o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

poniedziałek, 12 listopada 2012

skubi....





było o kotach, teraz będzie o psie.
całe życie uwielbiałam psy, sama je miałam, albo miały i mają moje dzieci.
ale historia skubiego jest dość skomplikowana i mimo, że go lubię, to mamy do siebie bardzo dziwny stosunek:
on mnie lekceważy a ja udaję, że tego nie widzę.
no, chyba, że nie ma pracusia w pobliżu i pies nie ma wyjścia - musi zrobić to co mu każę - najczęściej chodzi o wejście do klatki.
skubi to pies, który po prawie trzech latach pobytu w schronisku znalazł przystań u violetki i sławka, poprzednich właścicieli naszego domu.
niestety, kiedy wyprowadzali się, nie mogli go wziąć, bo ich nowy dom nie był gotowy - zamieszkali w dwupokojowym mieszkaniu rodziców. 
czyli: rodzice violetki, jej mąż i dwoje dzieci.
szkoda nam było psiaka, który zresztą jest uroczy i pełen radości i zgodziliśmy się nim zaopiekować.
tym bardziej, że kupując dom postanowiliśmy, że weźmiemy ze schroniska jakieś potrzebujące miłości psisko i kocisko.
no dobra, zostawili nam skubiego a my nie mieliśmy pojęcia jakiego szatana bierzemy sobie na głowę....
skubi przez całe swoje życie mieszkał w klatce.
nie było mowy o wybieganiu się, bo z klatki wychodził raz w tygodniu na 15 minut.
jego opiekunowie nie tolerowali biegającego po podwórku psa...
postanowiliśmy to zmienić i pies całymi dniami przebywał na swobodzie.
problem polegał i nadal polega na tym, że jedyną komendą jaką psiak rozumie i wykonuje jest....daj łapę.
przez trzy lata pobytu poza schroniskiem nie nauczono go zupełnie niczego...
violetka i sławek nie widzieli potrzeby uczenia psa czegokolwiek...

a my? sześcioletni pies nie jest skory do nauki zwłaszcza jeśli ma do obwąchania całe podwórko i do zakopania na zapas kości z miski.
żeby nie było - próbowaliśmy. tyle tylko, że pies dokładnie wszystko olewał i robił swoje.
jego ulubionym sposobem na okazywanie czułości było skakanie na klatkę piersiową.
a ja po operacji, z rozciętym mostkiem ...unikałam go jak mogłam.
może uznał, że w mojej obecności to on rządzi?
a ja nie takie psy uczyłam posłuszeństwa.
ale to było kiedyś, zdrowa byłam...
mało tego, skubi kilka razy wydostał się nam poza ogrodzenie i blady strach padł na nasze buźki, bo wiedzieliśmy od sąsiadów, że psina dusi kury w ilościach hurtowych, również koty, których nienawidzi bo tak już ma.
podobno poprzednio bywały na niego skargi, tyle, że nikt nas nie uprzedził...
a jak mi wiosną wyleciały w powietrze świeżo posiane i posadzone kwiaty na rabatkach, to prawie się popłakałam.
zupełnie jak wtedy, kiedy pierwszy raz witając się ze mną skoczył mi łapami na jeszcze nie zrośniętą klatkę piersiową.
a ja się nie spodziewałam tego...
z kotami miał już kilka krwawych przepraw, ale to go nie nauczyło rozumu...
kilka małych kociaków wyrwałam mu dosłownie z pyska.
inne same dały sobie radę, ale ile mnie to zdrowia kosztowało!

poza tym godzinami potrafi szczekać....na nic.
wiat wieje, motyl leci albo mucha, listek lata, gałęzie szumią - zawsze jest powód do szczekania.
nigdy nie wiadomo czy pies szczeka, bo coś się dzieje, czy ma akurat fanaberyjne godziny.
dobrze, że psy sąsiadów lepiej pilnują naszego podwórka niż skubi.
kilka nocy temu, szczekał od 24 do 2 . prawdopodobnie żaba mu weszła pod budę...
on szczekał, nie dał się uspokoić i nie spaliśmy my ani nasi sąsiedzi...

