o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

czwartek, 28 marca 2013

wiosenne święta


kochani !
zbliżają się święta...
  tym, co je obchodzą i tym co ich nie obchodzą, czyli wszystkim, życzę  
wiosny, wiosny, wiosny! 
pękających
pąków, krokusów i stokrotek.
 żadnego śniegu aż do przyszłego roku!
ziemi,
która zaczyna pachnieć...

słońca,
 które nie tylko świeci, ale wreszcie także grzeje. 

wiosny w przyrodzie i w życiu rodzinnym, w pracy i gdzie
tam jeszcze komu zimno.
no i miłości, oczywiście! dużo miłości! serce 

 wszystkiego najlepszego!

i uważajcie na drogach!




                                 u mnie, mimo śniegu, powiało  dziś wiosną....

                                             

środa, 27 marca 2013

wyróznienie

 kilka dni temu dostałam od czerwonej filiżanki wyróżnienie


 

 zabawa polega tym, aby odpowiedzieć na zadane pytania, wytypować kolejnych 11 blogów i wymyślić nowe pytania.
 ponieważ kiedyś już typowałam blogi do tej zabawy, tym razem nie wytypuję nikogo. odpowiem jedynie na pytania filiżaneczki.

1) twój ulubiony kosmetyk    -       krem do twarzy i tusz do rzęs

2) kawa czy herbata?            -        zależy od okoliczności, ale nie przepadam ani za kawą, ani za herbatą
3) ulubione danie                   -       nie mam:( w ogóle jem, żeby żyć.
4) ulubiony materiał               -        jeśli materiał na męża, to mój mąż.
5) czym jest dla ciebie blogowanie? - przyjemnością, jestem ciekawa ludzi
6) czego powinno być więcej na moim blogu by był ciekawszy? a czego unikać?    -    hmm, to trudne    pytanie, ale postaram się odpowiedzieć. podoba mi się to, że piszesz o sprawach, które cię nurtują. powinnaś jednak częściej podejmować dialog z komentującymi. to jest ważne. uwierz mi.
druga sprawa to obrazki. powinnaś się postarać, żeby były mniej więcej tej samej wielkości, nie rozjeżdżały się i nie wchodziły ci na gadżety. a poza tym piszesz interesująco i dobrze się ciebie czyta.
7) za co lubisz mój blog?      -  za twoją szczerość, inteligentne teksty i różnorodność. a ty mój za co???
8) ulubiony zapach?              -  jadore
9) ulubiona firma                   - nie mam takiej
10) pierwsza rzecz jak wstaję rano  -  rozdeptuję kota
11) amstaffy to....                  - piękne i bardzo mądre psy. ale żeby zostać dobrym właścicielem amstaffa, trzeba umieć go ułożyć i być konsekwentnym. amstaffy uwielbiają pieszczoty i czasem zachowują się  jak małe psiątka, nie zawsze zdając sobie sprawę ze swojej masy i siły.

i tyle. nie typuję nikogo. w linkach mam same ulubione blogi, więc niech wszyscy czują się wyróżnieni:)
i biorą sobie znaczek:)

poniedziałek, 25 marca 2013

kilka dni temu nad ranem....

zainspirowała mnie pantera swoim tekstem o snach...

kilka dni temu nad ranem, śniło mi się, że umarłam.
leżałam gdzieś na łóżku, chyba to szpital był i wiedziałam, że umieram.
i, co bardzo jest dziwne, zadowolona byłam z tego niezmiernie.
mało, zadowolona. ja się cieszyłam  jak głupia!
ktoś mnie zapytał co wolę: umierać we śnie czy na jawie...
ponieważ wiedziałam , że umieram na serce, byłam pewna, ze to nie potrwa długo i z uśmiechem na ustach odpowiedziałam, że chcę poczuć jak się umiera.
i poczułam...
najpierw lekki ból pod mostkiem, typowy dla zawału
potem ściskanie w szyi....
i
było po wszystkim!
roześmiana znalazłam się po drugiej stronie tęczy!
myślałam, że tam będzie zielono, kolorowo a było biało jak na sali szpitalnej.
ale za to mogłam być w kilku miejscach jednocześnie!
i mieć wszystkich moich bliskich na oku .
mogłam przewidzieć co się im zdarzy za kilka godzin? dni?
tego nie wiem.
ale mogłam temu zapobiec kierując ich na inne tory postępowania.
 
