o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

poniedziałek, 18 lutego 2013

spacer z lewisem...

warszawskie wspomnienia ...


nie ukrywam, że do napisania tej notki skłonił mnie blog na który czasem zaglądam i wielbicielka rasy, nie wiadomo dlaczego uważanej za agresywną.
widocznie ludzie niewiele o tych psach wiedzą, bzdur się naczytali i tak poszło w świat.
 a może ludzie trafiają na nieodpowiednie psy? źle je układają? a może to są mieszańce?
 a potem pretensja do psa - winny jest człowiek - nie pies.
 bo prawda jest taka, że pies usiłuje podporządkować sobie człowieka. jest silny i wie o tym.
ale wie też, że mu tej siły nie wolno użyć.
takie psy mogą mieć tylko ludzie, którzy wiedza jak z nimi postępować.
dla mnie jest to najłagodniejszy pies jakiego  w życiu spotkałam.
tyle tylko, że pies musi wiedzieć co mu wolno a czego nie.


 lewis mnie testuje prawie za każdym razem kiedy się spotkamy. to się o mnie oprze, to mnie lekko popchnie...udaje, że nie słyszy jak mu na coś nie pozwalam...
no, ale wie, ze musi mi  ustąpić i choć robi to bez przekonania - polecenia wykonuje.
ale da rem.
był upalny, czerwcowy wieczór.  jeszcze nie bardzo ciemny, ale już szarówka.
odrywając się od kolejnego meczu piłki nożnej postanowiłam pospacerować sobie z lewisem.
samo przygotowanie go do spaceru jest bardzo męczące, bo trzeba założyć psu kaganiec.
o rany jak on tego nienawidzi najpierw chowa głowę pod klatkę piersiową, obraca nią dookoła szyi, lub wciąga jakoś tak w siebie.
robi się prawie niewidoczny i tylko jego oczy mówią: ja cię tak kocham, a ty mnie chcesz chyba ukarać,a taki kochany i malutki jestem....
 muszę powiedzieć, że lewis jest bardzo dużym psem, nawet jak na amstafa. i okropnie silnym. i takie celowanie kagańcem w pysk a potem założenie go, przy tych jego figurach wymaga ode mnie nie lada wysiłku i gimnastyki.
no ale wychodzimy.
on oczywiście ze spuszczonym łbem, obrażony i skrzywdzony.
na spacerze jest bardzo zdyscyplinowany, komendy wydaje mu się niemal szeptem. nie osiągnęłam etapu mojego młodszego syna, kiedy wystarczy spojrzenie.
mnie rozbraja to, że ten duży pies uwielbia bawić się z małymi psiakami, które na ogół obszczekują go z daleka.
gdy zobaczy innego psiaka kładzie się ( nawet w psią kupę) i zaczyna piszczeć. im bardziej psiaki są ostrożne, tym bardziej on chce się bawić.
czasem się to udaje - czasem nie. lewis przy całym swoim kochającym podejściu nie zdaje sobie sprawy ze swojej wagi. i kiedy małe psiaki  od niego uciekają, wtedy jest nieszczęśliwy. bardzo nieszczęśliwy....
no ale wracam do tego czerwcowego spaceru.
chodziliśmy tak sobie już z pół godziny i zaczęliśmy wracać do domu.
nagle nie wiadomo skąd coś przeleciało, coś się owinęło wokół moich nóg i w jednym momencie leżałam na ziemi. zdążyłam tylko puścić smycz , bo kątem oka dostrzegłam owczarka szkockiego atakującego lewisa.
o matko kochana, jakie to szczęście, że mój pies ma kaganiec - pomyślałam.