violetka i sławek porządkują już teren wokół nowego domu i budują klatkę dla psa, coby po całym podwórku nie latał.
tyle tylko, ze byłam tam wczoraj i nie widziałam nic co by mogło wskazywać na to, że zabiorą psa.
wkurzam się powoli, bo nie lubię niesłowności.
każdy ma jakieś plany a przecież nie musieliśmy godzić się na pilnowanie psiaka.
właściciele skubiego zdaje się mają to w nosie.

sławek może nie tyle, ale violetka i ich syn, damian bardzo tęsknią do skubiego. widać to po ich oczach, kiedy wpadają na trochę.
a pies?
po ich odejściu siedzi i patrzy przed siebie, w stronę w którą pojechał ich samochód.
wiem, że oni powinni być razem, choć nie będzie miał takiej swobody jak u nas.
to oni są jego przyjaciółmi a on ich szczerze po psiemu kocha.
acha - to jest jedyny pies z dredami jakiego kiedykolwiek widziałam.
całe życie marzyło mi się, że mam psa, mam kota i te sierściuchy kochają się nawzajem.
ale ten numer to nie ze skubim.




i nie chodzi o to, ze jestem wredna baba, co się zaparła, że tego psa nie chce.
ja jestem potrzebna psu,  który potrzebuje miłości, który polubi koty i będzie żył  w zgodzie z innymi zwierzętami.
takiego, którego nie będę zamykała do klatki.
nienawidzę tego.
ale ze skubim się nie da. orze ziemię z szybkością kombajnu, niekoniecznie tam, gdzie potrzeba.
a ani pracuś, ani ja nie mamy czasu cały dzień biegać za psem i patrzeć co akurat nabroił.

35 komentarzy:

  1. Ależ ja Cię rozumiem...Miałam taką suczkę Tanię ( niestety wpadła pod samochód)ileż mi szkód nawyrządzała.., przegięciem było zrobienie wyrwy w łóżkowym materacu! Ale kochana była mimo wszystko. Maks, po tej samej matce tyle, że rok później( ojciec nieznany) jest indywidualistą, i wolnym ptakiem...jakby to nie zabrzmiało. Kotów nie lubi, wiec goni sąsiedzkie, bo te mają chrapkę na kurczaczki i kaczuszki...on zresztą też, ale zachowuje się jak pies ogrodnika ;) Psy dostałam, bo właścicielka suki-matki koniecznie musiała szczeniaki oddać w dobre ręce, ale zapowiedziałam, że to już koniec, bo mnie się trafiają same zwariowane. Maks się nikogo nie słucha, a przy tym jest bardzo towarzyski, więc pcha się wszędzie, otworzę drzwi auta już siedzi na siedzeniu, wysmarowawszy moje przy okazji...utrapienie, ale kochane...bo nasze!
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale jest wasz i przez was kochany. właśnie....a tu zupełnie jak by się z łańcucha zerwał, szaleje, pędzi nie wiadomo dokąd. skacze na plecy na klatkę piersiową. niespodziewanie. i to wieczne szczekanie....sąsiedzi mają dosyć a co my mamy powiedzieć? on podobno taki nie był kiedyś. siedział w klatce i był cicho. teraz widać swobodę poczuł....

      Usuń
  2. Niestety czasami są psy , które nie tolerują kotów
    i nic na to nie poradzisz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tyle tylko, że ten układ akurat zbyt dużo zdrowia mnie kosztuje. ja mam mieć spokój.

      Usuń
  3. Myślę, że Skubi, jako pies po przejściach ma specyficzne potrzeby. Oglądałam czasem "Zaklinacza Psów" na National Geographic i wiem, że niestety do pewnych zwierzaków trzeba mieć doświadczenie. Tak samo jak aby przyzwyczajać jednego zwierzaka do drugiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też oglądałam zaklinacza i jestem nim zauroczona. wiele psów przeszło przez moje ręce, ale takiego gagatka nie spotkałam. do niego nic nie dociera. on widzi tylko koty....

      Usuń
    2. Przypomniała mi się sprawa z jednego z odcinków. Dziewczyny wzięły psa ze schroniska. On zaś miał obsesję na punkcie kamieni. Brał je do pyska i ranił się do krwi. Dziewczyny bały się z nim wyjść bo on widział tylko te kamienie na spacerze.

