o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

środa, 2 kwietnia 2014

psik.....


wystraszyła mnie nieco bożenka  wiadomością, że u nas niesamowite kleszczce szaleją.
powiedział jej o tym weterynarz, kiedy przyjechał zobaczyć nowo narodzonego cielaczka.
powiedziała mi też, że w ubiegłym roku padły jej dwa byczki na pastwisku po ukąszeniu kleszcza.
podobno miały boreliozę....
dla nich to ogromna strata, bo trzy dorosłe osoby utrzymują się z tego co wyhodują i co wyrośnie na polu
no i dowiedziała się, że zwierzęta trzeba szczepić przeciwko tej zarazie.

a, ponieważ ja już w tym roku wyciągałam kotom kleszcze, postanowiłam je wypsiukać.
to chyba jeszcze trudniejsze niż dać tabletkę.... 
wypłosz ode mnie ucieka, widać pamięta jak mu zaropiałe oczy przemywałam a on się wyrywał. 
nadal mnie nie lubi....
zaczęłam od śpiącego piecucha. udało się, ale się obudził i zwiał na ganek.
oooo, teraz koty patrzyły na mnie podejrzliwie.
no dobra, udało się  z operką, bo ona nie wiedziała o co chodzi. 
też się wściekła.
koty rozpierzchły się po podwórku w bezpiecznej odległości ode mnie.
dobra, pomyślałam sobie, przeczekam.
wypłosz długo nie wytrzymał w jednym miejscu i wrócił. 
jak on fajnie podnosi łebek, żeby popatrzeć na coś co jest wyżej. tym razem wyżej siedział wróbel, więc udało mi się psiuknąć na kota z zaskoczenia.
nie bez skutków ubocznych, oczywiście....
z berecikiem nie próbowałam nawet, bo on niby powolny, ale dostaje przyspieszenia jak mu na przykład ucho zakraplam....
gapa jest tak długo przy mnie dopóki nie wezmę do ręki aerozolu. wszystko inne mogę, ale akurat tego pojemnika nie.
skąd ona wie, że będę psiukać?
darowałam jej, bo niedawno przeszła przez to paskudztwo.
zresztą ona i tak jest obrażona na mnie .
do pracusia się łasi a mnie nie zna.
no, chyba, ze akurat ma kaprysek, to podejdzie na chwilę.
chyba o to głaskanie innych kotów chodzi.

pracuś nasypał na miskę jedzenie ( nawet jak jest to i tak koty przybiegną) i szybko spryskał berecika i strzałkę.
ufff, udało się. pięć kotów zabezpieczonych. reszta w międzyczasie.
jak przyjdą.
moja ręka jakbym się przez jeżyno - maliny przebijała. to skutek bliskiego spotkania z pazurami wypłosza. 
czasem  stanie przede mną, zadrze łepetynkę i widać w jego oczach : 





58 komentarzy:

  1. Qrde, nie dosc, ze kleszcze, to jeszcze zaraze w sobie nosza. Dobrze, ze moje koty nie wychodza, ale za to Kira gania po trawach. No tak, skutki lagodnej zimy, nie wymarzlo to talatajstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. co roku sa kleszcze. mniej lub więcej ich. właśnie przez łagodna zimę w tym roku zatrzęsienie, choć nigdy ich nie brakowało.

      Usuń
  2. Ja też mieszkam przy lasku, chodzę z moja psina i musze ja sprawdzać , w tamtym roku trzy razy wyciągałam kleszcza.
    Biedne koty maja dosyć psiukania, ale inaczej nie dasz rady. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. muszę je psiukać, bo wprawdzie one do lasu nie chodzą, ale na drzewach iglastych które rosną przy domu draństwa jest pełno. a ja sie tyle w życiu nasłuchałam i naczytałam o chorobach od kleszczowych, że historia...
      pozdrawiam, alu

      Usuń
  3. Z takim wielkim stadem kociaków to faktycznie jest problem aby krole podać. Ja mam sposób na moje koty, jak już dobrze zasną to przykładam im do karku tubkę z tym preparatem i wcieram, zawsze dopiero jak kończę dzieło orientują się co właśnie nastąpiło i wychodzą z domu. Aplikuję im co 4 tygodnie od marca do października, trzeba koniecznie, bo pchły i kleszcze szaleją. Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. maści nigdy nie stosowałam (tak zrozumiałam) zawsze psikacz w aerozolu. a to nie dość, że zimne to szczypie. poza tym koty nie lubią doświadczeń. ja w tym roku juz na początku lutego zaczęłam.
      a ty w dodatku mieszkasz w lesie....
      uściski!

