o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

wtorek, 10 grudnia 2013

dzień za dniem....


spokój zapanował na moim podwórku.
gapa wróciła i wpada co kilka godzin.
strzałka albo znika jak sen jaki złoty, albo udaje, że jej nie ma.
czasami nawet próbuje łasić się do gapy, ale jedno spojrzenie wystarczy i zapada się pod ziemię.

kociaki które urodziły się w lecie są tak różnej wielkości, że można by pomyśleć,
że różnica wieku jest duża.

największym kocurem jest piecuch. duży, okrągły i spragniony pieszczot.
pisałam o nim  
wtedy jeszcze myślałam, że to koteczka jest.
patrzy prosto w oczy takim żebrzącym wzrokiem, że nie można go nie przytulić.
ten kot całymi dniami je i śpi.

potem gapa przyniosła wypłosza. różnica między tymi dwoma kotami to tydzień, ale wglądają jakby
przynajmniej był to rok.
wypłosz od początku jest trochę dziki i ze zdumieniem przygląda się łaszącym się kotom.
on się tak spoufalał nie będzie!

no i najmłodsza, bo czteromiesięczna koteczka - operka.
od samego początku wrzaskul niesamowity, awanturnica i gotowa bić nawet dorosłe koty.
ostatnio rybkę koty dostały, jedna tylko była.
operka rzuciła się, wyrwała rybę z pyska innemu kotu i zjadła warcząc przy tym i jedna łapka waląc te koty, które za bardzo się zbliżyły.

ona i wypłosz to taka rozrywkowa dwójka jak razem się bawią, że kino wysiada.
miałam napisać jak to się stało, że wypłosz i operka pojawiły się na naszym podwórku, ale...
zawsze coś innego się dzieje.
albo lenistwo dopada.....

martwi mnie, bo mój ulubiony kot, miaukotek ma problemy.
to najspokojniejszy z kotów i zawsze skory do zabawy z maluchami.
i pieszczoch niesamowity!
kot o najpiękniejszych oczach....
pewnego dnia pojawił się z zakrwawionym oczkiem i rozerwaną skórą nad okiem.
zjadł i zniknął na kilka dni.
niepokoiliśmy się, czy coś się złego nie dzieje, może stan zapalny...
chcieliśmy z nim do weterynarza jechać.
tylko gdzie tego kota szukać?
przyszedł wreszcie, ale ma bielmo na ślepku.
nie widzi prawdopodobnie i niechętnie daje się głaskać.
nie mam pojęcia kto mu to zrobił...



wspaniały, łagodny kot i tak mu się stało.
bardzo nam go szkoda.

47 komentarzy:

  1. pani Ewo trafiłam pani bloga zupełnie przypadkiem i bardzo mi się tu podoba , zapraszam za na mojego bloga czyli za kryształową szybę nie trzeba wpisywać kodu śmiech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byłam, trochę czytałam, ciekawie piszesz. tak trzymaj!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. ja chyba wszystkie. nie każdego jednakowo, ale uwielbiam te diabełki.

      Usuń
  3. Ewo, nieco się pogubiłam w imionach Waszych kotów i już nie wiem, który jest który. Jednak najważniejsze, że Wy wiecie.
    Biedny Miaukotek, ale tak bywa, gdy się zadaje z nieodpowiednim towarzystwem.
    Bardzo mi się podoba Twoje podejście do biednych przybłęd, do których nikt poza Tobą nie miał serca.
    Cieplutko pozdrawiam wieczorową porą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie tylko ty aniu gubisz się w ich imionach. nasza rodzina i znajomi widząc je, maja problemy z imieniem. ale jak kiedyś pisałam "kot imię musi mieć"!
      nie wiem z jakim kotem zadawał się szaraczek, ale nie powinno go to spotkać. to nie koci bandyta tylko spokojny dżentelmen!
      serdeczności

      Usuń
    2. Oczywiści, że każde zwierzę powinno mieć własne imię. Pamiętam post, w którym to pisałaś. Nie wiem tylko, czy Wasze koty reagują na swoje imiona, bo nasze działkowe raczej nie, ale za to reagują na dźwięk otwieranej puszki z karmą.
      Widocznie ten koci dżentelmen stanął w obronie jakiejś kociej damy i stąd te obrażenia.
      Uściski.