nie wyglądałam jak człowiek, podobna byłam raczej do klonowego noska.

i tyle.
obudziłam się nadal uśmiechnięta i radosna.
sen nie obudził we mnie przykrych emocji.
wprost przeciwnie! sama radość!

kilka dni temu nad ranem, pracusiowi śniło się, że zamawiał u kamieniarza, grobowiec.
nie mógł go jednak odebrać, bo jak na złość nie miał go czym przewieźć.
żadnej podwózki, nic kompletnie.

************

te sny mieliśmy jednocześnie, prawie o tej samej porze, w tym samym dniu: 
kilka dni temu nad ranem...

i tylko jeszcze jedna informacja:

tego dnia były moje urodziny!

ciekawe, co?

czasem myślę o tych snach i próbuję je zrozumieć.... 

czy ktoś z was potrafi tłumaczyć sny?


  

niedziela, 24 marca 2013

dziecięce opiekunki...







zdjęcia znalezione w necie

oboje z hanysem bardzo dziękujemy za 38 oddanych głosów. niewiele to w porównaniu z ponad 200 głosami, ale....

miałam nawet  napisać o swoich przemyśleniach dotyczących głosowania, i zdjęć, które wygrywają w kolejnych konkursach (oczywiście moich pupili do tego nie mieszam, one się nie liczą) ale zrezygnowałam.
nie, żebym była taka akuratna i nie chciała nikogo urazić, ale dlatego, że szkoda moich wniosków - to i tak niczego nie zmieni.
ale co sobie myślę i wiem - to moje.

natomiast krysi, czyli jasnej 8 gratuluję tego, ze tyle czasu, pracy i energii wkłada w te konkursy.
widać, że jej to sprawia niemałą frajdę i daje satysfakcję z włożonej pracy, że to jej pasja!
a to w ludziach bardzo cenię.
brawo, Krysiu!

wszystkim życzę c i e p ł e j  niedzieli!

poniedziałek, 18 marca 2013

no to....startujemy!

mam na imię 
hanys 
i
w konkursie pt. "pies na spacerze" 
zorganizowanym przez
startuję z numerem

jeśli mój spacer podoba się wam,
głosujcie na mnie!
******************
a teraz o mojej takiej jednej przygodzie opowiem.
a w ogóle, to udało  mi się wcisnąć bez kolejki. ciocia mnie po cichu wpuściła w tajemnicy przed kotami..
tyle tu tych kotów, że pies to nie ma żadnych szans na powiedzenie kilki słów o sobie!
wszyscy myślą, że jak jestem najmłodszy, to muszę w kolejce czekać!
ojejku, zapomniałem powiedzieć skąd tu się wziąłem.
no bo ja jestem psem mojej pani i pana. no! a moja pani to jest córką swojego taty.
ojejku, chyba trochę pokręciłem...niech pomyślę....tata mojej pani jest bratem mojej cioci. hmmm, dobrze teraz?
to znaczy, że moja pani jest bratanicą siostry swojego taty .
nie umiem inaczej napisać!!!! to takie dla mnie skomplikowane...

 
już wiecie, że ja mam na imię hanys. ładnie prawda? mnie się podoba.
aha i jestem najmłodszy z całej bandy,  ale za to jestem duży!
i chciałem powiedzieć, że nie znam levisa, carmana, ozziego i gienka.
szkoda,bo z tego co słyszę od urwisa, to fajne chłopaki i z nimi to dopiero by była zabawa!

muszę was o coś zapytać. co to jest "adhd"? bo wszyscy mówią, że ja to mam.
a ja nie wiem co to jest i nie wiem co mam.
podsłuchałem jak ludzie mówili, że to dlatego, że nie mogę usiedzieć w jednym miejscu.
a dlaczego miałbym siedzieć, jako wokół tyle ciekawych rzeczy się dzieje?
najlepszym moim kumplem jest urwis, pies taty mojej pani.
 


fajny jest, no nie?
ganiamy się tak bardzo, że wszystko ze stołu leci na podłogę.
nawet zdjęcia nikt nie zdąży nam zrobić!


potem urwis biegnie na balkon i pada bez sił. mogę tylko popatrzeć.
może on za gruby jest, albo co?
stanowczo za szybko się meczy!

 
ale kilka buziaków i znowu jest gotowy do gonitwy!

razem z moją panią i panem mieszkamy w pięknym lesie. nie mam tam żadnych ograniczeń. robię co chcę. świat jest taki ciekawy...
idę do ogrodu.