      Usuń
    2. To są kropelki takie do wcierania w sierść, myślę że lepsze do zniesienia przez koty niż zimny areozol, spróbuj :-)))

      Usuń
    3. pamiętam te kropelki jeszcze z czasów kiedy miałam psa.:)))

      Usuń
  4. no tak z kotami to problem. Psa łatwiej nauczyć. Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z psami nigdy nie miałam problemu. nie bardzo im sie podobało, ale były posłuszne. a koty....

      Usuń
  5. U nas na szczęście kleszczy nie ma dużo. W poprzednim sezonie Mila zaliczyła jednego, ale "trup na miejscu" bo zabezpieczona była. A wszędobylskie koty ( 6 wychodzących ) w sumie złapały 3 kleszcze. Nie było źle. Ale zabezpieczam-na wszelki wypadek. Adoptowaliśmy kiedyś psa - przyjechał do nas już z kleszczem i bebeszjozą. Walczyliśmy 4 tygodnie. Nerki nie wytrzymały. Odszedł.
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to "dobry" wynik. u nas w tym roku szaleństwo. dzieci przyjadą z psami, zawsze psy są zabezpieczone, ale i tak zbierają z nich to świństwo.
      na mazurach kleszcze zawsze były, nie wiem od czego to zależy.
      w warszawie też zawsze pełno było.
      pozdrawiam, asiu.

      Usuń
  6. moje wiedzą, o co chodzi, w momencie, gdy podchodzę do szuflady z preparatem. Zbójcy już nie ma, ale on właśnie mnie nienawidził za to z całego serca. Biorę kota pod pachę, i psikam mu tym preparatem między łopatki na kark, kot nie da rady uciec.Przemoc, niektóre rzeczy załatwiam przemocą:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bystre te kociambry, nie ma co. ja sobie nie wyobrażam wziąć kota pod pachę, krew by się lała strumieniem.tu są i takie koty, które owszem, przyjdą zjeść, ale dotknąć się nie dadzą. takie szczególnie trzeba i częściej i z zaskoczenia.
      przemoc to one wobec mnie mogą stosować, diabelce.

      Usuń
  7. U mnie na suwalszczyznie kleszcze to chleb powszedni.Potrafią atakowac już w lutym.Najbezpieczniej jest w czerwcu,kiedy zajmują się rozmnażaniem. Co roku zbierają wśród psów spore żniwo. Nosicielami tego paskudnego wirusa są tylko kleszczyce,nie wszystkie.
    Sunię mojej córki cudem uratowano po takim ukąszeniu ,miała dwukrotnie nawroty choroby odkleszczowej. Choroba jest tym grozniejsza,ze kiedy pojawią się objawy,może już być za pózno na ratunek.Sieje spustoszenie w wątrobie zwierzaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no tak, u was kleszczy pełno. widzę, że posiadasz wiedzę na temat kleszczy. ja się boję chorób od kleszczowych, nie wiem który kleszcz jest nieszkodliwy i zawsze panikuję. zwłaszcza, że moja koleżanka miała komplikacje po ukąszeniu kleszcza, nawet o tym nie wiedziała.
      a ja z siebie zebrałam w tym roku juz dwa. kiedyś mnie ukąsił i miałam bliskie spotkania ze szpitalem zakaźnym.
      pozdrawiam

      Usuń
  8. a może obróżki przeciw kleszczom ? skuteczniejsze pewnie i z założeniem nie powinno być problemu. takie spryskanie jednorazowe , w biegu , pewnie kleszczom nic nie zaszkodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żeby kot mi się gdzieś na drzewie powiesił? ciągle się o tym słyszy. spryskanie nie jest jednorazowe, tylko co 3 tygodnie.
      poza tym tyle obróżek? moja sąsiadka zabiła by mnie śmiechem, to jej koty, a przedtem to ja z torbami bym poszła.