      Usuń
    3. dziś dowiedziałam się, że skubi został przyprowadzony do schroniska jak miał 2 lata, bo właściciel sobie nie radził....

      Usuń
  4. Zanim wzięłam Lejkę ze schroniska, poprosiłam aby zamknięto ją w pokoju z kotkiem.Staliśmy czujnie, gotowi do interwencji ale Lejka zareagowała tańcem ogonka. Synowie mają koty i wolałam sprawdzić. Jest super. Niestety, piesek w budzie reaguje inaczej na powiew wolności. Mówiąc oględnie, dostaje małpiego rozumu.Zastępuje glebogryzarkę, atakuje wszystko co się rusza.Widziałam to u sąsiadów.Lejka jest inna, być może dlatego, że w schronisku była krótko a u mnie biega luzem.Jak przyjeżdżają synowie to jest w niezłej komitywie z ich kotkami.Macie rzeczywiście kłopot.Oby piesek trafił jak najszybciej do swoich właścicieli. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. psiaki moich sąsiadów są zupełnie inne. koty śpią na nich jak na poduszkach. no, ale te psy nie wiedzą co to klatka ani buda. chodzą wolno...uściski, hanno

      Usuń
  5. no i właśnie to jest najlepszy sposób. ja nie miałam takiej możliwości, zresztą wiedziałam, że skubi nienawidzi kotów. nie miałam tylko pojęcia, że sąsiedzkie koty będę częściej u nas niż u siebie. z kolei nie chciałam, żeby pies całe życie spędzał w klatce - i tu nastąpił konflikt interesów. a ponieważ ja się bardzo i szybko denerwuję, to mam przechlapane!

    OdpowiedzUsuń
  6. psy ze schroniska są trudnymi kompanami .Moja suka , odebrana przez młodzież wiejskiemu oprychowi została przywieziona do mnie gdy miała 5 miesięcy - wyglądała jak piszczel i jadła kamienie( nawyk z przeszłości). Upłynęło 9 lat , daszka przez wszystkich rozpieszczana jest niesamowita i chodzi za mną jak cień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba nie wszystkie. moi sąsiedzi maja trzy psy, wszystkie ze schroniska. psiaki żyją w zgodzie ze sobą i kotami. ale to prawda, pies ze schroniska ma już sporo za sobą...

      Usuń
    2. Hoje to moje marzenie , niestety nie znoszą dotykania , a moi Synowie i futrzaki przemieszczają się niczym tajfun

      Usuń
    3. jak to nie znoszą dotykania!? wprost przeciwnie!

      Usuń
    4. mają wrażliwe końce. Zazdroszczę , zazdroszczę , zazdroszczę , ale pozytywnie .W zimę mam dwa pomieszczenia dla kwiatów i ściągam je z całego domu . Dom przypomina małpi gaj .Narobiłaś mi smaka i sobie kupię

      Usuń
    5. Ewa walnij mnie w tą kudłatą łepetynę . Pisałam o hoi a myślałam o araukarii .Zaćmienie wieczorowe jak nic. Hoję mam malutką z kradzionej sadzonki .

      Usuń
    6. kradzione najlepsze. przyjmą się i bedą pięknie rosły!

      Usuń
    7. ja niestety nie mam osobnego pokoju dal kwiatów, no, może strych, ale tam za zimno. roślinki radzą sobie całkiem nieźle w zimowym kaloryferowym ciepełku:)

      Usuń
  7. Skubi wygląda bardzo sympatycznie, choć jak piszesz Ewuniu jest trudnym egzemplarzem. Pewnie to nieustanne siedzenie w klatce, brak codziennego kontaktu z ludźmi i zwierzętami tak ukształtowało jego psychikę. Nie wiem czy jest ona jeszcze do wyprostowania, pewnie wiele dni trzeba by poświęcić aby to naprawić, zmienić, a pozostaje jeszcze pytanie jak profesjonalnie to uczynić. Och ciężki masz orzech do zgryzienia...
    Nie rozumiem ludzi, którzy cały czas trzymają zwierzę w klatce, po co im pies z którym nie mają kontaktu? Pies jest przecież zwierzęciem stadnym, tylko i wyłącznie dobrze funkcjonuje w grupie, taka izolacja w klatce musiała u Skubiego nieźle namieszać, szczeka po nocach ze strachu, samotności i tęsknoty... Och smutno mi się zrobiło... Buziaki przesyłam Ewuniu !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. skubi jest bardzo sympatyczny i gdyby od szczeniaka ktoś się nim zajął, to może byłby zupełnie inny. a tak klatka w schronisku, klatka po schronisku i przed schroniskiem pewnie też. szkoda mi go bardzo, lubi się bawić, ale niestety nie słucha nikogo. no i do klatki wróci, niestety...

