o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

poniedziałek, 5 maja 2014

moja "czarna mamba"....

o operce i jej macierzyństwie napiszę po 10 maja, cztery tygodnie po porodzie.


dziś o czarnej mambie
czyli o gapie, jej dzieciństwie
i młodości do czasu, kiedy przyszła na nasze podwórko.

małego kociaka zobaczyłam po raz pierwszy w lutym 2012 roku. to były  nasze pierwsze odwiedziny u sąsiadów, bo ja po operacji jeszcze właściwie dreptałam  a nie chodziłam.
bożenka i grzesiek oprowadzili nas po swoim obejściu. to dość duży teren a ja ledwo szłam, co  jakiś czas odpoczywałam wsparta na ramieniu pracusia.
wtedy ją zobaczyłam. leżała na kupce nawozu gnoju, maciupeńka z wielkimi uszami i długim ogonem.
nawet pomyślałam, że to chyba nie jest kot....
bożenka opowiedziała mi wtedy o pierwszych tygodniach kotki.

matka gapy zaginęła zostawiając dwutygodniowego kociaka. koteczka siedziała wysoko w stodole. czekała, a matka nie wracała. dziecko było głodne, zaczęło popiskiwać. potem piszczeć coraz głośniej i coraz bardziej rozdzierająco.wreszcie spadło na dół, szczęście, że akurat słoma tam leżała.

nie bardzo było wiadomo co zrobić z kociakiem. pewnie gdyby jeszcze była ślepa to los jej byłby przesądzony, ale ona już widziała.
koci szkielet z zaropiałymi, wytrzeszczonymi oczami.

w tym czasie sunia sąsiadów, pusia, miała młode, które podzieliły los poprzednich miotów.
natychmiast zabrała maleństwo do swojej budy i otoczyła miłością, ciepłem i najważniejsze: dała kotu jeść.
i tak gapa, kociak wychowywany przez psa podrósł nieco i choć nadal był szkieletem z długim ogonem i dużymi uszami, to jednak żył.

kotka robiła się samodzielna, jakoś nie podzielała zainteresowań swojej mamki.
nie szczekała, nie łasiła się, nie ciągnęło jej do ludzi.
lubiła siedzieć z kurami w kurniku, bo tam było cieplej niż w budzie....
i taką ją zobaczyłam....
w marcu koty już przychodziły do nas na jedzenie. wszystkie oprócz gapy. ona siedziała pod domem sąsiadów samiusieńka. bo czy ona kotem była? nie wiadomo.

pierwsze zdjęcie gapy.

czasem siadała przy siatce i patrzyła na nasze podwórko, ale nie przechodziła. obserwowała inne koty, ale sama się nie odważyła.

gapa w towarzystwie rówieśników pod domem sąsiadów

wreszcie się odważyła i przeszła pod siatką. usiadła w bezpiecznej odległości gotowa w każdej chwili do ucieczki.
nie zbliżałam się do niej. minęło kilka dni i nieśmiało podeszła do jedzenia.
dostała lanie od starszej kotki i musiała czekać w kolejce.
a potem było coraz lepiej.
po jakimś czasie, pewnie ze dwa miesiące to trwało
podeszła do mnie, bezgłośnie zamiauczała i wskoczyła mi na kolana.
ja przepadłam!

zakochałam się w kolejnym czarnym kocie!

pół kota czarnego, pół brązowego
wygląda jak nietoperz!
w dodatku uczesanie futerka jakby piorun w miotłę strzelił!

przeszła niezłą szkołę. inne koty  lały ją tak na wszelki wypadek.
potem, kiedy już była trochę starsza zaczynała sobie radzić.

ulubione miejsce




tu z naszym rezydentem - filipem. gapa jest dorosła a jaka różnica w wielkości między nimi.
to nadal maleńka koteczka.

tak więc gapa dostała służbę a ja niepokoję się jeśli ona nie przyjdzie przez jeden dzień.
teraz jest stateczną koteczka, matką wypłosza i nie tylko....
to ona ustala kiedy przychodzi, czy się odwrócić gdy ją zawołam, czy nie usłyszeć....
czasem niespodziewanie wskoczy mi na kolana jeśli akurat jej droga obok mnie prowadzi.
czasem przejdzie obok wcale mnie nie widząc.
na ogół jednak przychodzi się przywitać.
i rządzi mną jak chce.

nic nie poradzę, że moje serce należy do tej małej, sprytnej kociczki o krzywych niesamowicie łapach.
i, że dałam jej imię pod każdym względem nietrafione.
dobrze, że z niego wyrosła.