żaby, ślimaki. dżdżownice. fajnie na nie popatrzeć. są takie dziwne...
aaa są jeszcze kwiatki.


 
ciekawe co też tam może się przed moim psim nosem ukrywać?
a może zobaczę z góry?
eee, to tylko jakiś pajęczyna siedziała na czubku krzaka.....
chyba pójdę się wykapać, bo gorąco dziś jest.


pani powiedziała, że wyglądam jak zmokła kura.
co to jest kura?


teraz sobie popatrzę przez okno. może coś ciekawego się wydarzy na podwórku?
nic się nie dzieje. pani i pan piją sobie kawę...


kurczę, głodny jestem....w tej torbie nie ma nic do jedzenia....

  chyba pośpię troszeczkę....od rana zdrowo się nałaziłem...


jeszcze tylko polecę sprawdzić kompostownik, bo tam pani wyrzuca bardzo dużo potrzebnych rzeczy. i smakołyków. no, to lecę!
************
i nic nie pamiętam...
wiem tylko, że pani się bardzo zdenerwowała i  mówiła, że trzeba mnie szybko do weterynarza zawieźć, bo jestem ciężko chory. pan też był zdenerwowany, bardzo!
uszy mi oklapły,  nogi  się trzęsły, przewracałem się. w głowie mi się kręciło. nawet siusiu nie mogłem zrobić, bo nie dałem rady nogi podnieść...
a jak podniosłem, to się przewracałem...
o matko kochana, jak ja się źle czułem.....
wreszcie udało mi się usnąć i spałem bardzo niespokojnie całe  popołudnie ...
a wieczorem potwornie bolała mnie głowa....
pani powiedziała, ze najadłem się na kompostowniku winogron. takich co pani z nalewki wyrzuciła. znaczy z takiego alkoholu. i, że ja się upiłem na amen.
dobrze, że szybciutko wytrzeźwiałem, no  nie?

i powiem wam: kompostownik omijam szerokim łukiem.
nawet gdyby pani tam kotlety wyrzuciła, to nie pójdę 
 a wieczorem następnego dnia zawiozłem moich państwa na spacer nad wisłę.
niech maja trochę przyjemności, bo chyba za dużo pracują.


to ja, hanys:)

piątek, 15 marca 2013

rzutem na taśmę....


chyba załapałam się do konkursu u jasnej.
w ostatniej chwili...
no bo przecież zapomniałam, zima mi się na pamięć rzuciła...
tak więc dopełniam niezbędnych formalności .
zabawa odbywa się 

konkurs nosi tytuł "pies na spacerze".
oto mój kandydat .
jedyny pies z adhd jakiego znam.
to piesek mojej bratanicy i jej męża.
kawal łobuza (pies nie mąż).
ale jest wspaniały i zawsze skory do  zabaw.

ta dam!!!

oto on!!!

HANYS

ponieważ zgłosił się ostatni dostał numer

23

losowanie zaczyna się
18 marca w poniedziałek

jeśli hanys sie komuś podoba, to od poniedziałku, kiedy zostanie uruchomiona sonda,  bardzo prosimy o głosy.


o numerach jakie wyczyniał opowiem wam innym razem.
a jest o czym!

czwartek, 14 marca 2013

kret...


nie dość, że zapadłam na chorobę zimową razem z jej paskudnymi objawami, takimi jak:
- senność cały dzień a bezsenność w nocy
- lenistwo, ale tak straszne, że aż nerwowo nie wytrzymuję
- właśnie ta nerwowość, złoszczenie się na byle co
- same głupie myśli w głowie i byle jaka kanalizacja w oczach
- niechęć do czytania
- niechęć do telewizji
- niechęć do bloga
ani do pisania, ani do odpowiadania na waszych.
dno i metr mułu!
- wydaje mi się, ze życie nie ma sensu....