      Usuń
    3. na imiona nie reagują, reagują na głos. przybiegają, gdy któreś z nas wyjdzie z domu i się odezwie. jedynie gapa reaguje (kiedy chce) na swoje imię. czasem biegnie pędem gdy mnie zobaczy a czasem udaje, że nie widzi. ot, charakterek!
      pozdrawiam, aniu

      Usuń
    4. Koty na naszej działce chyba znają silnik naszego samochodu, bo gdy tylko podjedziemy pod furtkę, natychmiast się zbiegają i na skróty pędzą na taras. Tam biją się o to, który pierwszy będzie przy pełnej misce. Mąż zawsze rozstawia kilka miseczek, bo aż żal patrzeć, jak koty patrzą głodnym wzrokiem na te, które już jedzą. Nic tak nie przyzwyczaja kota do człowieka jak pełna miska i aż głupio byłoby pojechać na działkę bez puszek z karmą.
      Kiedyś mieliśmy włamanie do altany i złodziej wykradł nam kilka puszek. Wiesz, jak nam było nieprzyjemnie, gdy koty się zbiegły i odeszły z niczym.
      Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
    5. u nas jest to samo. wjeżdżamy na podwórko i z różnych dziur wyłania się komitet powitalny. i znowu głodny. a przed trzema godzinami te kociska najadły się tak, że przez szpary w furtce nie mogły przejść, bo brzuchy były zbyt okrągłe.
      oj, boje się, że zima będzie sroga, bo nie pamiętam, żeby w ubiegłym roku tak jadły bez opamiętania.
      serdeczności

      Usuń
    6. Dziś mąż zawiózł mięsko dla kotków i słoninkę dla sikorek. Niestety, był tylko jeden kot czarno- biały. Jednak mąż wie, że niedługo inne koty się zejdą, więc zostawił pełne miski dla spóźnialskich.
      Gorące uściski.

      Usuń
  4. wiesz Ewciu... tak sobie myślę ( z doświadczenia ) że kociaki burej maści są właście takie babcine co to by przy piecu tylko siedziały...
    moja Flora ( bura )... też jest najłagodniejszym kociakiem ... chociaż od czasu do czasu potrafi podnieść łapkę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no popatrz a operetka? jest buraskiem i kawał szatana z niej. może wyrośnie?
      zresztą ona od maleńkości musiała radzić sobie sama, bo mamusia sobie poszła i ją zostawiła.

      Usuń
    2. może jeszcze z tego wyrośnie... u mnie dwie buraski ( 1 zagioniona ) i... dwie moje przyjaciółki od serca... hihi

      Usuń
    3. asiu, zginęła ci koteczka? ja każdego zaginionego kota opłakuję. choc na wszi to normalka podobno, ale dla mnie strata:)

      Usuń
  5. Miło się czyta o Twojej przybranej gromadce Ewo, tylko Miaukotka mi bardzo szkoda :-( Może chociaż będzie się teraz trzymał bliżej domu.
    A to wyrwanie ryby z pyszczka - chciałabym zobaczyć ;-)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widok był bezcenny, zwłaszcza, że ryba była niewiele mniejsza od niej a kot któremu ją zabrała, to jeden z większych.
      chyba jednak zamieszcze te zdjęcia, choć samego wyrywania z pyska nie zdążyłam sfotografować, zresztą nie spodziewałam się.
      serdeczności

      Usuń
  6. Może tłukł się z innym kotem. Mój Bęcek wrócił jakiś czas temu z podrapanym łepkiem i mimo dezynfekcji wdał się ropień. Musiałam mu ranę czyścić. Ledwo przezyłam cała operację. U Twojego prawdopodobnie wdała się infekcja. To bielmo to może być trzecia powieka, tzw. migotka w stanie zapalnym. Jak się pokaże dobrze byłoby go chwycic i do weta zawieźć, bo antybiotyk pewnie by rozwiązał problem.
    Asia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem tak, miaukotek teraz przychodzi jak chce, nie ma go codziennie, nasz weterynarz przyjmuje od 15 do 16. i jakoś nie bardzo mam zaufanie do jego umiejętności leczenie kotów. psy - może, krowy i świnie zaszczepić - na pewno.
      nie mam możliwości złapania kota, przetrzymania go do następnego dnia i zawiezienia do weta. niestety, to dzika wieś.

      Usuń
    2. A masz jak załatwić unidox? To na receptę. 1 tabletka dwa razy dziennie. Albo amoxycylinę ( zalezy w jakiej dawce, jakbyś miała to mogę podać dawkowanie. I krople do oczu - gentamycynę.
      Asia

      Usuń
    3. no niestety. to jest antybiotyk pewnie. ale wstąpię do weta. może wypisze. ale jak ja tego kota dwa razy dziennie złapię? kurczę tak to z łażącymi kotami jest. dziś go widziałam, ale jak nigdy nie pozwolił się do siebie zbliżyć tylko, jak to on, miaukolił z daleka...może te krople? nie wiem czy to pomoże, bo jemu sie dosłownie lała krew o oczka. a ja niewiele mogłam zrobić.

