o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

wtorek, 5 marca 2013

w dniu teściowej...

 no właśnie, dziś jest dzień teściowej.
a teściowa to podobno kwintesencja zła.
na ogół w relacji syn i jego matka. 
złych teściowych, matek pań, po prostu nie ma. ich mamy są w porządku.
kiedyś pochodziłam sobie po blogach onetowskich i stwierdziłem, że
 młode i nie młode małżonki dzielą się na dwie grupy poglądowe:

1. teściowa to wredna baba z samego założenia. bo mąż do niej chodzi. bo mąż jej pomaga. a powinien siedzieć ze swoją obecną rodziną, nie dzwonić do matki z pytaniem "co u ciebie?" nie powinien  z matką rozmawiać, bo nie wiadomo co ta wredota mu powie i jak go ustawi przeciwko żonie. niech spada, najlepiej na drugi koniec polski. najwyżej wnuki może na wakacje zaprosić, no i finansowo wspomóc. cholera jedna!

2. teściowa to wredna baba i już! potrzebna jest jedynie wtedy, kiedy młoda matka chce iść do pracy a nie stać ją na pomoc do dziecka. co taka teściowa ma do roboty? ona już życie przeżyła, niech zwalnia się z pracy i bawi wnuki. że co? że nie? no baba podła! nie dość, że kasy nie daje jak potrzeba ( a potrzeby młodych są zdecydowanie większe niż teściowej), nie kupuje mebli, ba, nawet mieszkania czy samochodu nie kupiła, to jeszcze własnego, ukochanego wnuka nie dopilnuje? dziecka własnego syna? cholera jedna!

kiedyś trafiłam na taki blog, gdzie dyskusję o teściowych próbował podjąć jakiś facet. skarżył się, że  co on ma zrobić, że jego żona wiecznie u swojej matki siedzi, jej matka się do wszystkiego wcina i on ma tego już powyżej dziurek od nosa...

jaka tam dyskusj! całe stado się na niego rzuciło z krzykiem, że "ooo, matka kobiety, to zupełnie co innego! do niej można! a on jest głupi i niech się nie wtrąca, bo pewnie jego mamunia to też kawał cholery!"
boże kochany, wiedziałam o odwiecznym konflikcie "synowa - teściowa", choć mnie nic takiego nie spotkało. ale żeby tak się nakręcać?

potem z kolei pomyślałam, że coś w tym musi być....bez przyczyny nie oskarża się nikogo i to jeszcze tak stadnie.
"pępowina" - tylko takie skojarzenie mi się nasunęło. nie odcięta pępowina.
jeśli od małego nie uczyło się dziecka samodzielności, to czego wymagać w wieku dorosłym? taka samiczka lub samczyk, bez względu na wiek jest ciągle uwiązany u mamusi. a mamusi z tym dobrze! bo nie jest sama, może dowolnie układać życie dorosłym przecież dzieciom. i nie czuje z tego powodu wyrzutów sumienia, wprost przeciwnie. jest dumna! zupełnie nie przyjdzie jej do starzejącego się łba, że rozwala małżeństwo własnego dziecka. że krzywdzi jego żonę lub męża. że wnuki nie bardzo wiedzą, kto je wychowuje....
oj, znam takie teściowe, które płaczą dziecku w telefon, że prawie umierające są....że, jeśli nie przyjedzie, to ona na pewno umrze...
szlag mnie trafia jak coś takiego słyszę.
teściowe, te z jednej i drugiej strony, nie można tak!
 kiedy dziecko wychodzi z domu, to matce pozostaje rola obserwatora. z boku i to bez dobrych rad, gdy nikt o nie nie prosi.  bez słów " bo tak będzie dla was lepiej"...
bo ni cholery nie będzie lepiej! będzie tylko coraz gorzej!
dystans - to jest właściwa postawa. doradzić można, ale tylko wtedy, gdy ktoś o tę radę poprosi.....najlepiej, jeśli oboje.....
i najważniejsze: im dziecko starsze, tym częściej trzeba odcinać pępowinę. tak długo, aż dziecko stanie na własnych nogach i dorośnie do własnych poglądów. i będzie umiało rozwiązywać własne problemy...
a potem? zrobiłyśmy już prawie wszystko i tylko od nas zależy jak będziemy postrzegane przez ukochaną połówkę naszego dziecka.
 tak uważam. choć wiem, że wyjątki się zdarzają, sprawy nie dadzą się ułożyć nie z winy teściowej ale to już inny temat.....
i to tyle drogie teściowe w  dniu naszego święta.

 mądrego teściowania!

dopisek: mam dwie synowe. są jak dzień i noc.
starsza mnie nie lubi. ona nie lubi nikogo, nawet siebie.
ja jej też nie lubię i ona o tym wie.
ale ma to gdzieś.
i ja też.

