z głodu.
      Ten sam kocur za każdym razem? Zapewne znajomy kocur? Nie będę bronić wszystkich kotów bo i wśród nich różne sposoby zachowania, może to Ciebie urazi ale dokładnie tak jak u ludzi.
      Tłusty najedzony myśliwy zabija nie z głodu, kiedyś natura świetnie sobie radziła z nadmiarem i bez myśliwych przez tysiąclecia. Tak już jest że drapieżnik zabija. A tłusty kocur mógł wyglądać na tłustego, bo dużo sierści niektóre mają a ciała chude. Czy tłustego kocura trzeba było pozbawić życia bo upolował i być może chorego zająca lub kuropatwę? Możliwe że zanim zdążył zjeść pewnie go zastrzelono.
      Co do górali to świetny interes kwitnie, górale twierdzą że wilki zabiły owce a ..
      "Jak zarobić na hodowli zwierząt? Wystarczy wystawić owce na pożarcie wilków i czekać na odszkodowanie z budżetu Baca wyprowadza wieczorem stado owiec na polanę w pobliżu lasu, gdzie grasują wilki, po czym wraca do bacówki, nie martwiąc się stadem. Rano liczy zagryzione zwierzęta i zgłasza szkodę"
      Prawda że fajne?
      Zgłoszeń pijanych myśliwych strzelających do psów w pobliżu ich domów nawet będących pod opieką właściciela, jest dużo w całej Polsce. Związek broni ich zażarcie.
      Nie lubię bezmyślności i pobłażania swoim niskim instynktom i Nitager czy naprawdę uważasz myśliwych za tak świetlane postacie?

      Usuń
    4. elu, nic dodać nic ująć. z tymi owcami to sama prawda, kiedyś było o tym głośno.
      nie słyszałam też nigdy o żadnym myśliwym ukaranym za za zastrzelenie psa czy kota. mam wśród znajomych, męża koleżanki, który poluje i choć niezbyt często, to informacje mam z pierwszej ręki. i wiele w nich brudu i zatajania spraw.

      Usuń
    5. Nie wiem, czy wiejskie koty są głodne. Wszyscy moi znajomi, mieszkający na wsi, karmią koty. "Przynajmniej myszy nie ma"- tak zawsze mówią, a na podwórku zawsze co najmniej jeden kot grzeje się na słońcu. Może ma na to wpływ region zamieszkania i miejscowe zwyczaje - nie wiem. Własciciele kotów natomiast opowiadają, że tylko najedzony kot tępi myszy - odwdzięcza się w ten sposób właścicielowi. Fakt, że wiele razy widziałem martwe myszy, ułożone równo na schodach, jak rozkład po polowaniu. Nigdy jednak tej informacji nie sprawdzałem.

      Nie wydaje mi się, żeby to był ten sam kocur, choćby dlatego, że było to na przestrzeni kilku lat. Jeden z nich był łaciaty, inne - nie jestem pewien, nie było widać wyraźnie, ale chyba szare. Nie potrafię więc powiedzieć też, czy był tłusty, czy tylko na takiego wyglądał. Faktem jest, że wlókł małego zajączka, który płakał w niebogłosy, a gdy przestał, kot porzucił zdobycz. Z relacji zaprzyjaźnionego leśnika wiem, że koty tak właśnie robią - nie mam powodów, by mu nie wierzyć.

      O góralach wiem z reportażu, który swego czasu leciał w TV. Gdyby to był świetny interes, raczej nie domagaliby się przed kamerami odstzału wilków, i nie klęliby władz za to, że nic nie robią.

      Pijani myśliwi, podobnie jak pijani kierowcy, łamią prawo i są zagrożeniem dla otoczenia. O ile nikt nie staje w obronie pijanych kierowców, o tyle myśliwi stanowią dość szczelną grupę ludzi, w których ręka rękę myje - i tu, niestety, masz rację. Niestety nie dlatego, że muszę Ci ją przyznać, tylko dlatego, że sam nad tym ubolewam. To jest jednak problem każdej zamkniętej grupy, w której ceni się lojalność - kler postepuje podobnie, policja postępuje podobnie, prawnicy postępują podobnie. To jest patologia, ale chyba zlikwidowanie całej grupy nie jest na nią odpowiednim lekarstwem. To tak, jakby pozbywac się łupieżu przy pomocy gilotyny - sposób niewątpliwie skuteczny, ale nie polecany przez lekarzy.

      Prawda, że myśliwy nie zabija z głodu - ale z głodu nie zabija też rzeźnik. Po prostu świadczy usługi. Ubita zwierzyna przeznaczona jest do spożycia, więc nie wydaje mi się istotne, czy myśliwy zje ją sam, czy wprowadzi w legalny obrót.