      Usuń
    2. jeżeli założysz obróżki dostatecznie szczelnie, bez zbędnego luzu , to nie ma takiego niebezpieczeństwa. a zresztą , jeżeli koty nie są Twoje , chodzą luzem to pewnie miały kontakt z kleszczami nieraz i mają odporność. to są preparaty kontaktowe, może też wchłaniające się.jeżeli kontaktowe , to trzeba całe zwierze spryskać, jeżeli wchłaniające się , to trzeba na skórę, nie na sierść , nanieść preparat i na koniec jeżeli zrobisz to żle, to najlepszy preparat nie działa. i wtedy rzeczywiście szkoda pieniędzy.

      Usuń
    3. ja pryskam na skórę. pewnie koty są uodpornione ( z pokolenia na pokolenie), ale ja nie chcę mieć żadnego na sumieniu. kupiłam preparat u weterynarza i tak kazał mi robić.
      skoro u mnie przesiadują to ja o nie dbam
      a ty przecież kotów nie masz, to skąd wiesz?

      Usuń
  9. No koty chodzą własnymi drogami taka ich natura (psikać )wytrwałosci pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdecydowanie własnymi. a mnie pozostaje pilnować, żeby wszystko było w porzadku.
      pozdrawiam

      Usuń
  10. Ale on mówi Kocham Cię Ewa tak patrzy właśnie i to mówią jego oczka. One wiedzą choć nie rozumieją po co toto ale czują że dla nich jesteś z myślą o nich to robisz, czują. Nie pozwolę naszemu wleźć na drzewo teraz po tym co napisałaś. Ma obróżkę, bo inaczej pchły by nas zeżarły. Na parterze mieszkamy i jakoś tak w piwnicy u nas od zawsze pchły były. Nie szkodzi im dezynfekcja, dobrze się tam mają od lat.
    A śliczny wypłoszek śliczny bardzo i wszystkie inne też. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już ja wiem co mówią oczka tego gargamela! to najciekawszy i najbardziej rozrabiający kot na podwórku. do tego umie sam z sobą bawić się godzinami!

      Usuń
  11. Ewuś a powiedz swoim dzieciakom by zakupili dla psów obroże Forest. Nam poleciła wet powiedziała że to najlepsza obroża, nie śmierdzi, można się przytulać do zwierzaczków i zabezpiecza na 8 miesięcy. Ale jest bardzo droga. Dla naszego kiciulka 80 zł. tyle że długo zabezpiecza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mają obroże i są skrapiane. nigdy nie było problemów. i mam nadzieję, że tak zostanie.
      serdeczności:)

      Usuń
  12. Mopa ledwo uratowałam, bo załapał babesziozę od mazurskiego kleszcza, teraz to albo krople mu na kark zapuszczam raz w miesiącu, albo kupuje dobrą obrożę. I tak to nie jest skuteczne na 100%. Co roku ma wpitych kilka kleszczy,ale jak jest zabezpieczony to one usychają po wpiciu i nie wpuszczają tego świństwa, co powoduje chorobę. My też miewamy kleszcze, ale oglądamy się codziennie i na bieżąco z nich "iskamy". Są obrzydliwe, ale co z nimi zrobić? Mnemo z przyczajki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my też oglądamy się codziennie. ja miałam dwa razy, koty pewnie przyniosły i na mnie przelazło to świństwo.
      tylko raz, jeszcze w warszawie spanikowałam po spacerze leśnym i wylądowłam w szpitalu na działdowskiej. całe szczęście, że alarm był przedwczesny i niepotrzebny.

      Usuń
  13. U nas też plaga kleszczy. Psy są zabezpieczone, Anioł dostał super obroże, a Miejski Pies kropelki. Niestety Wiedźma ma na wszystko uczulenie i nie można zabezpieczać jej przed kleszczami. Pozostaje tylko trzymać kciuki, aby jej nie zaszkodziły, bo czasem jakiegoś przyniesie kleszczocha, ale i tak dużo mniej niż psy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szkoda, musicie bardzo na wiedźmę uważać i sprawdzać. psy moich sąsiadów w ogóle kleszczy nie przynosza i nie są niczym pryskane....