42 komentarze:

  1. Przyznam , że nie znam osoby , która z takim zaangażowaniem pisze o swoich skadinad uroczych kotach . Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie nie znasz nikogo, kto miałby pod opieka tyle kotów....
      ale ta kotka jest mi najbliższa.
      serdeczności.

      Usuń
  2. aż miałam gulę w gardle gdy czytałam o tym karmieniu przez psa, ta Twoja sąsiadka ma szczęście, że mnie nie zna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na wiejskie poglądy nie pomoże nic....teraz przynajmniej koty dostają trochę gotowanych kartofli, kiedyś nie dostawały nic. ehhhh

      Usuń
  3. Są takie koty, które kradną serce, niezależnie od tego co zrobią i jak sie zachowują :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda. gapula do nich należy, choć manipuluje mną jak chce:)))

      Usuń
  4. To tak jak z dziecmi, niby wszystkie kocha sie jednakowo, ale zawsze ktores troche bardziej wlezie do serca. Na ogol to poszkodowane przez los albo chore.
    Gapcia rzeczywiscie nie pasuje teraz do swojego imienia, ale mimo nastroszenia, krzywych lapek i podlej postury, jest sliczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie tak z dziećmi jest, ja chyba równomiernie rozłożyłam uczucia.
      uwierz mi, gapa rzeczywiście jest sliczna. uwielbiam ją!

      Usuń
  5. Słodka ta mała.... :)... I miała wiele szczęścia :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda. miała szczęście i ma nadal. oby tak pozostało:)

      Usuń
  6. A poprzedni właściciele mimo woli nie raczyli kotka karmić? Małego kotka należy pokazać weterynarzowi, odrobaczyć, szczepic i wlaściwie karmić, a karmienie przez suczkę na focie umiescić na youtubie dla śmiechu. Na szczeście na drodze jej nędznego życia stanęłaś TY, kłaniam nisko, jak mawia Wachmistrz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj cesia, czy ty nie wiesz co znaczy kot na wsi?
      kot jest od łapania myszy a nie od pielęgnowania go.
      dużo sie musi jeszcze na polskiej wsi zmienić....

      Usuń
    2. Fakt, przypomniało mi się, jak pracowałam na weterynarii w klinice położniczej i chłopecki ryczały ze śmiechu widzac kotki i psy u doktora. Sami oczywiście z krowami i kóńmi, one warte zachodu. Nie chce wspominać, co robił mój osobisty wiejski kuzyn, świnski ryj.

      Usuń
    3. bo o krowy i konie należy dbać. czasem też o psy. a koty to takie wiejskie pasożyty.
      wiele z nich ginie, kiedy pójdą w pole...

      Usuń
  7. Tak mi przyszło do głowy.....może dlatego właśnie droga zawiodła Cię na Mazury......żeby te bidule zaznały trochę pełnych brzuszków i ciepła? Powiedz coś tej Bożence, jak boniedydy, choć miskę mleka niech postawi kotom raz dziennie......

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja się zastanawiam, czy to nie dzięki tym kotom jeszcze chce mi się żyć. one mi wróciły dawne spojrzenie, zmieniły mnie po chorobie....
      a bożenka daje im mleko, bo jej sie krowa ocieliła. nie wiem tylko ile tego mleka...
      ona i tak dzięki mnie zmieniła swój stosunek do kotów....

      Usuń
  8. Swietne zdjecia i urocze kotki :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niesamowita historia. Mała koteczka wiele wycierpiała, ma dystans do świata, ale Ciebie obdarzyła zaufaniem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mimo wszystko jest to zaufanie kontrolowane. są sprawy do których nie ozwala mi sie wtracac:))

      Usuń
  10. fajna ta Twoja gromadka, taka różnorodna! a Filip przy Gapie wygląda na mutanta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdy kto widzi filipa nie może uwierzyć własnym oczom. to olbrzym po prostu:)

      Usuń
  11. Niesamowita sprawa z sunią, co adoptowała kotka.Kurcze instynkt macierzyński i opiekuńczy czyni cuda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja byłam bardzo wzruszona ta historią. do tej pory daja sobie buzi jak się spotykają.