zobaczyłam trzy testosterony z piwem w ręku. testosterony były tak przerażone, że jeden wypuścił piwo z ręki, drugi wołał " do nogi".
trzeci rozdziawił gębę.
puść smycz głąbie - zawołałam podnosząc się, bo zobaczyłam, że piesek wyrwał mu się, zaatakował mojego, a ten głupek testosteron podbiegł , złapał za smycz i chciał odciągnąć swojego psa,
który był zaplatany w smycz mojego i w różne dziwne figury. drugi głąb stał nadal jak słup.
 puść tę smycz , bo inaczej nie da się rozdzielić psów, a ja się nigdy nie rozplączę, tumanie jeden!
wreszcie zrozumiał i puścił. ten z rozdziawioną gębą odciągnął owczarka, ja jakoś "uspokoiłam" lewisa.
testosteron - chyba właściciel zaczął tłumaczyć, że on nie zauważył, pies się wyrwał, był szczepiony 
( nie testosteron tylko pies) i że on zaraz zadzwoni do żony, żeby przyniosła książeczkę.
ja w tak zwanym międzyczasie zauważyłam, że ich pies utyka a mój jest cały zakrwawiony. no jak się wściekłam!!!
dawaj ten telefon - powiedziałam do testosterona, który trzymał w łapie komórkę.
dał.
stanęłam wyprostowana na całe swoje 158 cm i zapytałam słodko - ciepłym i spokojnym głosem:
"no barany, co teraz mam zrobić? zdjąć psu kaganiec czy zadzwonić na policję?" towarzystwo z lekka zgłupiało. poleciała druga butelka z piwem .po chwili testosteron - właściciel - cienko zapiał :
no to może policję????
bał się gnojek psa bez kagańca.
 no dobra. zadzwoniłam. z jego własnego telefonu. policjanci jakoś chyba blisko byli, bo po chwili podjechał radiowóz. wylegitymowali towarzystwo, "pouczyli" ( nie powiem co im powiedzieli, bo to brzydkie). mówili cicho, ale ja sobie wyostrzyłam słuch z ciekawości.na koniec dali mandacik. dwieście złotych. a za co?
- wyprowadzanie psa po spożyciu
- wyprowadzenie psa bez kagańca
- wyprowadzenie psa bez właściwej smyczy ( była to automatyczna cieniutka linka ) .
pies i ja oddaliliśmy się z godnością z miejsca zdarzenia.
nie daleko.
 dogonili nas panowie policjanci. zaproponowali zawiezienie do weterynarza. po krótkim namyśle zgodziłam się.
lekarz stwierdził: pogryziona łapę lewą, nadgryzione ucho, liczne ślady po zębach i.t.d.
aha, zapomniałam dodać, że obecny przy tej wizycie był już trzeźwy jak świnia, testosteron - właściciel i to on zapłacił za wizytę, po czym został puszczony wolno.nas panowie policjanci zawieźli do domu. 
powiedzieli mi: trzeba było zdjąć ten kaganiec....
ja na to: przecież mój by zagryzł tamtego!!!no właśnie - powiedzieli filozoficznie panowie policjanci...głupków trzeba by uczyć rozumu.
no tak, ale wtedy ja miałabym psie życie na sumieniu i sąd na głowie....
sama wyszłam z tej awantury z rozwalonym kolanem ( w tym wieku - kolano!), łokciem, umazana psią krwią , błotem i jeszcze nie wiadomo czym. 
ubranie do wyrzucenia.
i co? lewis nadal chodzi w kagańcu, tylko ja mam oczy dookoła głowy. uważnie obserwuję czy coś nie śmiga z krzaków.
to tylko jedna z wielu przygód "moich warszawskich psiaków". 