14 komentarzy:

  1. hm... jeszcze nie jestem teściową ale ... chyba i boję się nią zostać ... hihi

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jestem teściową, ale moja odległość do synowej wynosi około 400km.
    I jest to bardzo bezpieczna odległość.
    Na całe szczęście mam bardzo zaradnego syna i nie wtrącam się w życie młodych.
    Syn częściej ojca o jakąś radę prosi.
    Jest tylko jedno 'ale' - wnuki też są daleko ode mnie.
    Za to nie mając wpływu na ich wychowanie nie narażam się ani synowi, ani synowej.
    Ewo, to co mnie spotkało na blogu to przeszło moje oczekiwania.
    Meg pomagała mi dobrymi radami jak z tego wyjść i ... myślę, że się udało.
    Może będzie już dobrze?
    Pozdrawiam bardzo cieplutko:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie chce juz wracac do zagadnienia tesciowej, ona nie zyje, a mnie sama pewnie czeka odegranie tej niewdziecznej roli w przyszlosci.
    Wszystkim tesciowym - najlepszego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ewo, chętnie przestrzegłabym wszystkich, tylko nie bardzo wiem jak.
    Poza tym każdy ma jakiś swój sposób blogowania i narzucanie czegokolwiek byłoby nietaktem. Każdy kto widział moje przykrości, może zastanowi się co zrobić żeby sobie pomóc w bezpieczeństwie. Mnie to bardzo zaskoczyło.
    Dziękuję za zainteresowanie się problemem.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ewuniu trafiłaś w samo sedno. Też kiedyś o teściowych pisałam. Sama też jestem teściową. Mam super synową i dwóch wspaniałych zięciów. To są drugie połówki moich dzieci, czyli też moje dzieci i kocham ich jak własne.
    Sami nie lubimy jak ktoś wchodzi do naszego życia z butami, więc zaakceptujmy życie naszych dzieci i nie pchajmy się do ich życia na siłę. Mają prawo żyć tak jak chcą. Wiem o czym mówię.
    Uściski Ewuniu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Cóż sama jestem teściową i mam 2 synów.
    Na szczęście moje synowe też mają synów
    i zobaczymy jak to u nich będzie :-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. :). Ja mam teściową. I syna, więc kiedyś, mam nadzieję, sama nią będę :). Moja teściowa to dobra teściowa. Taka co to właśnie się nie wtrąca nieproszona, ale doradzi, gdy trzeba. To jednak też zasługa męża, który pępowinę sam odciął i to w wieku nastoletnim. Pamiętamy o niej oboje w Dniu Matki, o dniu teściowej nie wiedziałam i chyba nie będę obchodzić tego święta ;)... Dzień Matki to jednak ładniejsze :)...

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie wiedziałam nawet, ze to dziś. Czekam więc na telefon od zięciunia. Niech no tylko nie zadzwoni, już ja mu pokażę co to znaczy teściowa. Całuski.

    OdpowiedzUsuń
  9. to życzyć im wszystkiego dobrego ale jak są dobre.

    OdpowiedzUsuń
  10. :)))No to ja do swojej Synowej zadzwoniłam z przypomnieniem,że mam dziś święto!A ona się pyta:a kiedy święto Synowych!:a niech sobie załatwiają swoje święto!:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja do teściowej nic nie miałam, ona do mnie też, natomiast nie lubiliśmy się z teściem, apodyktyczny był bardzo i taki typ "najmądrzejszy z całej wsi", szkoda, bo mogło być całkiem fajnie, oboje niech spoczywają w pokoju.
    Teraz ja jestem teściową, po doświadczeniach z teściem starałam się bardzo być inna niż on, lubimy się i z synową i z zięciem. Najważniejsza jest akceptacja i nie urządzanie komuś życia.

    OdpowiedzUsuń
  12. moja teściowa była najlepsza w świecie, po prostu druga mama - niestety żadnej już nie ma z nami :( za to teraz mam synową też najlepszą w świecie :) i staram się, żeby nie miała powodów do narzekania na teściową!

    OdpowiedzUsuń
  13. No nie wiedziałam, ale gdybym wiedziała to kwiatki by dostała, bo jest dobrym człowiekiem i dobrą teściową. Wiele jej zawdzięczam......

    OdpowiedzUsuń
  14. Młynarski spiewał "babciu , dziaduniu, teściowo teściu , bądźcie błogosławieni", ze o "dytyrambie na czesć teściowej" Różewicza nie wspomnę...Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.