o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

środa, 31 lipca 2013

znowu koty.....

mam tak mało czasu, że brak mi go na napisanie posta.
 zamiast tego wstawiam rozmowę najmłodszego kociaka o wdzięcznym imieniu wypłosz z naszym staruszkiem - filipem.
czekam na przypływ czasu!
pozdrawiam wszystkich!


piątek, 19 lipca 2013

samo życie....

poniosło nas do grudziądza, bo tam jest carrefour, a nam skończyła się suszona cebulka.
pychota niesamowita i do nabycia tylko w tym sklepie.
po drodze telefon - pracuś włącza gadane.
- dzień dobry panu, tu iksiśka z kancelarii jakiejśtam,  chciałabym pana zaprosić na spotkanie z naszymi przedstawicielami.
- a co za kancelarię pani reprezentuje?
- już panu mówię: zajmujemy się windykacją i nie talko. jak na przykład ma pan za blisko domu coś co powinno być dalej, to my staramy się o odszkodowanie dla pana. jak do pana przyjdzie komornik, to my będziemy mu udowadniać, że nie ma racji.
zajmujemy się też innymi sprawami.
- a można wiedzieć, gdzie znajduje się pani kancelaria?
- w warszawie przy ulicy nazwyniepamiętam.
- o, miła pani, ja mieszkam prawie 300 kilometrów od warszawy! nie da rady!
- nie szkodzi, nasi konsultanci są mobilni....przyjadą.

samo życie....

po zapakowaniu zakupów ruszamy w drogę powrotna do domu.
w tym momencie obok samochodu hamuje dwóch rowerzystów w wieku 10 - 11 lat.

- przepraszam, czy miałby pan dla nas jakąś pracę za 50 groszy?
- no za 50 groszy to nie bardzo.....
- a na co zbieracie kasę? - wtrąciłam się
- na loda....
- a dużo już macie?
- mamy 50 groszy, potrzeba nam jeszcze 1, 50.
- to czemu nie szukacie pracy od razu za 2 złote?
- bo za 50 groszy to damy radę a za 2 złote to może być za ciężka dla nas.

bardzo mi się ich pomysł spodobał i chłopaki zainkasowali  całe 2 złote.
mnie nie ubyło, a ich szukanie pracy, choćby było tylko wybiegiem bardzo mi się podobało!

czyż nie samo życie?

                                                             **************************

wakacje, urlopy a u nas ruch!
cały rok czekaliśmy na bliskie nam osoby, które zgodnie z grafikiem trochę u nas pobędą.
rozpoczyna jasiek - mój prawie 13 letni wnuk!
jak ja lubię te wizyty!
nie mogę się doczekać!

a na koniec, żeby tradycji stało się zadość :koty.

duży kot i mały kot, czyli piecuszka uczy młodszego kociaka samoobrony.

sobota, 13 lipca 2013

miało być o ogrodzie....

ale ponieważ od dwóch dni leje i wieje, moje kwiaty wyglądają jak wysmagane rózgami. poczekam aż dojdą do siebie i wtedy je pokażę ( jeśli ich szlag nie trafi)!

w związku z tym będzie o kotach, a właściwie o jednym, całkiem nowym maluchu.

piecuszka
 
tak ma na imię nowy, podwórkowy kociak.
dlaczego piecuszka?
zginęła na dwa dni i myśleliśmy już o najgorszym.
pracuś zszedł po coś do piwnicy i znalazł ją pod piecem.
brudną jak nieszczęście!
matka szukała jej, no ale nawet ona nie wpadła na to, że dzieciak siedzi w piwnicy.
moje koty otrzymują imiona zależne od ich charakteru, zachowania  czy przygód.
to było tytułem wstępu.
..............................

był upalny, pierwszy dzień lata, kiedy kocia mama o imieniu elektryczka, przyprowadziła na nasze podwórko swoją półtora miesięczna córeczkę.
i zostały.
małe z początku wiało od nas gdzie pieprz rośnie, bo nie wiadomo co taki duży potwór może zrobić maleństwu. 
matka łasiła się do nas, małe patrzyło i powoli pozwoliło sie dotknąć, pogłaskać....


nie wiem ...bać się czy nie?
lepiej się bać!


ojej, jaki ten świat ciekawy jest!
zupełnie inaczej niż u mnie w stodole!


o, i miska z wodą jest, można się napić.


 i jakieś inne, bardzo dobre jedzenie.


ojej, nawet ciotka tofinka przyszła. czemu ona zawsze jest taka wściekła? 


 małe co nie co od mamusi....


pobawię się trochę

zmęczyłam się, pośpię z mamą.


mama sobie poszła to ja też pójdę.

 ciekawe co to jest, ale fajne ćwiczenia można robić!


ale tu są fajne zestawy do ćwiczeń. u mnie nie było takich.


 z miaukotkiem się pobawię w chowanego....


 pośpię z berecikiem....


 słyszałam jak ludzie mówili, że to grill.
nie wiem co to grill, ale tu cieplutko jest.


mama mnie zabrała stamtąd,  pogroziła łapką, powiedziała, że to niebezpieczne, że kotom nie wolno.
dlaczego?  koty są gorsze?
i umyć mi się kazała, bo brudna byłam.


pobawiłyśmy się trochę.


mama gdzieś znowu poszła, mówiła, że na polowanie. no to ja sobie pośpię.


albo lepiej niech mnie berecik popilnuje.
on taki mądry i duży jest.

mam wróciła! idziemy spać!
dobranoc!



ciąg dalszy nastąpi....kolejny kociak czeka!

wtorek, 9 lipca 2013

w pewien upalny dzień.....

oj, dzieje się u mnie, dzieje, i w ogrodzie, i na podwórku. a czasu  brak. jakoś się kurczy.
gości miewam często, co to przejazdem, albo "na chwilę" lub odpocząć...
nie narzekam, bo nie są uciążliwi i lubię ich.  tak będzie przez całe wakacje.
grafik odwiedzin układam, bo przecież państwo z warszawy przyjadą.
miastowi wygodnie muszą mieć.

a tymczasem w pewien upalny dzień na wsi...








nauczyłam się robić dymki!!!!
idzie mi trochę opornie, ale potrenuję.
jak czas znajdę!

słońce zachodziło dziś na zupełnie bezchmurnym niebie....




dawno nie widziałam takiego dziwnego zachodu.