o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

poniedziałek, 19 listopada 2012

ósemka...

jakiś tydzień temu,  pracuś, jak codziennie, wyniósł na dwór kolację dla kociego towarzystwa.
po chwili mnie woła.
- chyba mam coś z oczami, dość ciemno  jest i dobrze nie widzę. kurza ślepota, czy co...
-ale o co chodzi ?- pytam.
-popatrz na te koty, przytyły ? tak z dnia na dzień? zwłaszcza gapa jakaś szeroka...
no to ja patrzę na koty i coś mi się nie zgadza.
gapcia czarna jak smoła, wprawdzie przytyła trochę, tak jak inne koty, ale nie aż tyle.
przyglądamy się dalej i....o matko moja jedyna!
są trzy malutkie kociaki.
  jeden czarny , jeden czarno biały  i jeden piękny ciemno bury
tylko skąd się wzięły?
wprawdzie cwaniaczka urodziła kociaki w końcu czerwca, ale w czasie żniw ślad po niej zaginął.
kociaki by tyle czasu same nie przeżyły...
tofinka też była przy nadziei, ale bardzo krótko, nie urodziła.
no to skąd te koty????
przyszły jakiś kilometr spod lasu?
niemożliwe.
kociaki ufne, widać, że ludzi się nie boją....
najadły się i dały dyla w ciemność.
z wrzaskiem niesamowitym.

i tyle je widzieliśmy... ja już myślałam, że halucynacja zbiorowa to była...

ze trzy dni temu pokazał się burasek - okazuje się, że to najodważniejszy kociak z tego towarzystwa.
traf chciał, że na swoich podwórkach byli akurat grzesiek i pracuś.
no i pracuś niewiele myśląc zapytał o koty.
grzesiek jak zobaczył buraska - maiukotka, nieco się wkurzył. powiedział, że te koty to oni dostali, bo nie miał się nimi kto zająć a zima idzie....
a ten skubany do sąsiadów poleciał...
no, pomyślałam sobie, u was to im będzie dobrze, najedzą się chleba albo kartofli, z kurami w kurniku pośpią...
bożena zakomunikowała, że wstawili im do stodoły budę i koty tam mieszkają.
miałam na końcu języka pytanie, czy je sznurkiem przywiązała do tej budy.
niepotrzebnie.
jeszcze tego samego wieczora wszystkie trzy kociaki zameldowały się na kolacji a potem poszły spac do naszej piwnicy.
a w piwnicy to nie byle co, kołdra, poduszka...
teraz jak pracuś do piwnicy schodzi po schodach, to mu się osiem kotów plącze pod nogami.
tłumaczyłam, ze pewnego dnia bożenka wpadnie tu z jakimś ciężkim przedmiotem, bo te koty już w ogóle nie bywają w swoim domu.
jeszcze niedawno, gdy któreś z sąsiadów za płotem zakiciało, albo łyżką o talerz stuknęło, to cała hałastra gnała do kromki chleba albo ziemniaka.
teraz nawet jak któreś wyrwie, to w połowie drogi  zatrzymuje się i zawraca .
i pewno moi sąsiedzi napiszą skargę do sołtysa, że im koty ukradliśmy....
o, albo my napiszemy, że grześki podrzucają nam koty do karmienia a my już nie wyrabiamy finansowo.
tak czy tak bardzo jestem ciekawa jak ta historia się zakończy .
kotów póki co nikt nie przetrzymuje - po prostu okno do piwnicy musi być na razie otwarte.
a koty jak koty - idą tam, gdzie im lepiej.

a oto nasze - nie nasze kociaki;


czarny - nienasz.



miaukotek o prześlicznym kolorze


śliczny, nieco stroniący od ludzi przecinek

ja wiem, ze to nasza wina, bo zaczęliśmy karmić cudze koty, ale one takie zabiedzone były.
te małe już nie, ale nimi się kilka osób opiekowało, zanim tu trafiły.
słusznie bożena będzie miała pretensje, ale ja się odciąć umiem i jak się wkurzę, to bardzo grzecznie jej powiem co myślę.
grzecznie i dosadnie.


ps. wczoraj zaczęliśmy z bólem serca odzwyczajać koty od przesiadywania w piwnicy.
maluchy z początku protestowały, wracały jak bumerangi, ryczały w niebogłosy, że to niesprawiedliwe, waliły łapkami w okno salonu.
pies się wmieszał szczekaniem - awantura na pół wsi...
przeszło maluchom.
dziś co jakiś czas wpadają sprawdzić, czy nic się nie zmieniło i czy żarełko czeka.
i ganiają po drzewach.
mam nadzieję, że bez burzy się obejdzie.

