o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

wtorek, 24 września 2013

dzisiaj....

ponieważ mamy "trochę wolnego" przed ostatnimi już, tego lata gośćmi, zaplanowaliśmy sobie na dzisiaj wycieczkę do malborka. 
kilka razy przejeżdżałam, zamek podziwiałam z daleka, ale nic nie widziałam z bliska.
słoneczny dzień zapowiadano na dziś, wycieczka powinna być wspaniała.
niestety, nie zaplanowaliśmy wichury urywającej głowy.
słoneczko, owszem, ale wichura sobie...
a ja i wiatr....no niestety nie możemy się pogodzić. od prawie dwóch lat.

kawę udało się wypić na dworze w bezwietrznym kąciku i tyle...
chmurzyska kotłowały się po niebie w różne strony.
a pod wieczór....




nie mam pojęcia dlaczego nagle pokazała się  tęcza. przed deszczem?



a potem lunął deszcz...


 i widok jaki lubię najbardziej...



weszłam jeszcze na piętro zrobić kilka zdjęć, żeby drzewa mi chmur nie zasłaniały.
zeszłam i dosłownie po kilku minutach zrobiła się noc....
masakra!

poniedziałek, 16 września 2013

na koniec lata....

tak sobie czasami myślę, że mój blog jest jakiś mało wartościowy. koty, kwiaty i inne ble, blotki.

ale tak sobie postanowiłam, że ma być bez polityki, bez spraw poważnych i kontrowersyjnych.
pięć lat o tym pisałam i wystarczy.

czasem palce mnie świerzbią, ale zaciskam je i... wolę nic nie pisać.

ma być sielsko i wiejsko.
ambitnie już było.

*************

chciałabym dziś pokazać wam moje dalie.
kupiłam wiosną kilka kłączy i ciekawa byłam co z nich wyrośnie.
nawet w pewnym momencie miałam wątpliwości, czy wyrośnie cokolwiek.
albo czy w ogóle zakwitnie.
dziś wiem jakie popełniłam błędy, których kwiatów nie powinnam łączyć ze sobą, może trzeba było je podcinać?
bo niektóre tak się rozrosły, ze nie daliśmy rady nad nimi zapanować.
w końcu jesteśmy ogrodnikami na wyczucie, bez doświadczenia.

oto dalie!
to moja ulubiona - dalia dekoracyjna
kiedy pokazał się pierwszy kwiat, wyglądał jak słoneczko z falującymi promieniami.
taki dziecięcy rysunek.




to wysoka dalia, piękna, majestatyczna o ogromnych kwiatach
 

ta z kolei jest różowo - pomarańczowo - żółta.
piękna....
a
ta niżej i jest niezbyt wysoka, za to ma ogromne kwiaty.




 łososiowa...piękna, kaktusowa róża....



czerwona, z lewej wyglądała jak elegancka, majestatyczna dama.
niestety, zaczęła kłaść się na tę różowo - białą i powstał galimatias.
daliśmy jej podpory, ale i tak urosła w bok.
obie dalie są wysokie i piękne.
miały rosnąć z daleka od siebie, ale pomyliły się nam kłącza....




z tą damulką co jest niżej mamy kłopoty całe lato. 
mimo, że łodygi ma grubości kciuka dorosłego mężczyzny, to łamie się pod ciężarem przeogromnych kwiatów.



ostatnie wiatry i deszcze bardzo ją zniszczyły. leży dosłownie na ziemi.
nie można jej podeprzeć, bo jest bardzo krucha.
myślę, że powinna rosnąć jako soliter w odpowiednim zabezpieczeniu.
tylko w jakim?
to ogromny krzak!


i na koniec pomponiki. 
nie przepadam za pomponowymi daliami, wydają mi się nieco sztuczne, ale ta, jest, że tak powiem ...przypadkowa.
w ubiegłym roku kupiłam różową, kaktusową dalię, podobno jednoroczną.
nie wykopałam jej na zimę.

a w tym roku wyrósł czerwony pomponik!.
zamierzam ją znowu zostawić w gruncie, zobaczymy co wyrośnie w przyszłym roku.

przepraszam bardzo, ale część komentarzy nie znalazła się na blogu tylko w spamie.
przy próbie przeniesienia ich na blog zniknęły jak sen jaki złoty.... 
w odmętach netu...
nie wiem co się na tym bloggerze dzieje. 

wtorek, 3 września 2013

jeszcze trochę....

jakoś  nie mogę a raczej nie umiem pogodzić życia realnego z blogowym.
no dobra, w dodatku nie bardzo mi się chce.
tyle się działo, dużo mam do napisania, bo goście zwierzęcy czekają w kolejce.
i podwórkowe koty również.

ja wprawdzie mam urlop cały rok ale czasem muszę odpocząć.
poza domem.
i właśnie zaczynam.
chwilę to potrwa pewnie.

  tymczasem wrzucę kilka zdjęć jednego z moich najbardziej ulubionych, letnich kwiatów.
 zawsze znałam te kwiaty pod nazwą "warszawianki", teraz wiem, że nazywają się kosmosy.

i zdjęcia małych kociambrów, oczywiście!













piecuszka i wypłosz.

ps. czy może ktoś z was wie, dlaczego większość komentarzy  wysyłanych na mojego gmaila ląduje od razu w koszu?
część w odebranych a część w koszu.
zupełnie nie kumam dlaczego.