jakem wiekowa osoba to nigdy tak fatalnie zima się na mnie nie odbiła

ja wiem, że z nadejściem wiosny to minie, wiem.
teraz staram się nie patrzeć w okno, żeby śniegu nie widzieć...
tylko w pozycji horyzontalnej, bo wtedy widzę niebo....

no i złe mnie podkusiło i spojrzałam w okno.
na ogród.
a tam, spod śniegu, jeden przy drugim, wystają czarne kopczyki.

no i mam w tym roku krety w ogrodzie.
zresztą widzę je również na polach, jakiś dobry rok dla nich chyba.

w zeszłym nie było ani jednego.
a koty zamiast warować i łapać to leżą i wygrzewają się na słońcu.
chyba je karmić przestanę, będą łowne, jak mówi moja sąsiadka.
pasibrzuchy jedne!

nosz kurczę!

czy ktoś z was zna skuteczny sposób na humanitarne wypędzenie kretów?
słyszałam o odstraszaczach ultradźwiękowych, ale ja wiem?
na myszach się sprawdziły, na krety są inne, ale czy je wystraszą?
kret chyba inteligentniejszy od myszy?
może macie jakąś radę?


zdjęcie z netu.

piątek, 8 marca 2013

dzień dla pań....

wiecie co?

nawet jako dziecko uważałam dzień kobiet za bardzo fajne święto. w przedszkolu to się zaczęło.
speszeni chłopcy deklamowali wierszyki poszturchując się nawzajem.
a my jak królewny....
nie był to bowiem wiek w którym się okazuje dziewczynce sympatię. skandal! na oczach kolegów?!
potem było fajniej. w szkole średniej i na studiach chłopcy robili to spontanicznie i nigdy nie było wiadomo co przygotują.
potem w pracy obowiązkowe ciastko, kawa, rajstopy i goździk.
to jeszcze w zamierzchłych czasach było...
wiecie, ze to lubiłam? bardzo! do dziś mi zostały miłe wspomnienia.
w ostatniej mojej pracy mężczyźni stanowili mniejszość. było ich dziesięciu w porywach ,a nas, kobiet ponad pięćdziesiątka!
ci to się musieli nauwijać! co roku było przyjęcie  a panowie stawali sobie za punkt honoru przygotowanie najlepszego w smaku smalcu, najlepiej ukiszonego ogórka i najlepszych sałatek.
po tych wspaniałościach nikt nie miał ochoty na słodycze.
no i oczywiście ich słynne występy artystyczne, które doprowadzały nas do łez. ze śmiechu oczywiście!
o dniu kobiet to ja mogłabym bez końca, bo co roku był inny, co roku była niespodzianka.
a, że pracowałam w tej firmie 28 lat, to jest co wspominać.
a ja
postanowiłam złożyć życzenia panom co to na co dzień tak cudownie o nas dbają, odsuwając od nas troski i kłopoty.
a, że niedługo święto mężczyzn to....

                                      dziewczyny, choć dziś nasze święto.
                                      wychylmy kielich

                                      za zdrowie mężczyzn,
                                     którzy nas zdobyli
                                      za facetów, którzy z nami byli,
                                      kolesi co nas stracili,
                                      frajerów co nas rzucili
                                      oraz szczęściarzy co nas dopiero poznają
                                      i za zdrowie tych, którzy nas kochają!

/wiersz nie mój/

oczywiście najpiękniejsze życzenia składam paniom. w końcu niektóre z nas kwiaty dostają tylko tego dnia...
wszystkiego najwspanialszego kobietki młodsze i starsze!