61 komentarzy:

  1. też uważam, że odpowiedzialność ponosi człowiek ...
    sytuacja podobna do np. bezstresowego wychowywania dzieci ...
    cieszę się, że nic Ci się nie stało ...
    pozdrwoionka

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem, o czym mówisz. Mam malutkiego psiaka, który kocha wszystkie psy, te tostesteronów też, ale one o tym nie widzą. Trzymam bidulę na smyczy, bo już raz był pogryziony i wkurza mnie, że muszę tłumaczyć ludziom, że nie mam pojęcia, że ich wielki pies bez kagańca i smyczy ma pacyfistyczne usposobienie. Spacer to wieczne oglądanie się za siebie, czy jakiś luzak (pies bez smyczy) nie napadnie mojej biduli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie. i tych luzaków zawsze się bałam, bez względu na to, z którym psem byłam. nigdy nie wiedziałam co mu do głowy przyjdzie (luzakowi). ludzie to jednak nie mają wyobraźni....

      Usuń
  3. Oczywiście, że ludzie odpowiadają za swoje psy , a ponieważ często są głupsi od nich należy jednak stosować zasadę ograniczonego zaufania... Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  4. i właśnie tak robiłam. mimo to nie uniknęłam przykrego zdarzenia.
    miłego wieczoru

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepiękny pies !!!
    Chyba nie dałabym rady go na spacer wyprowadzić ...:-)))
    Mój znajomy /bardzo szczupły człowiek/ hoduje Kaukazy ... bardzo duże i silne.
    Zgadnijcie kto kogo na spacer wyprowadza i ciągnie za sobą :-)))

    OdpowiedzUsuń
  6. wiem, wiem. pies pana wyprowadza. znam to, miałam jamnika. ciągnął niesamowicie. ale o ile u małego psa da sie wytrzymać, to dużego trzeba tego oduczyć.
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ewa, kocham Cie za jego niekopiowane uszy.
    To barbarzynstwo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to zasługa mojego syna. to on jest panem lewisa. w życiu by nie okaleczył zwierzaka. ja też nie.
      uściski:)

      Usuń
  8. To ludzie są źli a nie psy, tylko wiele serca i odpowiednie traktowanie i nauka i pies z ręki będzie jadł . Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  9. O rany taki niewinny spacer skończył się taką przygodą ...
    Ja dziękuję...
    Nie chodzę na spacery...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękny pies.Ja mam owczarkę niemiecką/w spisie u Anki Wrocławianki na 55 pozycji/i też wychodząc z nią na spacer stosuję zasadę ograniczonego zaufania do mijających mnie ludzi z psami,dziećmi i rowerzystów.Kaganiec ubieram na wyjście z domu i dotarcie do parku.Podpięty drugą stroną smyczy do pyska.W parku zdejmuję/szkoda mi jej/Chodzi zawsze na smyczy i do szewskiej pasji mnie doprowadza twierdzenie właściciela małego psa biegającego bez smyczy,że jego pies jest spokojny i nic nie zrobi.A rowerzyści nie używający dzwonka to osobna historia,albo"mamuśki"prowadzące jedną ręką wózek,drugą ręką komórkę przy uchu a maluch biegnie w kierunku psa...ech głupoto ludzka szkoda,że nie masz skrzydeł...

      Usuń
    2. jasna, nie mogę ci odpowiedzieć pod komentarzem. nie wiem czemu.
      w warszawie nie ma lekko, trzeba psa wyprowadzić a ja go miałam pod opieką.

      Usuń
    3. orka!
      no niestety, lewis też tego nie lubi. ale ja, kiedy go miałam pod opieką wolałam uniknąć przykrych sytuacji. duże psy też biegają bez smyczy. pozdrawiam.

      Usuń
  10. Bardzo pouczające opowiadanie,mądra z Ciebie kobieta,dać nauczkę 3 testosteronom?
    Klękajcie narody,chociaż mając takiego pupila chyba też bym zaryzykowała.
    A swoją drogą,ach ta nasza policja,bez nich źle, a z nimi jeszcze trudniej.
    Wiesz Ewo zazdroszczę Ci tego pupila,och jak ja tęsknię za moimi rotkami.
    Pozdrawiam najmilej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sytuacjach ekstremalnych dostaję kopa adrenaliny. normalnie nie poradziłabym sobie, w życiu bym im tak nie pyskowała.
      pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    2. Odważna z Ciebie kobitka :-))
      Jednak szkoda że Lewis nie mógł się sam obronić ;)