56 komentarzy:

  1. Nie masz możliwości kastracji ??
    Od nowego roku w Gminie powinny być darmowe talony...
    Ja wszystko kastruje i sterylizuję co mi w rękę wpadnie :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie mam. nawet gdyby była za darmo. bo koty maja właściciela a właściciel musi wyrazić zgodę. rozmawiałam z weterynarzem, który kiedyś rozmawiał z nimi. niereformowalni. sprowadzili te koty, żeby te starsze nie rozmnażały się między sobą, tylko z nowymi. no szlag mnie trafia normalnie!

      Usuń
  2. Ten czarny to jak mały Mikeszek ...;)
    Piękne kociaki ,ale nie zazdroszczę tzw. darozjadów ;)
    No ale jak tu nie dać jak to to patrzy ...\
    Nie da się przemówić do rozsądku sąsiadce ?
    Bez powodu to one nie emigrują ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też pomyślałam o mikeszu, jak zobaczyłam czarnulka. teraz są w sumie 3 całkiem czarne koty...z sąsiadką nie raz rozmawiałam. "kotów się nie karmi i już".

      Usuń
    2. Katastrofa z tej sąsiadki -//

      Usuń
  3. Jewcia przypomniałaś mi wpisem ,jak to pewnej zimy psy karmiłam i nie moja wina ze wielkie one były jak krowy.Gdy szłam do sklepu,one za mna , gdy szłam na poczte , do apteki lub gdziekolwiek,one za mną .bałam sie że kogos pogryza i będzie draka ( nie pozwalały obcym,chwiejnym facetom do mnie się zbliżyć.Gdy wychodziłam do sklepu mąz ze strachem w okno sie gapił z iloma psami wrócę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. za mną póki co koty łażą po polach. czasem drogą coś jedzie a one akurat pod samochód skaczą. kierowca ma przymusowe hamowanie. ale zawsze patrzy jak kilka kotów na spacer mnie wyprowadza. z psami nieco gorzej, bo rzeczywiście jak komu źle z oczu patrzy...

      Usuń
    2. Jewka jestem zdrowsza o Twój komentarz .
      hahahaha.śmiech to zdrowie.
      Zwłaszcza w dobie tak rozwiniętej techniki tego typu katastrofy mnie śmieszą do łez i do tego wrednie, bo nie użaliłam się nad Twoją niedolą

      Usuń
  4. Czarno widzę...:(( Obyście nie skończyli jako Bardotka, czy Villas, co ich własne koty nie zagryzły jeno temuż, że ludzie zdążyli pierwej...:((
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mości wachmistrzu, nie uprawiaj czarnowidztwa. panujemy nad sytuacją wspólnie z wtajemniczonym weterynarzem. sami nie chcemy stada kotów na podwórku. zwłaszcza, ze mamy swojego w domu a on tego towarzystwa nie toleruje. pozdrowienia

      Usuń
  5. Ja pierniczę (no, bo święta idą, nie?), nie zazdroszczę. Mam dwa nowe rudzielce i nie panuję nad nimi (bakterie cholerne), chca mną rządzić, a ja się nie daję, ale potrafią mnie przechytrzyć, niestety. Ewciu, jeśli Ty panujesz nad sytuacją, to szacun wielki. Wiem, jakie to trudne.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. panuję i nie dam się zjeść kotom. poza tym to są koty, których nie wpuszczam do domu, więc chcąc czy nie chcąc poluję w dzień na polach (widzę przez okno), wieczorem wpadną na kolacyjkę i na spanie biegną już do własnej stodoły. pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Widzę , że cała okolica prfzychodzi ogrzac się w Waszym zwieryńcu. Mysle , że sa w symbiozie z psami.. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przede wszystkim jakimś cudem tu się plotki szybko roznoszą....ściskam

      Usuń
  7. pięknie, niedługo będą Cię w rodzinie nazywać Ewa Villas, i to nie z powodu przecudnego warkocza ani śpiewu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje dzieci to się stukają w głowę od dawna, patrzą na siebie porozumiewawczo....no bo jakim cudem z psiary stałam się kociarą? i to w ilościach hurtowych? trudno to zrozumieć jak sie nie zna kotów. uściski

      Usuń
  8. Nie zazdroszczę sytuacji. Ludzie bywają nieodpowiedzialni ale dlaczego z tego powodu macie cierpieć Wy? Serdeczności Ewo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na razie panujemy nad tym. koty wpadają tylko na kolację. trochę utrudnień wprowadziliśmy, usciski

      Usuń
  9. Koty są piękne, ale jak ludzie zaczną Wam je podrzucać, to całe stado będzie się po podwórku pałętać. Trzeba mieć koty ale nie tyle. Siostrze mojej, jak miała na wsi dom, też podrzucali ludzie. Kiedyś taki zabiedzony kociaczek do niej trafił, a brzydki był i jakiś chory.Suka go wylizała, a spał z koniem w stajni i tak wyrósł z tego brzydactwa przepiękny kot. Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli piękna przyjaźń...mam nadzieję, że i u mnie kiedyś będzie zgoda na podwórku. serdeczności

      Usuń
    2. Będzie zgoda na podwórku jak tylko Twoje ulubione zwierzaki tam zamieszkają i nikt nie będzie podrzucał innych. Spokojnej jesieni.

