o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

poniedziałek, 27 maja 2013

koci problem...

od jakiegoś czasu moje podwórko odwiedza ogromne kocisko.
na początku tylko wpadał, chapnął trochę jedzenia i uciekał.
teraz nic sobie nie robi z naszej obecności, obchodzi cały teren dookoła i znaczy go. 
każdy krzaczek, wszystko co spotka na drodze.
wcześniej zaznaczał tylko podwórko, teraz zatacza coraz większe kółka.

moje podwórkowe koty bardzo się go boją. żaden nie wejdzie jak "bliźniak" jest w zasięgu wzroku.
(imię bliźniak dostał dlatego, że jest prawie identyczny jak nasz berecik tylko ze dwa razy większy).
kociczki też wieją, ale nie tak gwałtownie. one raczej znikają po cichu.

no i mam problem.

kot panoszy się jak u siebie, zjada kocie racje i w nosie ma nasze psik czy jakieś inne wyganianie.
chowa się pod tujami i czeka aż znikniemy mu z oczu. 
wtedy wraca i spokojnie znaczy teren albo napycha brzuch. a zjeść na raz może więcej niż moje małe trzy koty.
nie mam pojęcia skąd przychodzi.

a dziś to już zupełnie bezczelnie wmaszerował na podwórko, nie zauważył pracusia i zaczął awanturę.
jednego kota podrapał, drugiego pogonił z wrzaskiem.
młode koty  zwiały.
koteczki się przyglądały...
wtedy zobaczył, że nie jest sam na podwórku i bardzo niechętnie (wyganiany zresztą)
wyszedł za bramę.
sama nie wiem co mam robić. nie wiem czy jest jakiś sposób na skuteczne wygonienie kota?
czy będę go musiała przyjąć do kociej rodziny?
ale jak, skoro koty się go boją?
może ktoś mi coś doradzi?

i szczerze mówiąc nie jest mi potrzebny kot - awanturnik.
tylko czy ja mam coś do powiedzenia w kocich sprawach?


dopisek: kastracja odpada, bo właściciel by mnie zabił chyba. z tego co słyszałam od sąsiadów to ma na drugie imię "agresja". ten właściciel. jest zasada: nie wolno nic robić z cudzymi zwierzętami!

niedziela, 26 maja 2013

niedziela...

choćby dla takich widoków warto mieszkać wśród pól i lasów....

zdjęcie może nie najlepszej jakości ale zostało zrobione "na szybko" przez zamknięte kuchenne okno.

sobota, 18 maja 2013

dieta cud.....chyba.

od mojej pani doktor  dostałam lekki  opeer, bo chodzę tylko po recepty a ona powoli zapomina jak ja wyglądam. z kolei nie jestem takie cudo piękności coby się co tydzień pokazywać na salonach ośrodka zdrowia  i zachwycać sobą.
 co to to nie.

no, ale skoro mój żołądek pochłania codziennie 14 tabletek w tym leki osłonowe, to  ma prawo kaprysić czasem, dlatego dostałam skierowanie na gastroskopię. 
nie powiem, żeby mnie to napawało radością, ale zapisałam się i grzecznie stawiłam o określonej godzinie. pan doktor był bardzo  delikatny i oprócz zamrożenia mi paszczy nie spotkało mnie nic złego.
na gastroskopię jak wiadomo należy się stawić na czczo. stawiłam się o 10.30. opóźnienie było tylko 30 minutowe, sprawnie się wszystko odbyło i po 5 minutach byłam wolna jak dzika świnia na zakręcie. 
nie wolno tylko było jeść i pić przez 30 minut.

wiecie ile wytrzymałam bez jedzenia nie czując w ogóle głodu? do 17.00!
potem zjadłam twarożek!

ja mogę codziennie robić gastroskopię, jeśli to pomoże mi schudnąć.
wybieram się do pani doktor po następne skierowania, może nie spojrzy na mnie jak na idiotkę?
pozwoli mi wreszczie schudnąć, skoro ruch mam zabroniony?

dieta skutku nie przynosi, stoję w miejscu od listopada.
może gastroskopia mi pomoże? czy może potraktują mnie jak niespełna rozumu?

chyba to drugie. i znowu będzie :"tak dobrze żarło a zdechło..."
a mnie tyłek będzie róśł....
ja to mam los....

środa, 15 maja 2013

święto niezapominajki....

niezapominajki
to są kwiatki z bajki!
rosną nad potoczkiem,
patrzą rybim oczkiem.
gdy się płynie łódką,
śmieją się cichutko
i szepcą mi skromnie:
„nie zapomnij o mnie”. ....

maria konopnicka


białe.....


różowe....


niebieskie....