      Pozdrawiam cieplutko :-)

      Usuń
    3. to wszystko ze strachu i emocji.
      pewnie z owczarka zostałaby tylko sierść....
      wolałabym, żeby testosterona przemeblował:)

      Usuń
  11. Z tymi niebezpiecznymi rasami ja to rozumiem w ten sposób, że takie psy potrzebują większej dyscypliny, doświadczonego właściciela i większego wysiłku w prowadzeniu. Psy jak ludzie mają różne osobowości i różne charaktery. Wiadomo, że może być łagodny amstaff jak i agresywny jamnik. A że to zależy od właściciela nie psa ja wie, Ty wiesz ale zawsze łatwiej winić zwierzę niż bezmyślnego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i ja to w ten sposób rozumiem. tylko, że u nas łatwiej uśpić psa jak pogryzie nie daj boże, niż ukarać właściciela za to, ze do tego doprowadził swoją głupotą czy bezmyślnością.

      Usuń
    2. Dokładnie Ewo! Mnie wpienia, że pies zostaje uśpiony a kto tego psa tresował i się nie zajął? Wkurzają mnie tabliczki "uwaga zły pies", zwierzęta nie są złe, zwierzęta zostały tak wytresowane. Jak ja nie mam pojęcia o hodowli psów wzięłabym sobie kanapowca a nie rottweilera. Ale nie, bo jeden z drugim testosteron (świetna nazwa!) bierze psa, by się poczuć mężnie i nieszczęście gotowe. Wiadomo, że jak się urodzi dziecko nie można zostawiać dziecka sam na sam z dużym psem bo to tylko zwierzę i człowiek winien myśleć. Ręce opadają.

      Usuń
    3. mój wnuk nigdy nie został sam z lewisem. i choć jasiek ma 12 lat a lewis 10, to i tak jeśli zostaja sami w domu to pies jest w innym pomieszczeniu. po prostu - ograniczone zaufanie....

      Usuń
    4. Masz rację Ewo, pies nawet najmądrzejszy i najukochańszy to wciąż zwierzę i od myślenia jest człowiek. Człowiek odpowiada za zwierzę pod swoją opieką jak i za dziecko. Najgorzej jak ktoś nie pomyśli, uzna, że "słodki piesio" przecież nic nie zrobi a potem tragedia. Bo czasem, z tego co czytałam, pies traktuje dziecko jak rywala, taki instynkt i w każdym rozsądnym artykule piszą by nie zostawiać dziecka sam na sam z dużym psem. Dziecko może na przykład pociągnąć psa za ogon (bo nie wie, że to psa zaboli), wsadzić rączkę do pyska i nieszczęście gotowe. Strasznie się rozpisałam, ale po prostu aż mnie nosi jak przez głupotę dorosłych, podobno odpowiedzialnych, ludzi cierpią dzieci i zwierzęta.

      Usuń
  12. Kocham psy wszystkie są kochane i wszystkie uwielbiam rasy zapiszę sobie blog.Buziaki i pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. całe życie miałam psy, opisywane psy należą do moich dzieci. ja teraz jestem zakochana w kotach, choć nadal kocham tamte psiai.
      pozdrawiam

      Usuń
  13. Choć tyle dobrego napisałaś o Levisie i na zdjęciach wygląda na przyjazne psisko, to i tak nikt mnie nie przekona do żadnych psów, których się boję od czasów dzieciństwa, gdy pewien pies urwał się z łańcucha przy budzie i chciał mnie zaatakować. Gdyby nie mój tato, źle to by się skończyło. Kiedyś kupiłam synowi pieska, ale po kilku dniach okazało się, że syn ma alergię na sierść psów i psa musiałam oddać.
    Jednak gdy zostałam właścicielką tego pudelka, od razu poczytałam sobie wszystko, co powinno się wiedzieć. Niestety, właściciele psów bywają lekkomyślni.
    Gorąco pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja to rozumiem, anno. sama nigdy nie bałam sie psów i chyba miałam szczęście, że żaden mnie nie ugryzł. ale na przykład panicznie boję się zakręconych schodów. strach mnie łapie za gardło jak mam z nich zejść. w dzieciństwie spadłam z takich schodów a uraz został na całe życie.
      serdeczne uściski:)