      O ukaranych myśliwych mogłaś nie słyszeć, bo wszystko dzieje się wewnątrz koła łowieckiego. Kary to nie mandaty, ani więzienie, ale wstrzymanie odstrzału, zawieszenie, czy dodatkowe prace społeczne na rzecz koła. Informacje nie wydostają się na zewnątrz - chyba, że zdarzy się coś naprawdę poważnego (np. wypadek z bronią). A ukarani myśliwi zwykle nie chwalą się, że zostali ukarani. Zresztą, nikomu w kole nie zależy na rozgłosie takich spraw. Ale zgoda, tak być nie powinno.

      Znam wielu myśliwych, o których mogę powiedzieć, że to prawi i uczciwi ludzie. Znam też dwóch notorycznych pijaków, w tym samym kole łowieckim (a w zasadzie jednego, bo drugi już nie żyje). W kole, o którym mówię, bywało różnie. Jeden łowczy przymykał na to oko, drugi, jego następca, pilnował, żeby każdy myśliwy był trzeźwy, a na łyczek pozwalał dopiero po zakończweniu polowania. Na jedne przewinienia przymyla się oko, inne się zwlacza, ale zawsze koło łowieckie to grupka zaprzyjaźnionych ze sobą ludzi i raczej wszystko odbywa się za zamkniętymi drzwiami. Nie widzę tu jednak żadnej recepty, bo ludzką naturę trudno zmienić.

      Zaczyna się z tego robić elaborat...
      Ewo, wspomiałaś, że dyskusja poszła w niewłaściwym kierunku. Jeśli jej sobie nie życzysz, daj znać, a zamilknę. Wydaje mi się jednak, że temat, choć inny, jest na tyle ciekawy, że warto to pociągnąć. Zawsze się człowiek czegoś dowie.
      Pozdrawiam

      Usuń
    6. Najedzony kot łapie myszy, bo ma na to siły, a nie dlatego, że się odwdzięcza! Nie przypisuj zwierzęciu ludzkich cech! I nie oczekuj wzajemności!

      Usuń
    7. Być może. Powtarzam tylko, co mawiali właściciele kotów. Faktem jednak jest, że one tych myszy nie zjadają, tylko układają w widocznym miejscu, w regularne półkole. To by raczej potwierdzało moją tezę - zabijają nie z głodu, ale dlatego, że instynkt im tak każe.

      Usuń
    8. zjadają. przed chwilą najedzony kot przyniósł na podwórko mysz i zjadł ją w otoczeniu widzów (kocich) mam nadzieję, że nic mu nie będzie.

      Usuń
    9. Nie wiem wobec tego, od czego to zależy. Te myszy, które ja widziałem, nie zostały zjedzone, tylko zamieniły się w mumie (ciekawe, dlaczego nie zgniły) i po kilku dniach gospodarz wyrzucił je do obornika.

      Usuń
    10. a, to ja już wiem. jest taka trutka na myszy, co jak sie jej najedzą, to się zasuszają. nie ma rozkładającego się mysiego trupa. kot trupa nie ruszy.

      Usuń
  18. Brutalna prawda. To fakt. Dzisiaj, gdy chemia jest w użyciu trudno, by takich sytuacji nie było.Żal.
    Ja w ustawieniach zmieniłam na tylko rejestrowany użytkownik i jest spokój.
    Tyle, że w sytuacji, gdy obserwuję komentarze spamu mam od ch...ry.
    Chyba wszyscy blogerzy będą z czasem tak zrobić, by dać temu reklamującemu się w ten sposób chamstwu odpór.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja spróbuję coś zrobić. wpisuję się u ciebie normalnie, ale na tamtym drugim blogu. sama już nie wiem jak ustawić.

      Usuń
  19. hana, tak się rozhulałaś, że nie mam ci jak odpowiedzieć. a grzeczna chciałam być:(

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciężko mi się czytało ten post. W naszych rękach jest jedynie dbać jak najbardziej o zdrowie naszych kotów, ale przecież nie zamkniemy ich w domach. Co noc denerwuje się o Wiedźmę. Dzisiaj nie spałam, bo nie wiedziałam gdzie jest. Uspokoiłam się dopiero kiedy kopnęłam ją w nocy, bo okazało się że jak zasnęłam wieczorem, to przyszła i mąż ją wpuścił do domu, potem ułożyła się w moich nogach, a potem ja nie spałam bo myślałam że jest na zewnątrz. Mam nadzieję, że ona dożyje z nami sędziwego wieku, bo jest wyjątkowo zaradną kotką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też martwię się o najbliższe mojemu sercu koty. mówili, że sterylizowana kotka pilnuje się domu. gapa potrafi zniknąć na dwa dni. tak samo jak operka.
      a ja sie martwię...