      Usuń
    4. To może wet da antybiotyk o przedłużonym działaniu? Taki na trzy dni? Takie dawałam Bandycie, który do nas tylko w odwiedziny przychodzi.
      A.

      Usuń
    5. jutro będę wiedziała co nie co. mam nadzieję, że uda mi sie złapać weterynarza jego niby godzinach urzędowania. nigdy go nie ma jak potrzebny.

      Usuń
  7. Ewo, na poprawe nastroju wpisz w google http://pudelekx.pl/koty-prawdziwe-dupki-17099

    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lusiu, znam to! mam zamiar nawet coś z tego a blogu umieścić. w ramach lenistwa.
      pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Jewka , mój stary kotowaty podczas walki rozorał sobie oko.Wet chciał mu je amputować , ale zanim to nastąpiło podjął leczenie.Po 6 misiącach kotowaty byle jak , ale widzi - wet był bardzo pozytywnie zaskoczony
    z centralnej - Gryzmo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dosia, to nie mój kot. już i tak bożenka gada, ze ma myszy w stodole, bo koty u mnie.
      zobaczymy....
      macham posępnie

      Usuń
  9. Pozdróweczka Ci przesyłam Droga Ewuniu i zdróweczka życzę. Wiem, aż za dobrze wiem, ile ciepełka i dobra wszelkiego można otrzymać od zwierzątek... clisha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie bloguję, w wirtualu tylko po wieści. Zaocznie studiuję (porąbane, co? hehe, baba zawsze znajdzie cósik, by sobie ponarzekać na brak czasu). Piękny ten Twój filmik, takie mogłabym oglądać non stop, a fotka ostatnia to już majstersztyk. Ewuniu, nie bywam, ale pamiętam. Spokojnych i udanych Świąt Ci życzę i ... dbaj o siebie, luzik ok? clisha

      Usuń
    2. jak widzisz nelu, zmieniło się całkowicie moje życi. a jednym mi dobrze z innym niekoniecznie.
      nie ma róży bez kolców.
      i ja tobie spokojnych świat zyczę.
      wpadaj ile razy zechcesz. i studiuj to, co ci pasuje, bardzo się z tego cieszę.
      serdeczne uściski:)

      Usuń
  10. jak ty mnie znalazłaś? ach, pewnie byłaś tam, gdzie mnie już nie ma? witam cię zatem dziewczyno w moich wiejskich progach!:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ewcia zaczytałam się ... miałam coś na swoim blogu skrobnąć, weszłam do ciebie i czytam, czytam post za postem... te Twoje koty są elekryzujące wszstykie;))))) buziaki;)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Odpowiedzi
    1. No nic nie piszę bo nadal czytam ahahahaha ;))))

      Usuń
    2. Ewcia przez ten Twój blog i te koty piękne cudowne sedziałam tutaj do pierwszej w nocy;))))) ahahahahaha dobrze że mam urlop :P buziaki i pisz bo się zakochałam w tych kotach;))))

      Usuń
    3. halinko, w tych kotach można się zakochać, choć niektóre to łobuzy!

      Usuń
  13. Koty są cudowne ale czasem nie dają sobie rady np. z dużymi ptakami. Mielismy taka sytuację, że sroka niesamowicie zraniła burasa w oko ale udało się uratować wzrok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jutro zobaczymy co dalej. mam nadzieje, że dopadne weterynarza, choć to nie jest łatwe.

      Usuń
  14. Śliczny kociak:)
    Aż żal ściska serce, że tak się stało:((
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, misiu, okropnie mi szkoda miaukotka.

      Usuń
  15. Kota ciężko utrzymać w domu. Ktoś jednak go musiał skrzywdzić. Może zmniejszysz ilośc widocznych postów, bo słabo blog Twój się otwiera. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podejrzewam jedną z kocic. ona wiecznie ma z kimś na pieńku. ostatnio na mnie warczała....
      zaraz zobaczę co jest, bo nikt o problemie nie mówił.
      uściski

      Usuń
  16. biedny zwierzak, nie da się mu jakoś pomóc?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już nie. teraz będzie widział tylko na jedno oczko.

      Usuń
  17. Dobrze, że Gapa wróciła i zaprowadziła porządki...
    Szkoda kota... :(... Biedny... Na pewno bardzo cierpiał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie cierpiał, ale nie pokazywał tego po sobie. dzielny kot!

      Usuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.