o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

czwartek, 8 maja 2014

gwałtowne zmiany....

do południa był upał i  piękne niebo...


pracuś poszedł nad staw nałowić rybek dla kotów.
to jedyne osobniki, które jadają ryby...


i wtedy ni  stąd ni z owąd  zakotłowało się, wiatr mało głowy nie urwał.
deszcz lunął nie wiadomo skąd, strumienie płynęły podwórkiem.
sypnęło gradem....
pracuś wrócił przemoczony do suchej nitki a to tylko jakieś 50 metrów od domu.
tak lało, że nie mogłam wyjść z domu zrobić zdjęć, bo mnie dosłownie wiatr wpychał do środka.

jedynie przez okno...



a po chwili, dłuższej chwili...





biednego piecuszka ulewa zastała gdzieś w polu chyba.
przyszedł, wywabił wypłosza spod tuj i spragniony napił się wody.



trochę się wylizał a potem poszedł do pracusia, żeby go wytarł...



to słoneczko świeciło jakąś godzinkę, a potem...




a co poza tym?
koty dostały swoje rybki ale niestety nie dla wszystkich starczyło, bo zleciały się te, które bywaja u nas niezbyt często.
elektryczka dała po łbie swojemu synowi piecuchowi i ukradła mu jego kawałek.
potem piecuch i wypłosz dostali wciry od miaukotka.
rety, sierść się sypała, jakby śnieg padał...
a wrzask jaki był!
w związku z tym miaukotek ma zakaz wstępu do nas, został pogoniony i to ostro.
i tak życie płynie leniwie na tej pięknej wsi wśród pól...


26 komentarzy:

  1. U nas chłodno i mocny czasami wiatr piękne zdjęcia.Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to na Mazurach, ja tam nie wierzę mazurskiej pogodzie. U mnie parno i duszno słonko i chmury naprzemiennie. Ujdzie taka pogoda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak jakos apropopo wpadlo mi do glowy po Twoim poscie:

    Na alejce posypanej świeżym piaskiem,
    Przy rabatce obsadzonej pelargonią,
    Ktoś udusił panią sznurkiem, albo paskiem.
    Kto? Nie wiemy. Przypuszczalnie, chyba on – ją.

    A poza tym, nic na działkach się nie dzieje,
    Co niedziela działkowiczów barwny tłum,
    Każdy coś tam sobie plewi, coś tam sieje,
    Na natury łono z żoną pędzi tu.

    Z papierowej torby, co stała w altance,
    Dzikim winem gęsto wokół obrośniętej,
    Zamiast marchwi wydobyto cztery palce,
    A za nimi kciuk i resztę, czyli rękę.

    A poza tym nic na działkach się nie dzieje,
    Co niedziela działkowiczów barwny tłum,
    Pośród kwiatów głośno dziecię się zaśmieje,
    Bo wesoło, bo beztrosko jemu tu.

    Obco brzmią tu straszne słowa: powódź, pożar,
    Nikt się gazem nie zatruje w swej altanie,
    Co najwyżej z nieprawego znajdziesz łoża
    Dziecię, w grządce groszku zręcznie zakopane.

    A poza tym, nic na działkach się nie dzieje,
    Co niedziela działkowiczów barwny tłum
    Gwoździkami zbijesz ławkę, gdy się chwieje,
    Pszczółki brzękiem ukołyszą cię do snu.

    Tam poziomek w krąg czerwienią się jagody,
    Gruszki wiszą, ciężkie sokiem, na gałęzi,
    Nie zakłóca nic radości i pogody,
    Choć w wspomnianych już poziomkach ktoś zarzęzi.

    To poza tym wciąż na działkach pięknie będzie,
    Co niedziela działkowiczów barwny tłum,
    Z parcianego węża wodą sięgniesz wszędzie,
    W szumie drzewek ledwie słychać ciche : bul… bul… bul…

    OdpowiedzUsuń
  4. He he u mnie to samo, tylko z nieco mniejszym nateżeniem. Wybierałyśmy się z koleżanka do botanika i dobrze, ze rozum zwycieżył. Mam nadzieję, ze mruczusie nie dostały kataru biedaki.

    OdpowiedzUsuń
  5. pięknie tam macie, bardzo pięknie, i wiesz co, lubię tak jak na Twoim zdjęciu wycierać kota ścierką choć mi uwali cały dres, to co z tego.