                              

środa, 6 marca 2013

gmail....

coś dziwnego dzieje się z moją pocztą blogową.
kiedyś jasna8 pisała o wiadomościach w języku angielskim. 
wtedy u mnie  był spokój.
a teraz...
 poczta ta jest założona tylko i wyłącznie do bloga.
i powinny być  w niej tylko komentarze, czasem jakaś korespondencja. no i są komentarze, ale.....
np. pani xxx odpowiada na mój komentarz. obok jej nicka stoi cyfra  6.
po otwarciu tego maila okazuje się, że oprócz pani xxx napisało pięć innych osób.
żeby w tym samym czasie, to bym pomyślała, ze coś się skumulowało.
ale gdzież tam! godziny są odległe od siebie!
jakby tego było mało, to od kilku dni większość komentarzy ląduje w koszu, zamiast w odebranych.
albo w spamie lub w wysłanych.
zupełnie nie wiem co robić i gdzie pisać. czy w ogóle ktoś, gdzieś jest w stanie mi pomóc?
o komentarzach w języku angielskim nawet nie wspominam. one zawsze są w odebranych a czasem któryś na blog się przebije. i, żeby chociaż o seksie były, ale gdzie tam!
ręce mi już opadają i szlag mnie trafia, no!
 a miała to być najlepsza poczta na świecie!
i czy w ogóle można zmienić maila do bloga?

  

wtorek, 5 marca 2013

w dniu teściowej...

 no właśnie, dziś jest dzień teściowej.
a teściowa to podobno kwintesencja zła.
na ogół w relacji syn i jego matka. 
złych teściowych, matek pań, po prostu nie ma. ich mamy są w porządku.
kiedyś pochodziłam sobie po blogach onetowskich i stwierdziłem, że
 młode i nie młode małżonki dzielą się na dwie grupy poglądowe:

1. teściowa to wredna baba z samego założenia. bo mąż do niej chodzi. bo mąż jej pomaga. a powinien siedzieć ze swoją obecną rodziną, nie dzwonić do matki z pytaniem "co u ciebie?" nie powinien  z matką rozmawiać, bo nie wiadomo co ta wredota mu powie i jak go ustawi przeciwko żonie. niech spada, najlepiej na drugi koniec polski. najwyżej wnuki może na wakacje zaprosić, no i finansowo wspomóc. cholera jedna!

2. teściowa to wredna baba i już! potrzebna jest jedynie wtedy, kiedy młoda matka chce iść do pracy a nie stać ją na pomoc do dziecka. co taka teściowa ma do roboty? ona już życie przeżyła, niech zwalnia się z pracy i bawi wnuki. że co? że nie? no baba podła! nie dość, że kasy nie daje jak potrzeba ( a potrzeby młodych są zdecydowanie większe niż teściowej), nie kupuje mebli, ba, nawet mieszkania czy samochodu nie kupiła, to jeszcze własnego, ukochanego wnuka nie dopilnuje? dziecka własnego syna? cholera jedna!

kiedyś trafiłam na taki blog, gdzie dyskusję o teściowych próbował podjąć jakiś facet. skarżył się, że  co on ma zrobić, że jego żona wiecznie u swojej matki siedzi, jej matka się do wszystkiego wcina i on ma tego już powyżej dziurek od nosa...

jaka tam dyskusj! całe stado się na niego rzuciło z krzykiem, że "ooo, matka kobiety, to zupełnie co innego! do niej można! a on jest głupi i niech się nie wtrąca, bo pewnie jego mamunia to też kawał cholery!"
boże kochany, wiedziałam o odwiecznym konflikcie "synowa - teściowa", choć mnie nic takiego nie spotkało. ale żeby tak się nakręcać?