      Usuń
    2. właśnie, jak to jest? u miejscowych psiaków widywałam kleszcze tak opite, że wyglądały, jak rodzynki, ale jakoś żaden chory na babesziozę nie był, a nasze miastowe psy ( są trzy, które znam) miały już wszystkie...........lekarz mi powiedział, że kleszcz nie może być dłużej niż 24 godziny wpity, dlatego codzienny przegląd jest taki ważny. No i trza jechać do lekarza, jak się wokół ugryzienia robi rumień, to też może być oznaka,że kleszcze zasadził nam coś grubszego........

      Usuń
    3. nie mam pojęcia, mnemo. może te wiejskie psy i koty tak się zmutowały, że kleszcze im nie groźnie? może jakieś przeciwciała wytwarzają? albo mają jakiś gen kleszczobójczy? może tylko te miejskie zwierzaki takie delikatne są?
      ja u siebie zauważyłam kleszcza ( jeszcze w warszawie) po dwóch dniach, jak się czerwone kółeczko zrobiło wokół, tak myślałam, pieprzyka.
      ale pani doktor kleszcza wyjęła i powiedziała, że rumień wygląda inaczej. to było 3 lata temu.

      Usuń
    4. to i ja tak raz miałam, w łydce kleszcza przez dwa dni, wtedy jeszcze nie wiedziałam, co to jest. Nie poznawałam wpitego kleszcza aż się nie opił. Wyjęłam go sobie sama, do lekarza nie pojechałam, a czerwone kółko zginęło samo.Teraz już wiem, że kleszcze są czasem maleńkie, jak ziarenko maku i trzeba się pilnie oglądać. A weź to odszukaj w sierści.......... Moja sąsiadka miała rumień i faktycznie to nie jest czerwone kółko wokół ugryzienia, rumień pojawia się dawno po ugryzieniu, kiedy kleszcza tam już nie ma......bolerioza to przykra choroba i nie leczona bardzo niebezpieczna, trzeba obserwować symptomy, złe samopoczucie, puchnięcie stawów, drętwienie kończyn, brak koncentracji........

      Usuń
    5. różnie to bywa. moja koleżanka dostała potwornych bóli nóg, wylądowała w szpitalu.
      okazało się, że to powikłania po boreliozie.
      nawet nie wiedziała, że ją kleszcz użarł....
      już od kilku lat nie jest całkowicie sprawna, przyczepił się szpiczak, chemia co miesiąc. cholera by wzięła!

      Usuń
  14. Współczuję Ci, bo pamiętam, jak moja córka próbowała psiknąć na koty. Zanim w któregoś trafiła, to zużyła połowę wtedy bardzo drogiego preparatu (może teraz jest tańszy). Najgorsze, że koty nigdy nie zrozumieją, że to dla ich dobra. Może uda Ci się założyć obróżki antykleszczowe, ale chyba masz małą szansę.
    Kiedyś czytałam, że koty i psy są odporne na boreliozę, bo to jest groźne tylko dla ludzi, ale mimo wszystko takie przyssane kleszcze bardzo męczą zwierzęta. Musisz je codziennie oglądać i próbować oderwać te paskudztwa.
    Miłego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
  15. aniu, nie są odporne na boreliozę. tak samo jak na babesziozę, sama nie wiem która gorsza.
    obróżek nie kupię, bo jak pisałam wyżej, nie chcę, żeby mi się kot powiesił na gałęzi.to taka sama śmierć jak zakleszczonego kota w uchylnie otwartym, oknie.
    pozostanę przy preparacie, choc tani nie jest.
    serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś córka kilku kotom założyła zielone obróżki i jakoś żadnemu nic się nie stało, choć często właziły na drzewa, szczególnie gdy bawiły się w chowanego z psem sąsiadów. Pies szalał pod drzewem, a one tylko się śmiały.
      Najgorsze, że jeśli matka jest zapchlona i ma kleszcze, to przechodzą one na malutkie, nowo narodzone kocięta. Z kolei chyba kociątek nie powinno się pryskać, bo matka je wylizuje i może się zatruć. Ot, i tak źle, i tak niedobrze!
      Pozdrawiam wiosennie.

