o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

wtorek, 6 listopada 2012

tofi, tofi, tofi...

kiedy przedstawiałam dokarmiane koty, napisałam, ze tofinka to niekończąca się historia....
i tak jest.
dlatego opowiem wam naszą, tofinki i moją historię.

jakiś miesiąc po tym, kiedy zaczęliśmy dokarmiać koty sąsiadów, w środku dnia usłyszałam przeraźliwy wrzask, pisk i nie wiadomo jeszcze jakie dźwięki.
zdziwiłam się, bo nigdy nie zdarzyło się, żeby na nasze podwórko wszedł kot kiedy pies biegał luzem.
wszystkie koty wiedziały, że ten pies to bandyta i chętnie by się kotami odżywiał.
ja jeszcze nie bardzo dobrze chodziłam po operacji, ale scena jaką zobaczyłam dała mi taką adrenalinę, że pokonałam kilka stopni ganku, wrzeszcząc do pracusia o pomoc.

pies stał na środku podwórka i machał głową, a wokół jego głowy majtał się kot.
nie pomagało: puść, zostaw i inne mniej cenzuralne słowa. kot latał psu dookoła łba.
niewiele myśląc złapałam psa za obrożę, on się szarpał a ja z bólu miałam gwiazdy w oczach.
w tym momencie kot dziwnym sposobem poleciał pod tuje i tam został. 
psa przejął ode mnie pracuś a ja powlokłam się do kota.
tyle tylko, że pies jakimś cudem wyszarpnął się i też pognał do kota.
ja byłam szybsza, złapałam kota, nie mając pojęcia czy żyje i co z nim jest.
był cichutki jak myszka.
pies natomiast wył w niebogłosy...
obejrzałam kota, maleńkiego kociaczka - pozornie był cały, choć zakrwawiony.
pies wył, krew się lała strumieniem.
okazało się, że maleńki kotek pokonał dużego psa wbijając mu pazury w nos.
stąd ta krew. z psa - nie z kota.
odniosłam kociaka do domu, przytulając go i głaszcząc.
tofinka chwilę po uratowaniu...

i od tamtej pory moją właścicielką jest właśnie ta maleńka tofinka.

na wiosnę spotykałyśmy się obie za drewutnią, bo ona nie wchodziła do nas, bała się.
to były wspaniałe zabawy.
wtedy właśnie została moją właścicielką. 
i tak jest nadal.
jeśli tylko widzi, ze ja bawię się z jakimś kotem - to natychmiast ten kot dostaje łomot.
jak jest szczególnie wkurzona - to i mnie się łapą obrywa.
choć już teraz nie, bo kilka razy dostała palcem ode mnie.
ona łapą - ja palcem.
ale koty dostają łomot równo, nie ma starszy czy młodszy. 
niech tylko któryś zbliży się do mnie  za bardzo.
ostatnio biedna jest gapa, bo lubi siedzieć u mnie na kolanach.
tofinka leje ją wtedy, gdy mnie nie ma w pobliżu (widzę te bijatyki przez okno).
a poza tym?
jeśli spotkamy się za drewutnią, lub kociczka wraca z pola a ja zawołam: tofi, tofi, tofi, to natychmiast jest przy mnie, łasi się, mruczy - taka mała kiciunia z przed kilku miesięcy.
przy pozostałych kotach mogę sobie wołać ile chcę.
udaje, ze mnie nie zna, że to nie do niej....
czasem nawet syknie na mnie, nastroszy się...
i powiedzcie mi, jak to możliwe, żeby taki kociak zapamiętał, kto mu uratował życie i kto się z nim w dzieciństwie bawił?
bo nie mam wątpliwości, że ona pamięta.

tofinka teraz...
i jeszcze.
dość często tofinka podchodzi do psiej klatki, siada w odległości około pół metra i wpatruje się w psa.
pies toczy pianę, szaleje, mało się nie wścieknie...
a kociczka po jakimś czasie podnosi sie i dostojnym krokiem odchodzi....

ps. otrzymałam dwa wyróżnienia, dzień po dniu. 
napiszę o nich w następnej notce, a teraz tylko baaaardzo dziękuję:)

38 komentarzy:

  1. i tak zostałaś miłością życia:) ech, koty są niemożliwe, co one z nami robią. Bardzo się cieszę, że choć tylko wirtualnie, ale jakoś się odnalazłyśmy w tym zagonionym świecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trudna to miłość klarko. zazdrość i ostracyzm, nigdy nie wiem w jakim humorze wpadnie moja kociczka, czy da się pogłaskać, czy syknie...
      i ja bardzo sie cieszę, że było mi dane poznać tak ciepłą osobę jak ty:)

      Usuń
  2. Piękna historia :-)
    Jesteś tylko jej i wara innym zwierzakom od Ciebie ;))
    Tofinka śliczna dziewczynka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja mówię :tofinka wredna dziewczynka! koty się jej boją, a takie chucherko była. i najmłodsza jest:)