      Usuń
  8. Pies w klatce, bez sensu, mógłby się ktoś taki sam zamknąć w klatce i sprawdzić jak to jest, nestety, bardzo często widzę psy w klatkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak tu jest, lusiu. dobrze jeszcze, że w klatce a nie na łańcuchu. tego nigdzie nie widziałam.

      Usuń
  9. Przystojny ten Skubi Twój, ale czego "jaś za młodu się nie nauczył, to już się nie nauczy" ...
    Ja też nie rozumiem że ludzie psa trzymają na uwięzi ... biedny piesek.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. śliczny piesek bardzo, czasem widać, że ma gdzieś wśród przodków psa myśliwskiego. ta sylwetka....jemu potrzebna jest przestrzeń a ze względu na swoje złe nawyki wypuścic go nie można na długo.
      pozdrawiam, jaguś:)

      Usuń
  10. Witaj Ewo! Bardzo ładny piesek. Zastanawia mnie, dlaczego ludzie nie myślą, że przecież żywe zwierze, odczuwa ból, cierpienie..... Nie mam słów na takich.Pozdrawiam Ps.Dziękuję za odwiedziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj, tereso. ludzie na wsi rzadko myślą o potrzebach zwierząt. one są jak przydatne lub nie przedmioty. w dodatku takie, za które sie nie płaci. dziękuję, że wpadłaś:)

      Usuń
  11. Ma charakterek i chyba czuje sie opuszczony przez swoje 'stado'. Buziaki najserdeczniejsze. Paczucha.

    OdpowiedzUsuń
  12. My mamy młodą labradorkę. Ma swój ogrodzony kojec, budę. Teraz biega w dzień ze 3 godziny (wracamy do domu po 15) latem jest na dworze od rana do wieczora. Wredna strasznie, niszczy co popadnie, wszystko mi wykopuje, załatwia się gdzie chce (chociaż wciąż prowadzamy ją na pobliskie pole, poza naszą działką), ostatnio wygryzła papę z budy, mąż jej ocieplił styropianem budę też wszystko zniszczyła... podobno TAK MAJĄ TE PSY heh... a i kotce nie popuszcza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj, kamo. widzisz, a utarł się taki stereotyp, ze labrador, to dusza - pies. jak widać wszędzie się trafi "charakterek z piekła rodem". ja z kolei znam labradorkę, która wychowała małe kociaki, bo matka je porzuciła...pewnie z pomocą ludzi, bo sama by nie dała rady. a teraz te dorosłe koty w ogień by za nią poszły....

      Usuń
  13. Piękny pies, ale piękność, to nie jest u psa najważniejsza sprawa. Nie ułożysz go po swojemu, za późno widocznie. Przypomina mi to historyjkę z "Klanu", kiedy to wielbłąda zostawiono na Sadybie. Zmuś właścicieli do odebrania psa i już, bądź zdecydowana. Zdrówka dobrego Ci życzę, bo w związku z tym co napisałaś, miałaś jakieś kłopoty. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, uroda to nie wszystko...wczoraj rozmawialiśmy z właścicielami, tłumaczą sie jak mogą, ale pracuś wyskoczył, ze ja w szpitalu przez psa wylądowałam, o matko!!!teren mają nie ogrodzony, dom blisko ulicy. miało być do jesieni, zaraz zima będzie...coś tam mówią o końcu grudnia, ale ja powiedziałam, że mowy nie ma...uściski

      Usuń
  14. Bardzo ładny ten Twój Skubi :D szkoda, że taki niepokorny ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. właściwie to nie mój...lubię go bardzo mimo wszystko, ale pies musi sie słuchać choc trochę. pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.