o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

wtorek, 22 lipca 2014

słoneczny żar się z nieba leje, a ja....

a ja,
chyba tylko dlatego, żeby mi się za bardzo nie nudziło zafundowałam sobie ... zapalenie oskrzeli.
takie ni z gruszki ni z pietruszki. chyba z 15 lat nie byłam przeziębiona a tu...zonk!.
lekkie to zapalenie, ale zawsze.
pierwszy tydzień leczyłam się domowymi sposobami w nadziei, że przejdzie, ale guzik.
kaszel miałam 24 godziny na dobę. z przerwami mniej więcej 10-cio minutowymi.
w dodatku ciągle pamiętałam, że mimo leczonej rozedmy mam bardzo uważać właśnie na oskrzela.
no, ale skąd mogłam wiedzieć, że zachoruję?
nic na to nie wskazywało.

wczoraj więc wybrałam się do mojej pani doktor, zbadała mnie, zajrzała w zęby, to znaczy w gardło i pokiwała głową ze zrozumieniem.
a potem zapytała: "przeciąg czy klimatyzacja?
tak sobie myślę, że w takie upały to chyba jedno i drugie...
zrobiłam głupia minę, no bo cóż...

antybiotyk przez siedem dni, żadne tam wietrzenie się w przeciągu albo wiatraku,ani nawet na dworze kiedy jest silny wiatr.

łóżeczko i kurować się.

matko kochana, w taki upał, no nie wytrzymam!
w dodatku ja beztemperaturowa od dziecka w czasie choroby jestem
a tu dziś ni w pięć, ni w dziesięć -
wyskoczyło.
niewiele, ale ja i tak mam ciepłotę poniżej 36 stopni.

trudno, jakoś wytrzymam ten tydzień.
życie utrudnia mi fakt, że chwilami głos tracę.
oby mi to było ostatni raz!

a teraz z innej beczki.
marzyło mi się zawsze, że kiedy będę miała ogródek, to taki wiejski, niezbyt wymuskany.
mydło i powidło, przemieszane.

malwy wymarzone wyżebrałam, i wyżebrałam żółte kule, takie kwiatki co rosną przy płotach i nikt nie wie jak się nazywają.

o, to te kwiatki. wie ktoś jak one się zwą???



dzięki za podpowiedzi:)

26 komentarzy:

  1. Znam te kwiatki, ale nie wiem jak się nazywają :-(
    zawsze pieknie komponują się w iejskich ogrodach...
    Zdrowia życzę, też nie masz co robić tylko w upał chorować ?
    Współczuję, żar z nieba i choroba...
    Niech się skończy przynajmniej choroba :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. okropne to, ale co zrobić? dopadło mnie i muszę znosić paskudny kaszel. wrrrr:)

      Usuń
  2. Nie wiem co to za kwiatki , ale faktycznie są piękne :-)) Ja też lubię te spod płotów , co rosną przy drodze , czy na łące :-)
    Bardzo Ci współczuję choróbska , zwłaszcza że są upały i jak tu leżeć ?
    Kciuki za kurację !

    OdpowiedzUsuń
  3. Współczuję, ale właśnie w upały najłatwiej sobie coś takiego zafundować.
    Moją połówkę też coś zaczyna męczyć.
    Te żółte kwiatki zawsze były u nas w ogrodzie mamy i przed oknami kuchni w domu, którego już niestety ni ma. Z nim odeszło moje dzieciństwo. Mama je nazywała kaśkami. A dlaczego nie wiem.

    Życzę szybkiej kuracji i powrotu do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  4. wydaje mi się, że to może być rudbekia naga
    zdrowia życzę!

    OdpowiedzUsuń
  5. W taki upał chorowanie to paskudna sprawa, angina na przykład, lubi się przytrafić w upał.
    Nie wiem, jak się nazywają te kwiatki, ale je mam u siebie,tutaj mówia na nie "chłopy". Mają tendencje do wywalania się podczas wiatru, to dobrze, że rosną przy płocie można przywiązać. Jeśli chodzi i wiejskie kwiatki to mam w tym roku jedną naparstnicę, ale już ebrałam sporo nasionek. No i koniecznie na druki rok muszę kupić dzwonki ogrodowe, też stare kwiatki i pieknie wyglądają. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Rudbekia naga - Golden Glow.
    Miala taka ciocia Edzia.