      Usuń
  12. Fajne i słodziaki te zwierzątka.Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jaka niezwykle interesująca ta opowieść o Gapie. Byłam kilkanaście dni nad jeziorem u mojej koleżanki. Obok jej domu mieszka kobieta, która jest chora psychicznie, ale kocha koty i ma ich kilka. Sąsiedzi pomagają , bo bieda aż piszczy w jej domu.Kiedy teraz zajechałam okazało się, że zabrali ją do szpitala, okna zabili blachą. Zobaczyłam te koty i łzy mi poleciały, nie mogłam ich zaprać , ale prze ten czas dokarmiałam je codziennie. Uprosiłam koleżankę by się nimi zajęła.Powiem ,że obiecała mi ,ale niezbyt jej się to podobało. Powiedziała, że nie lubi kotów. Odpowiedziałam jej nie musisz ich głaskać, wystarczy, że nakarmisz i otworzysz dla nich komórkę , tak stoi stary fotel i jest względnie ciepło. Wiem,że to zrobi. mogłam spokojnie odjechać do domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko ludzie moga pozostawić zwierzęta na pastwę losu.
      a podobno jesteśmy istotami myślącymi i mamy uczucia...

      Usuń
  14. Niektóre mają w sobie to coś, co nie wiadomo dlaczego porusza i wzrusza. Nasze "małe" półdiable ma to coś ręce i serca przyciąga. Twoja nie-gapa :) ma to coś widać na zdjęciach nawet. Choć ja bardzo lubię też wypłosza i operkę a nawet piecuch ma w sobie inteligencję i ciepło, coś wyjątkowego. Wsi zatwardziałej, zaciekłej w poglądach nie zmieni się, oni nie mają po prostu czym czuć.
    Dobrze że Twoja postawa trochę sąsiadkę zmieniła, choć trochę i to dużo, ta kobieta nie zdaje sobie sprawy z tego ile tak naprawdę Tobie/Wam zawdzięcza. Serdeczności Ewuniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, elu. wszystkie te koty sa dla mnie ważne, każdy ma inny charakter, inaczej postępuje, inaczej traktuje człowieka. ale gapa to gapa i choc nie ma do mnie 100% zaufania to niech tak zostanie. ma swoje tajemnice i udaje, ze nie wie, ze ja o nich wiem:)
      sąsiadka uważa, że koty są rozpuszczone ale nie pozostaje jej nic innego jak dawać im jeść od czasu do czasu.
      uściski, elu

      Usuń
  15. Smutne życie wiejskich kotów , niestety to plaga na naszych wsiach :((
    Gapie się udało mimo wszystko :-) Wcale się nie dziwię że skradła Ci serce ...
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gapa miała wiele przygód i póki co wychodziła z nich zwycięsko. to bardzo dzielna koteczka:)
      serdeczności

      Usuń
  16. Ot taki koci los na wsi, najważniejsze, że przeżyła i polubiłyście się jak kot z człowiekiem. Fajna jest i dzielna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. los kota na wsi jest byle jaki. ale ja mogę pomóc tylko kilku kociakom.

      Usuń
  17. ło matko! Jak zielono w okół Ciebie.... tak patrząc na to zdjęcie jak z kotkiem siedzisz:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, wtedy było zielono, w tym roku jest żółto:)

      Usuń
  18. Jak moje serce do Wiedźmy, która ze mną śpi i rzuca się na psy, kiedy wydaje jej się że robią mi krzywdę (np. jak bawię się z Aniołem). Mieliśmy ślepego kotka, karmiłam go butelką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gapa to jednak dziki kot. ona kieruje sie ciagle prawem dżungli...

      Usuń
  19. Witaqj, Ewuniu
    Dawno mnie tu nie było, aż mi wstyd.
    Twoje kocie historie czyta się z zapartym tchem. Pomyśl o kociej książce, poważnie. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  20. kiedyś, azalio, kiedys pisanie było moja pasją. teraz po prostu mi się nie chce...

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.