potem z kolei pomyślałam, że coś w tym musi być....bez przyczyny nie oskarża się nikogo i to jeszcze tak stadnie.
"pępowina" - tylko takie skojarzenie mi się nasunęło. nie odcięta pępowina.
jeśli od małego nie uczyło się dziecka samodzielności, to czego wymagać w wieku dorosłym? taka samiczka lub samczyk, bez względu na wiek jest ciągle uwiązany u mamusi. a mamusi z tym dobrze! bo nie jest sama, może dowolnie układać życie dorosłym przecież dzieciom. i nie czuje z tego powodu wyrzutów sumienia, wprost przeciwnie. jest dumna! zupełnie nie przyjdzie jej do starzejącego się łba, że rozwala małżeństwo własnego dziecka. że krzywdzi jego żonę lub męża. że wnuki nie bardzo wiedzą, kto je wychowuje....
oj, znam takie teściowe, które płaczą dziecku w telefon, że prawie umierające są....że, jeśli nie przyjedzie, to ona na pewno umrze...
szlag mnie trafia jak coś takiego słyszę.
teściowe, te z jednej i drugiej strony, nie można tak!
 kiedy dziecko wychodzi z domu, to matce pozostaje rola obserwatora. z boku i to bez dobrych rad, gdy nikt o nie nie prosi.  bez słów " bo tak będzie dla was lepiej"...
bo ni cholery nie będzie lepiej! będzie tylko coraz gorzej!
dystans - to jest właściwa postawa. doradzić można, ale tylko wtedy, gdy ktoś o tę radę poprosi.....najlepiej, jeśli oboje.....
i najważniejsze: im dziecko starsze, tym częściej trzeba odcinać pępowinę. tak długo, aż dziecko stanie na własnych nogach i dorośnie do własnych poglądów. i będzie umiało rozwiązywać własne problemy...
a potem? zrobiłyśmy już prawie wszystko i tylko od nas zależy jak będziemy postrzegane przez ukochaną połówkę naszego dziecka.
 tak uważam. choć wiem, że wyjątki się zdarzają, sprawy nie dadzą się ułożyć nie z winy teściowej ale to już inny temat.....
i to tyle drogie teściowe w  dniu naszego święta.

 mądrego teściowania!

dopisek: mam dwie synowe. są jak dzień i noc.
starsza mnie nie lubi. ona nie lubi nikogo, nawet siebie.
ja jej też nie lubię i ona o tym wie.
ale ma to gdzieś.
i ja też.

niedziela, 3 marca 2013

pani gospodyni...

zrobiło się ciepło, można kawkę przed domem wypić.
mamy taki słoneczny kącik do którego wiatr prawie nie dociera.
właśnie wczoraj piliśmy kawusię i przyglądaliśmy się kocim harcom.  wszystkie kociska znowu od rana warują na naszym ganku.

trochę się  hierarchia w kocim stadku zmieniła, nie wiem tylko na jak długo.
gapa.....to chyba najbardziej nietrafione kocie imię.
taka z niej była sierota...ostatnia do nas przyszła, koty ją lały, zwłaszcza tofinka . 
jej druga siostra i matka też łapami ją do porządku przywoływały.
a teraz?
już wcześniej zauważyłam, ze gapa zaprowadza swoje porzadki.
nie da się odgonić od jedzenia, udaje, że nie widzi wzroku przeciwniczki, a jak któraś łapę na nią podniesie, to wtedy obrywa od tej czarnej mamby.

pisałam na jesieni, że sąsiedzi przywieźli trzy małe koty.
teraz, po pięciu miesiącach to duże koty są. 
większe od tych "naszych".
jedynie miaukotek jest nadal malutki, widocznie był najsłabszy.

ale do rzeczy.

miaukotek spędził u nas zimę, ale dwa pozostałe nie pokazywały się. 
aż do wczoraj.
powolutku wychylił się ze świerków czarno - biały koci łebek....
chciał podejść....
nic z tego!
gapa jak wystrzelona z procy doskoczyła do kociaka.
zaczęła się kotłowanina niesamowita.
dołączyła do niej jej siostra szarusia, też dobry numer.
we dwie na jednego.
wyrwał się jakoś i w nogi.
one za nim.
wreszcie dopadł wysokiej brzozy i wskoczył na nią.
gapa nie jest dobra w łażeniu po wysokich drzewach, to go na pożegnanie w ogon ugryzła.

matko moja kochana, ile wrzasku było!
siedziały potem obie pod ta brzozą jakieś półtorej godziny i nie pozwalały kocinie zejść.

dziś kot przyszedł znowu, gapa popatrzyła i poszła spać.
jeśli rozumiem koci język to by znaczyło 
" pokazałam ci, kto tu rządzi, więc uważaj"!

czyli  póki co, gapa jest właścicielką mojego podwórka....





a to kot na drzewie, prawie przy stodole sąsiadów.