      Usuń
    2. Moja mama dawno temu spadła z kamiennych zakręconych schodów; może to nic dziwnego, ale trzymała słoik z mlekiem. Mama się potłukła, a słoik był cały.
      Bardzo się boję wszystkiego, co się wije nawet dżdżownic;)
      Gorąco pozdrawiam.

      Usuń
  14. Pies jak z obrazka /smiech/ piekny!
    Mowia, ze jaki pan taki pies i chyba jest w tym sporo racji...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a to już komplement dla mojego młodszego syna, bo to jego pies. ja czsami robiłam za psi hotel.
      uściski:)

      Usuń
  15. Pozdrawiam serdecznie życząc miłego wieczoru i dobrego humoru.

    OdpowiedzUsuń
  16. o! Jak miło:D Opieka nad psem to trochę jak z dzieckiem trzeba wychować. Chora rodzina to i nieszczęście także dla dziecka.
    Dobrze że historia nie skończyła sie gorzej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. często amstafy kupowane są do podkreślenia własnego, chorego ego....
      a to takie słodkie miziaki....

      Usuń
  17. Jaki ładny :)
    Zgadzam się, pies nie winien, winien człowiek. Nie każdy powinien mieć każdego psa. My mieliśmy kiedyż wilczura, Wezyra. Ten to dopiero nie był miłośnikiem kagańców. Nie tylko założyć sobie nie bardzo dał, ale kiedy już się udało, bił nas tym kagańcem po kolanach. I idź tu na spacer z takim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz, ja miałam jamnika. wychodziła na spacer w kagańcu, bo pożerał wszystko co ludzie wyrzucili przez okno. a, że nogi króktkie to nie zawsze się zauważyło. a potem chorował....

      Usuń
  18. Jestem, Ewuniu, zdeklarowanym psim wariatem, dlatego też z wielką przyjemnością przeczytałem mój post. Przez ostatnie ćwierćwiecze opiekowałem się dwoma chłopczykami - dutch dog patridge'em oraz sznaucerem w wersji bydlę, a obecnie od dwunastu prawie lat kocham się z wzajemnością w multi rasowej dziewczynce Fancy. Nieboszczyk sznaucer Mores, atakowany przez innego samca, podchodził do niego niespiesznie i po prostu przewracał go na grzbiet, siadał na nim i cicho powarkiwał: "I co teraz, głupku?!"... Następnie równie niespiesznie uwalniał nieboraka, pomrukując: "A skocz ty mi...", po czym godnie oddalał się do swoich spraw!
    Fancy natomiast jest bardzo przyjazna tak dla ludzi jak i dla innych psów, a nawet dla kotów, z którymi chce się bawić... Słowem - cały tata!
    buzinki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kiedyś mój starszy syn miał sznaucera olbrzyma. jakież to łagodne stworzenie było....
      jedynie mój jamnik mu do gardła skakał i pienił sie na jego widok. nie tolerował w domu konkurencji.....
      buziaczki dla fancy i dla taty:)

      Usuń
    2. A to z Fancy bardzo lubimy - jeszcze, jeszcze...

      Usuń
  19. ja mam yorka i nie wyobrażam sobie życia bez psa.

    OdpowiedzUsuń
  20. ja też sobie nie wyobrażałam. ale po odejściu mojego jamnika zaroiło sie od psów u synów. i tak zostałam psim hotelem lub jak kto woli - psia niańką.