      Usuń
  3. Wkurza go , normalnie go wkurza ...
    Koty to mają charaktery ,
    ale po czym poznaje ,że to Ty uratowałaś życie nie wiem...
    Może koty jednak mają pamięć jak ludzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie, że wkurza, specjalnie to robi. czasem nawet syknie do niego, oj, pamięć ona ma doskonałą!:)

      Usuń
  4. Zapraszam po wyróżnienie na mojego bloga :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. odebrałam i czuję się wyjątkowo...tak krótko piszę tego bloga przecież...dzięki, krysiu:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Oczywiście że zwierzęta mają pamięć, a już to kto im życie uratował zapamiętają na zawsze :-) ale horror Tofinka musiała przeżyć i Ty również. Co za szczęście, że moja banda się nie bije :-) Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, w szoku była ogromnym i to dosyć długo. ja razem z nią. pracuś zastanawiał się, czy to się w moim przypadku pogotowiem nie skończy....a pies nadal nienawidzi kotów. taka jego natura. ściskam:)

      Usuń
  7. Przepiękny kotek wyrósł z tej kruszynki, a opowieść wzruszająca. Obserwowałam u siostry, przyjaźń pomiędzy kotem a psem i o dziwo koniem. Maleńki kociak przybłąkał się do nich na podwórko i natychmiast Anet, czyli suka wilczyca zaczęła go lizać. Początkowo spał przy koniu, a ten nawet nie drgnął przy tym drobnym, brzydkim kotku. Tak się nim zaopiekowały zwierzaki, że wyrósł na wspaniałego kota i został u nich na zawsze. Spał z psem, nawet mam gdzieś fotografię. Podaj, proszę, adres bloga Onetu, zobaczę jak wygląda.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie zawsze bardzo wzrusza taka przyjaźń, albo nawet miłość między zwierzętami...a tofinka wykarmiona tak, jak powinien być karmiony kot wyrosła z chucherka na śliczną trójkolorową kociczkę. z charakterkiem niestety.
      adres zostawiłam u ciebie na blogu. dziękuję:)

      Usuń
  8. Tofinka teraz wygląda jak księżniczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no pewnie! w końcu rządzi na dwóch podwórkach!

      Usuń
  9. Twoja Tofinka z wyglądu i zadziornego charakteru przypomina mi jednego z naszych dawnych działkowych kotów, którego córka nazwała Killerkiem. Na szczęście nie musieliśmy go w dzieciństwie ratować przed żadnym psem, sam trafił na naszą działkę. Gdy dorósł grał na nosie psom sąsiadów, bo szybko wdrapywał się na drzewo i z góry patrzył, jak pies szaleje pod drzewem.
    Gorąco pozdrawiam w szary, listopadowy wieczór, choć to dopiero dochodzi godzina 17.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w taki sposób jak opisujesz, zachowuje się inna kociczka - elektryczka. ona z kolei wdrapuje się wysoko na betonowy słup wysokiego napięcia a pies szaleje na ziemi. od tego zresztą ma imię. czego te koty nie wymyślą gdy wiedzą, że pies ich nie lubi.
      oj tak, listopadowe wieczory są brzydkie i długie. a przed nami jeszcze grudzień.... pozdrawiam serdecznie:)

      Usuń
    2. Gdy nasze działkowe kocice mają młode, wtedy nawet nie straszny im pies. Na jego widok jeżą sie, prychają i pies nie odważy się podejść. Zresztą największym psem na koty jest kochany Maksio, pies naszych najbliższych sąsiadów. On tylko na pozór jest groźny, ale małemu kotu nie zrobiłby krzywdy, a stare koty gania tylko po to, aby nie wyjść z wprawy i pokazać, kto tu rządzi. Kiedyś na wiosnę przyniósł w pysku na nasz taras biednego maluśkiego, rudego kociaczka, abyśmy się nim zaopiekowali. Kociuś trafił do weterynarza, a potem do naszego domu, ale nawet nocy nie przeżył, biedactwo. Który pies by tak zrobił?
      Miłego wieczoru.

      Usuń
    3. to ten śliczny west? to są cudowne psy, hałaśliwe ale bardzo kochające. moje wnuczka ma takiego psiaka. uwielbiamy go wszyscy! uściski

      Usuń
  10. A na zdjęciu Tofinka to takie niewiniątko, taka słodka panna. Kto by pomyślał, że tak psa załatwi? Ale jak każda kobieta tajemnice swoje ma.

    pozdrawiam listopadowo. Chcę śniegu, stanowczo, może się jaśniej zrobi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda jak pozory mylą? to jest kocica z paskudnym charakterem.
      oj tak, zdecydowanie jaśniej by było. i chyba przyjemniej. ja nie tęsknię za śniegiem, bo to dodatkowa robota dla pracusia - odśnieżanie!

      Usuń
    2. No niestety te odśnieżanie to ból. A w miastach komunikacyjny paraliż. Ja po prostu nienawidzę takiej pogody jak teraz, takiego siąpania deszczu. Już niech nie pada śnieg, ale niech przyjdzie zimny wyż byle przestało codziennie mżyć.