    OdpowiedzUsuń
  7. To możemy sobie podać raczki, co prawda skrzela jeszcze mi się nie pala, ale infekcja jako skutek napawania sie przeciągami i owszem owszem, też lezę w łożeczku zajadając prochy i cierpiąc ogólnie oraz bóle łba i gardzieli. Szybkiego wyzdrowienia życze, przyłóż kotki, ponoc pomaga. Mój Julo lezy też we wyrze :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. zdrowia życzę choruszku! mnie dziś gardło "zatyka" od klimatyzacji, ale mam nadzieję, że przejdzie

    OdpowiedzUsuń
  9. No, ja też dziś leżę jak kłoda, ale obstawiam jakiegoś wirusa... Niech to!

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale Ci się porobiło! zdrowiej - wszystkiego najlepszego :) kwiatki to dzieciństwo, babcia i same dobre wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
  11. No tak wolę się pocić niż korzystać z przeciągu, czy klimatyzacji której szczerze nienawidzę w tym wiatraczków wszelakich. Usiąść sobie pod drzewkiem, napić się wody z cytryną ooo to mi przypomina woda z cytryną Ewuniu, zabije bakterie ochłodzi i pomoże wyzdrowieć.
    Mam te kwiatki w tym roku zdobyłam dopiero a dzięki Twojemu postowi dowiedziałam się jak się nazywają. :) Już już dość tego chorowania pod drzewko i uśmiech do kotków. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nienawidzę być spocona. czuję się wtedy okropnie brudna! a drzewka nie mam jedynie parasol.:))

      Usuń
  12. Te żółte to rosną wszędzie, Życzę powrotu do zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  13. U nas się nazywają łysonie, zupełnie nie wiem dlaczego
    Ella-5

    OdpowiedzUsuń
  14. U moich rodziców były takie kwiaty, rosły sonie żółtaski i uśmiechały się. Zdrowiej jak najszybciej. Ja tez byłam chora z Anglii przywiozłam wirusa, pozrażałam wszystkich domowników.
    Serdeczności

    OdpowiedzUsuń
  15. Ojej, wspolczuje, ale jak goraczka spadla to idzie na lepsze, a kwiatki mam takie same, ale jak sie zwa, cholera nie wiem

    OdpowiedzUsuń
  16. wracaj do zdrowia pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Ewo, nie chcę Cię straszyć, ale taki częsty kaszel bywa też obroną serca- przeżyłam to, więc wiem. W moim przypadku nic nie pomagało, dopiero echo serca wykazało, co mi dolega.
    Też nie wiem, jak nazywają się te kwiatki, choć często je widzę u wielu działkowiczów.
    Życzę zdrowia.
    P.S. U nas od wczoraj leje i jest chłodno.

    OdpowiedzUsuń
  18. dziękuję pięknie za życzenia zdrowia. bardzo powoli wraca.chciałabym odzyskać mowę....
    klarce i agni osobne podziękowania za nazwę kwitków. klarko, to już kolejny raz...

    OdpowiedzUsuń
  19. Też myślałam, że to jakaś odmiana rudbekii, ale te kwiaty wydawały mi się mało eleganckie jak na rudbekię.
    Nie lekceważ tego kaszlu, gdyby nie echo serca, chyba już bym rudbekię wąchała od korzonków.
    To chyba Ty pisałaś, jak uratować serce zanim przyjedzie pogotowie. Właśnie mocnym kaszlem. W moim przypadku serce samo się broniło.
    Gorąco pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  20. tak to prawda, aniu. ja się w ten sposób, kaszląc, doczekałam pogotowia przy pierwszym zawale.
    ale cóż, ponieważ jest lekka rozedma to jest i kaszel. takiego jednak jak teraz to w życiu nie miałam. muszą niestety uważać, ale jak to robić w te upały kiedy człowiek spływa potem?

    OdpowiedzUsuń
  21. ten kwiatek jest mało elegancki, to prawda. łodygi na dole od wiosny ma jakieś suche. i nie tylko u mnie. ale i tak go lubie:)
    gorące ciągle pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.