      Usuń
    2. no właśnie, małych pryskać nie wolno. ja kilka razy czytałam o tym jak kot powiesił sie na drzewie jak nikogo w pobliżu nie było. chyba nawet na którymś blogu. ja już i tak dużo inwestuję w te koty, nie kupię im obróżek. zresztą póki co pryskanie wystarcza.
      usciski

      Usuń
  16. Jeżeli masz aerozol to nie psikaj bezpośrednio na zwierzę,tylko do pojemnika np.plastikowego .Odczekaj chwilę i płyn ręką wetrzyj w sierść.Zwierzę boi się tego syku,tak mi doradził w zeszłym roku weterynarz.pozdrawiam Ewa

    OdpowiedzUsuń
  17. dzięki serdeczne, nie pomyślałam o tym:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja też nie pomyślałam,tylko mi podpowiedzieli.Przez siedem lat przy moim pierwszym psie obecnie za Tm używałam obroży lub kropelki,ale przy drugim psie i obecnie jeszcze kocie obroże nie działają/chyba są coraz gorsze/.Używałam również zasypki kupionej w intermarsze,w tym roku też ale chyba mają inny skład bo też nie działa.Pozdrowienia Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ani moje psy, ani psy moich dzieci nie miały bliskiego kontaktu z kleszczem (ugryzienia). mają obroże, są zakraplane i co więcej można? zbierać kleszcze i już.
      pozdrawiam

      Usuń
  19. Cóż i z takimi przeciwnościami przychodzi zmagać sie kotom. Pozdrawiam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kocie zycie też nie jest łatwe....
      serdeczności

      Usuń
  20. Moje koty zawsze boją się psikania ale ja spryskując wodą kwiatki potrafiłam na niesfornego drapiącego lub obgryzającego popsikiwałam kota i teraz jeśli tylko wezmę do reki spryskiwacz, mój Kajtek w nogi. Sama sobie narobiłam kłopotu. Ale jeśli można zadziałać zapobiegawczo to trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda. ja pryskam jak się bija a ostatnio coraz częściej to się zdarza, zwłaszcza kocurom.

      Usuń
  21. A ja mam właśnie teraz kłopot z Kayronem. Miał wielkiego kleszcza na karku a teraz zrobił mu się tam ropień. Olbrzymi, twardy jak piłka do pingponga. Dziś dopiero to zauważyłam, bo on pękł i zalał mu sierść... Oczywiście znów błam u weta, antybiotyki, codzienne czyszczenie rany, i nie wiadomo ile tak będziemy musieli... Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. biedny książe, pewnie go boli bardzo. a ty mało masz na głowie, jeszcze ci problemy z kayronem potrzebne.
      trzymam za was kciuki:)

      Usuń
  22. Pełno kleszczy jest i wszędzie lubią być.Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  23. U nas też już koty przynoszą...

    OdpowiedzUsuń
  24. Zagladam do Ciebie od dawna, ale wciąż widzę kocie oczy i sądziłam, ze to zdjęcie starego posta, wieć nie czytałam, tylko wychodziłam, dopiero dzisiaj zatrzymałam się na dłuzęj... Gapiszon ze mnie. Pozdrawiam, Ewuniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, przyznaję ci rację jesteś gapiszon:)))
      serdecności

      Usuń
  25. Przynajmniej to jedno zmartwienie mi odchodzi bo moje koty mieszkaniowe, tylko balkon mają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, wystarczająco dużo masz przejść ze swoimi kotami....

      Usuń
  26. O swoich zwierzakach mogłabyś książki pisać. Obserwacja ich zachowania z bliska daje ciekawe obrazki. Pamietam u siostry, widzieliśmy jak kot bawi się z myszką. Próbowaliśmy ją ratować, udało się. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  27. ja nawet już nie próbuję. dzięki kotom nie mam myszy w domu, ani nigdzie.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.