      Usuń
  21. Znowu mi blogger szaleje i utrudnia życie...

    Piękne zdjęcie jesieni... :-)


    Dziękuję za umieszczenie informacji o Zabawie :-)

    Blog wpisałam na listę

    a zdjęcie jest zamieszczone tutaj kliknij...

    Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. dzięki ci krysiu, bo juz myślałam, że omamy mam...

    OdpowiedzUsuń
  23. Bardzo to smutne :(... szkoda, że ludzie nie wierzą kotom, tylko truciznom :(...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie tylko koty zabijaja ta trucizna....

      Usuń
  24. Ja też nie mogłam przyzwyczaić się do tej smutnej prawdy :( Zaraz po przeprowadzce na wieś zginęła mi pod kołami rozpędzonego samochodu ukochana kotka. Płakaliśmy jak dzieci. Myślałam, że nie będę miała już żadnego kota po Puni. No, ale ja bez kota nie mogę. Tak jak piszesz Ewo, jak się do jakiegoś przyzwyczaiłam, to przepadał bez wieści. Teraz mam jedną kotkę" domową" i kocura podwórkowego. Nie wiem jak długo kocurek da radę w trudnej wiejskiej rzeczywistości...pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że da radę. oby tylko unikał samochodów....serdeczności:)

      Usuń
  25. nie wiedziałam, że masz tu takie zamieszanie, a to, o czym pisałam u siebie, to pomyłka, ktoś wszedł z blogiem bardzo podobnym do Twojego, wszystko w nim pozamykane.
    Odniosę się do dyskusji - mój kot poluje, choć w misce zawsze ma kocie i suche i mokre jedzenie, daję mu również podczas gotowania obiadu kawałeczki surowego mięska, bo chce. Upolowaną zwierzynę przynosi, morduje i zjada. Czasem zostawia na ganku wnętrzności, inne koty robiły tak samo. Prawdą jest, że bawi się czasem łupem, wówczas staram się jak najszybciej mu to odebrać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo to jest kocie prawo. jest drapieżcą w dodatku nie uśmierca od razu. to jest najmniej przyjemny dla mnie fragment polowania.

      Usuń
  26. masz rację Ewo... tak zginął mój Filipek... ostatni raz gdy przyszedł na karmienie widziałam, że coś z nim jest nie tak... pierwsza myśl... otruty ! i tak chyba się stało...
    moje koty mają już kwarantanne i nie wyjdą do ciepłej wiosny... a latem wypuszczam tylko je na parę godzin...
    smutny jest los kociaków...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje koty to koty wolno zyjące. w mieszkaniu by sie zapłakały. zresztą do domu wchodza tylko dwa, reszta woli nie próbować.

      Usuń
  27. Kiedyś koleżanka wzięła ode mnie dwa rudzielce (rok po roku), oba zginęły, zapodziały się nie wiadomo gdzie. Mój Nikita też wyszedł i nie wrócił. Chciałabym, żeby był u kogoś i miał się dobrze, ale chyba jednak nie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze chcemy żyć nadzieją, że ktoś znalazł, zaopiekował się. i może tak jest?

      Usuń
  28. Bardzo ładne zdjęcie na koniec, złota polska jesień jest cudna.

    Nie wiedziałam jak długo żyją koty na wsi, ale podejrzewałam, że nie mają lekko. Nie, nie chodzi mi o to, że ludzie coś mają do zwierząt, ale miastowi lubią podrzucać znajdy i to męczy..

    OdpowiedzUsuń
  29. Na razie fajnie jest. Myślałem, ze nie będę miał o czym pisać. Ale tak ie jest. Tutaj paru "miastowych" domy kupiło i mieszkają. Odpoczynek dla duszy i oczu.

    U mnie są dwie łowne kotki. Znam je dwa miesiące to nie wiem jak długo żyją. Polują też skutecznie na ptaki. na wsi gdzie wędkowałem koty żyły krótko. Najczęściej wpadały pod koła aut na szosie między Pułtuskiem a Ciechanowem. Tutaj od asfaltowej dość daleko. Napisałaś ciekawy post. Mnie tez zalewają anonimy angielsko języczne. na razie radze sobie z nimi. Dziś spadł deszcz. Dawno go nie było. I teraz tez pada. GRZYBY BĘDĄ! :)
    Pozdrawiam serdecznie
    Vojtek z frontu wschodniego :)

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.