    OdpowiedzUsuń
  6. jaka bida przemoknięta, i jeszcze rybkę pożarli? pechowy dzień dla Piecuszka

    OdpowiedzUsuń
  7. A moje koty same łowiły rybki w akwarium..ale też tłukły się gdy mąż sprawiał ryby takie ze sklepu. Te nawałnice wyglądały groźnie, niezbyt komfortowo dla kotów. Biedne musiały w czasie gradu i deszczu gdzieś się kryć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akwarium to zabawa! ja myślę, że niektóre koty nie wyczuwają zbliżającego sie deszczu i dlatego mokną....

      Usuń
  8. Lubię burze...jak nie muszę akurat wychodzić z domu ;) Tylko Piecuszka szkoda, ze taki przemoknięty...

    OdpowiedzUsuń
  9. Widocznie burze opanowalu polkule polnocna naszej ziemi...tutaj w Wenezueli burze szaleja, przezylam jedna z gorszych nocy w moim zyciu...burza , pioruny, blyskawice, brak pradu, rzeka obok wezbrana do granic mozliwosci, huczaca toczonymi kamieniami, w swietle blyskawic obserwowalam drzewa rosnace na brzegu Leony, czyli Lwicy, bo tak sie zwie nasza gorska rzeka, postanowilam sobie, ze jezeli te drzewa zaczna walic sie dac sie porwac rozszalalej Lwicy..to nalezy z domu uciekac. Teraz lwica, czyli Leona mruczy lagodnie jak Twoj piecuszek, kiedy byl glaskany przez pracusia. Ostatnie zdjecie przecudne! pozdrawiam siedzac przy zapalonym kominku, bo dzisiaj zimno tutaj jest,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. grażynko, to musiało być straszne! uwielbiam burze, ale co za duzo to niezdrowo:)

      Usuń
    2. Ja tez lubie burze, ale takie co to pogrzmi, popada, a jeszcze jak na koncu pokaze sie tecza, to juz super...ale takiej burzy, to nikomu nie zycze...

      Usuń
  10. u nas też wczoraj lało, byliśmy z Rodo przemoczeni do suchej nitki! brrr...

    OdpowiedzUsuń
  11. A przysłowie mówi, że to w marcu jak w garncu, a tu proszę ...Kociak kąpiel przymusową wziął bidulek. To nam maj serwuje rozmaitości. Pogodnego weekendu życzę Ewuniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. maj mi zaszkodził. przez dwie noce było -8, to możesz sobie wyobrazić jak wygląda ogród....u mnie kociaki często wpadaja do stawu.
      miłej soboty

      Usuń
  12. Ewo, zdjęcia super!! a koty to by mogły same sobie połowić, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mogły....brzeg zbyt stromy. ale i tak często sie przymusowo kąpią:)

      Usuń
  13. zzastanawiam sie czasami, czy nie tesknicz do zgielku miasta, bo ja trzy lata po slubie wysiadalam na niemieckiej prowincji, sama zreszta pochodze z takowej, mazurskiej...ale u nich cisza czasami az w uszach boli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie gdybym ja wysiadła na niemieckiej prowincji to zapłakałabym sie z tęsknoty. ale tu jestem u siebie, ludzi mało, ale zyczliwi. nie tęsknie do żadnego nawet miasteczka.. pozdrawiam

      Usuń
  14. Ależ Pracuś łowi w cudownych okolicznościach przyrody!!!
    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  15. MIŁEGO DNIA CIEPLUTKO.... POZDRAWIAM:) UŚMIECH MEGO SERCA ZOSTAWIAM

    OdpowiedzUsuń
  16. U nas polało przedwczoraj a i wczoraj też się nam dostało wody mam ful pod dostatkiem, tęsknię trochę za suszą. Kotuś uwielbia wodę ale nie lubi jak mu pada na sierściuche :).
    Mamy Ewuniu psa na dokładkę już nie wiem czy to wytrzymam. Znaleziona pod płotem sunia trzymiesięczna dziecko psie normalnie a ja wyrosłam już z dzieci. Pogoniona kilka razy uczy się dawać kotkowi spokój. Ja jeśli przeżyję następny miesiąc, znaczy żyć będę.
    Wyrzucić nie wyrzucę nie po to się zlitowałam nad wyrzuconym psiakiem leżącym pod płotem, ale kosztuje mnie to zdrowia to psie to niech to.

    OdpowiedzUsuń
  17. jakie ja miałam jazdy jak mój syn przyjechał z trzymiesięcznym psiakiem! norma;nie myslałam, ze zwariuję...ja już bym nie dała rady, tym bardziej, że moje siły sa słabiutkie.
    kibicuję ci elu, wytrwaj, może szybko sie to dziecko nauczy?

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.