      Usuń
  11. to prawda, ja też nie cierpię takiej mżawki. dziś u nas kapało, chwila ze słońcem była i wiatr mało głowy nie ukręcił. ale tu zawsze wieje i dobrze. dzięki tym wiatrom da się znieść latem upały. ale za to zimą z trudnością nos sie wysuwa. o spacerze pomarzyć można.

    OdpowiedzUsuń
  12. Charakterna jest.Mój syn ma takiego zadziora. Niby je z Lejką z jednej michy i leżą razem na posłaniu ale Lejka wie kto rządzi i schodzi z drogi kotkowi. Tofinka na pewno pamięta Ewo. Niech sobie inni gadają co chcą ale zwierzęta wiedzą.Czy to kotki czy to pieski.Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj charakterna! taki z niej był kociak jak 5 minut na małym zegarku a teraz taka awanturnica wyrosła. leje te koty aż mi ich żal. że też one tak jej pozwalają na to. wiem, że ona pamięta. widzę czasami, kiedy się bawimy jej spojrzenie. takie inne niż wtedy, gdy wszystkie koty są razem. uściski, hanno

      Usuń
  13. Śliczna a Twoja Tofinka, a jaka zadbana. Ja szczególnie za kotami nie przepadam, ale ten Twój bardzo mi się podoba. Jak ja miałam psa (jamnika), pies na koty, to jak kiedyś poszedł za kotem, to tak pół dnia szczekał pod drzewem, na którym siedział sobie kot ...
    Musiałam go do domu przyprowadzić prawie siłą, a on to nawet nie miał siły już szczekać.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. jaguś, ona była taka chuda, że baliśmy się jej dotykać. dopiero jak ja odkarmiliśmy to urody nabrała i ciałka.
    ja też miałam jamnika. pamiętam, że to taka rasa, ze zaszczeka sie na śmierć a nie ustąpi. a jak chwyci to nie puści, choćby nie wiem co. pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Lubię ludzi z charakterem, lubię charakterne zwierzęta, a Tofinek do takich bez wątpienia do takich należy.
    Pozdrawiam Mazurską Krainę z mazurskiej krainy.

    U nas też stale siąpi i coraz więcej roboty się piętrzy, bo nic się nie chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u nas też sie nie chce nic robić, w związku z tym przystopowaliśmy. nie musi być wszystko od razu, choć ja niecierpliwa jestem. pozdrowienia z mazut na mazury:)

      Usuń
  16. Czy kiedyś nastapi taki czas, że kot z psem bedą żyć w zgodzie ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. pewnie tak do końca to nie, ale przecież jest całe mnóstwo kocio - psich przyjaźni!

      Usuń
  17. Ewuniu, napisałaś na blogspocie. Obejrzałam. Wydaje mi się, że gdybyś zmieniła szablon, blog wyglądałby ładniej. Możesz napisac do mnie na pocztę lotka3@op.pl, jeżeli będziesz potrzebowała. Miłego wieczoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrze, loteczko. szkoda mi tego brązu, towarzyszył mi od początku. a teraz zrobił się paskudny. dziękuję ci:)))

      Usuń
  18. Coraz bardziej lubię koty - ze względu na Grześka nie mogę mieć żadnego;/
    Śliczna i charakterna jest:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szkoda...wiem jaka alergia potrafi być upierdliwa. ale macie za co prześlicznego psiaka. wszystkie psy są cudne:)

      Usuń
  19. Z tem ratowaniem żywota to bym zanadto do tego wagi nie przykładał, bo jako właściciel najmniej kilkunastu kotów w żywocie, dodatkiem mieszkający między dwoma obejściami gdzie psy na koty nasze zajadłe okrutnie, żem jeszcze walki przez kota przegranej sromotnie nie widział... Co najwyżej ów się wycofa, co nie znaczy że przgrał, jeno że się mu już wojować nie chce... Rzekłbym nawet, że większym dla kota zagrożeniem jest kot jaki drugi, osobliwie gdy o amoryczne boje idzie:)) A atak na nos psi jest kota najpierwszym, instynktownym działaniem, zasię skoro pies jeszcze po oczach nie dostał, znaczy że do cyrkumstancyj prawdziwie ostatnich nie przyszło...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mości wachmistrzu, całe życie miałam psy. to skąd miałam wiedzieć, że kot nie da sobie krzywdy zrobić? no nie wiedziałam....teraz już sie tak nie boje o koty. serdeczności:)

      Usuń
  20. Śliczna kicia. Kiedyś, dawno miałam czarnego kota i białego, dużego psa. Kicul siadał pół metra od psa (w dzień był przy budzie)i gapił się na niego, a pies dostawał wariacji. A jak pies biegał po podwórzu to kiciul wybiegał z krzaków dawał po nosie psu i czmychał pod ten krzak. Nawet jak kota pod krzakiem nie było to pies omijał go szerokim łukiem:) Taka to była "przyjaźń:))
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  21. tu nie ma przyjaźni. z żadnym kotem. kot to wróg i jako takiego należy zniszczyć. a, że kot się nie da....pies ma nadzieję że, pewnego dnia...i pędzi w tuje, tam gdzie chowają się koty:)

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.