      Usuń
    3. i tego właśnie nie mogę się doczekać, loteczko:)

      Usuń
  10. To faktycznie, nadmiar szczęścia, by nie powiedziec kotów. Mam nadzieje, że historaia ta się dobrze dla Ciebie i kotków skończy. Paczucha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak to sie mówi "wzięłam sprawy w swoje ręce" i mam nadzieje, ze w dobrym kierunku zmierzam.

      Usuń
  11. Ewo, mam koleżankę, która kocha koty, ma ich już kilkanaście, większość podrzucona przez ludzi, chore, biedne koty, ona je leczy i karmi, co pociąga za sobą oczywiście koszty, to bardzo piękna cecha, niestety jest wykorzystywana przez ludzi, którzy to zauważą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. lusiu, mnie tych kotów nikt nie podrzuca, wprost przeciwnie, sąsiedzi się wkurzają, że je karmię. kot powinien być na tyle sprytny, żeby sie sam wyżywić. w koncu stodoła duża, myszy sporo...a koty nakarmione. tylko nie rozumieją tego co im mówię: nakarmiony kot będzie bardziej łowny niż ten głodny...

      Usuń
  12. Śliczne kociaki.I ja mam koleżankę której podrzucają koty i psy , ma 8 kotów i 5 psów.A ona stara się oddawać je w dobre ręce ale chętnych jest mało.Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tu w ogóle nie ma chętnych, wieś rozrzucona bardzo, każdy ma po 2 koty. wszyscy sie tu z moich sąsiadów śmieją, że maja tyle kotów, ale oni postawili na ilość nie na jakość.

      Usuń
  13. Ewo tak pięknie piszesz o tych kotach, ale sytuacji Ci nie zazdroszczę.
    A może zamknij jadłodajnię i napisz karteczkę: przeniesiona do sąsiadów.
    Żart.
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahah, dobre. tylko, ze tam to kociny by z głodu padły:(

      Usuń
  14. Ewo Ty normalnie niedługo będziesz miała zwierzyniec. A najpiękniejsze, że piszesz o nich z takimi emocjami, z miłością.

    P.S Co do tekstu na górze. Ja tam mówię, że jak się komuś u mnie nie podoba to niech szuka szczęścia gdzie indziej. Twój blog to Twój kawałek sieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. erinti, zawsze kochałam zwierzęta. jeszcze w warszawie ciagle któryś z psów u mnie pomieszkiwał. teraz poznałam koty i też mam dla nich otwarte serce. nie dam sobie wejść na głowę, ale i kotów nie pozwolę głodzić.
      PS. właśnie. jednemu podoba się czarne, innemu białe. i niech każdy zostanie przy swoim:)

      Usuń
  15. Mam przyjaciółkę, istną psią i kocią mamę, przygarnia pod swoje skrzydła wszystkie zwierzaki. Ma do tego warunki, bo mieszka na ranczu. Na dodatek wszystkie koty wiezie do sterylizacji, choć jej się nie przelewa. Tego lata sfotografowałam niektóre z jej kotów, które przychodzą od sąsiadów. Może kiedyś zamieszczę te zdjęcia na blogu.
    Pozdrawiam wieczornie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. anno, ja nie mogę wysterylizować tych kotów, bo nie jestem ich właścicielką. weterynarz proponował to moim sąsiadom. ale oni chcą mieć więcej i więcej....kotów, oczywiście. tylko kotów żal... pozdrawiam

      Usuń
    2. Moja przyjaciółka nie patrzyła na to, że nie jest ich właścicielką, choć jak się później okazało, pięć kotów przeszło do niej od sąsiadów. Niestety, dwoje kociąt zginęło śmiercią tragiczną, czego nie mogła odżałować moja przyjaciółka.
      Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
    3. możliwe, ze twoja przyjaciółka, anno, mogła sobie pozwolić na taką "samowolę". ja tu mieszkam zbyt krótko i nie mogę przez koty narazić się wszystkim mieszkańcom wsi. my, z miasta, wcale nie jesteśmy tu serdecznie witani. wprost przeciwnie. no, bo nie wiadomo po co my tu i na co. ech, tak to z ludźmi....