    OdpowiedzUsuń
  21. Śliczny ten Twój Lewisek...
    No to miałaś niezłą przygodę.
    Pamiętam jak kiedyś miałam jamniora,
    małe to było "gówienko", a do dużych
    psów się zawsze rzucał. Bałam się zawsze,
    żeby ich nie pożarł... :))

    Oczywiście, że psa trzeba umieć sobie
    wychować. U mnie też wystarczyło, że
    mąż spojrzał się na psa naszego, to
    on już wiedział, że coś nie tak musiał
    zrobić.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też miałam jamnika, ale ten nie dał się wychować. jeśli już musiał coś zrobić, albo nabroił, to warczał jak potępieniec. kiedy wracałam z pracy do domu a słyszałam jego warczenie, to już byłam pewna, że nabroił.
      uściski, jagus:)

      Usuń
  22. Ma Pani rację, psy same w sobie nie są ,,groźne", raczej groźne jest podejście właścicieli do nich... Jeśli ktoś nie potrafi nad psem zapanować, powinien go nie mieć. Przykładem są ci pijacy... Jak można się tak zachowywać, dobrze, że tylko tyle się Wam stało... Ale współczuję tej ,,przygody" :(
    Lewis jest uroczy :)

    OdpowiedzUsuń
  23. mało przyjemna przygoda. szkoda, że u nas nie ma mozliwości sprawdzenia stanu psychicznego potencjalnego nabywcy.
    pozdrawiam cię, alu:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Amstafy są cudowne, znam kila takich osobników, a wszystkie są łagodne, przyjazne do ludzi i zwierząt. Masz rację, że człowiek jest odpowiedzialny za wychowanie, ułożenie swego psa, od człowieka zależy jakim dorosłym "egzemplarzem" ten pies się stanie. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no i ja nigdy nie spotkałam agresywnego amstafa a znam ich kilka. ich właściciele odpowiednio je ułożyli, nagradzali i kochali. psy to wiedza.
      buziaki:)

      Usuń
  25. No i to jest potwierdzenie mojej tezy,że na listę groźnych gatunków trzeba wpisywać właściciela,a nie psa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szkoda, ze nikt sie nie podejmie stworzenia takiej listy....
      pozdrawiam

      Usuń
  26. Z psem jest bezpiecznie. Gdybym mieszkała w domku, na pewno miałabym psa. Jestem przeciwnikiem trzymania psów w wieżowcach. Nas psy gryzą, bo bardzo się ich boimy. Lubię te zwierzaki, ale niestety z daleka. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie nigdy pies nie ugryzł, może dlatego, że żadnego sie nie bałam. i czemu w wieżowcach nie? czasem pies jest jedynym przyjacielem człowieka, takim do którego pogadać można.
      pozdrawiam, loteczko

      Usuń
  27. Nie mam zdania na temat rasowych psów.
    Miałam kiedyś kundelka, był wspaniałym psiakiem.
    Dużych psów się jednak boję.
    Podziwiam Twoją odwagę, ja bym nie umiała się odnaleźć w takiej sytuacji.
    Pozdrawiam bardzo cieplutko:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie odwaga, jolu, to chyba adrenalina. jestem bardzo spokojnym człowiekiem, ale jak mnie coś wkurzy niesamowicie, wtedy nie znam granic.
      uściski:)

      Usuń
  28. jaki pan taki pies - dzieci też można wychować na sadystów

    OdpowiedzUsuń
  29. Brrr, ale historia. Ja się bardzo boję dużych psów, zwłaszcza takich groźnych ras jak Twój, ale jak widać, wszystko zależy od rozumu człowieka. Głaski dla Twojego psa.

    OdpowiedzUsuń
  30. wprawdzie to pies mojego syna, ale dziękujemy za głaski.
    ja nigdy nie bałam sie psów a one miały do mnie zaufanie.

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.