      Usuń
  16. to ja też może się do Was przygarnę?:))

    OdpowiedzUsuń
  17. mam kocią karmę dla lwów salonowych. odpowiada???

    OdpowiedzUsuń
  18. No to zrobił się ambaras, a koty dokładnie myją sobie uszka, bo jak tak to będzie deszcz :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ostatnio nie myją się specjalnie, głównie śpią...to co to znaczy? buziaki

      Usuń
    2. Hmm ... to może jakieś chorowite są :))
      Serdeczności zostawiam.

      Usuń
    3. one nigdy całkiem zdrowe nie były. a to katar, a to uszy....nikt nigdy o nie nie dbał. teraz tylko jak odkurzacze jedzenie wciagaja:)))

      Usuń
  19. Ha ha..ja takie znam z dobrym sercem co to się zarzekały...a mieszkają w bloku w Dużym Mieście- na razie obie na 4 skończyły ;)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. roksanno, ja się zarzekam, bo nie dam rady po prostu. i jakieś resztki rozumu mi pozostały. mam w domy stareńkiego kota i przede wszystkim jemu muszę zapewnić dobrą starość. a on tych kotów nie lubi. do domu żadnego nie wezmę, bo nie mam tyle kasy, żeby wszystkie zaszczepić i takie tam. odrobaczywiam je, leczę z kataru, krople do uszu wpuszczam jak trzeba....no i daję jeść. idzie zima i koty przeniosą sie do sąsiedzkiej stodoły, już teraz rzadziej wpadaja. jak sie sciemni to wiadomo, że kolacja będzie. serdeczności:)

      Usuń
  20. Szkoda, że niektórzy luzie tak traktują woje zwierzaki... Kot, czy pies i inne zwierzę zawsze wyczuje kto prawdziwie o nim myśli, dba, naturalne, że przyszły do Pani. Chociaż wykarmić 8 kotów to różnica finansowa niż np. 2..:( tego to nie zazdroszczę...
    Swoją drogą, koty bardzo ładne! Liczę na to, że sąsiedzi jednak zaczną inaczej (lepiej) postępować, a do Was koty będą chodziły nadal, ale tylko w odwiedziny :)
    Pozdrawiam, zapraszam do mnie.
    http://wachlarzemocji.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję za link:) moi sąsiedzi są reformowalni, nawet rozmowa z weterynarzem, bardzo obrazowa nie pomogła. oni wiedzą swoje i koniec!
      a kot - to tylko kot. nie ten to inny. chociaż tych "łownych" to szkoda, jak zagina gdzieś w lesie czy polu. pozdrawiam:)

      Usuń
  21. Choć wpadam do Kaczorówki tylko w sezonie i oprócz urlopu tylko na weekendy też miewam "wizytację" miejscowych kotów. Szperają w koszu na śmieci, wchodzą do domku i wyjadają psu z michy. Wystawiam im miseczkę z jedzeniem pod domek, bo mój pies kocha koty i chce się z nimi bawić, ale one psy kojarzą inaczej i zaraz zwiewają.
    Te Twoje "niemoje" bardzo ładne kotki. Zastanawiam się jakie argumenty przemówiłyby do Twojej sąsiadki, chodzi o tą sterylizację.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żadne argumenty. koty maja sie rozmnażać, zjadać myszy i w razie jak który zginie w polu czy w lesie, to będą następne. i paragrafu na to, cholera nie ma!

      Usuń
  22. Witaj, fajne zwierzaki u Ciebie. Też kocham koty, ale nasza Wiedźma jest bardzo agresywna do innych kotów, więc na razie nie możemy wziąć więcej. Gdzie dokładnie mieszkasz pod Iławą? Moi rodzice mieszkają w Siemianach nad Jeziorakiem. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj, natalio. ja mieszkam mniej więcej w takiej samej odległości od Iławy jak twoi rodzice, ale w przeciwnym kierunku. bardziej na brodnicę. i nie mam jeziora bliziutko. ale i tak jest pięknie:)

      Usuń
  23. Z pogotowia już nie korzystam, kiedyś może i tak.Co do TiRów, to w 2000r, wracaliśmy z Białorusi i na drodze było ich tyle, że nabawiłam się strachu i do dziś, ja mąż wyprzedza jakiś wielgachny samochód, boję się i trzymam uchwytu kurczowo. Pozdrawiam cieplutko. U nas też mgła nad morzem.

    OdpowiedzUsuń
  24. w tej chwili loteczko nic nie widać. nawet schodów na ganku. koszmar!

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.