o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

wtorek, 23 października 2012

pierwsza taka wizyta...

ponieważ od jakiegoś już czasu, podczas palenia w piecu kopciło się niemiłosiernie, a my chcemy jeszcze trochę pożyć, zaczęło się polowanie na kominiarza. 
oj, niełatwe to zadanie, niełatwe...
wreszcie udało się zdobyć numer telefonu i pan kominiarz zgodził się przyjechać jeszcze dziś, bo pracuś mu powiedział, że jutro może być już za późno na czyszczenie komina....
bo się zatrujemy....
pan kominiarz, umorusany jak kominiarz przyjechał, poprosił o drabinę i wlazł na dach.


powiedział: "ale tu pozapychane. kula nie chce wejść do komina".

potem jak już dziura była duża, to czyścił jakimś ani bliżej, ani dalej mi nie znanym urządzeniem i głową kręcił...
no jak miał nie kręcić skoro komin nie był czyszczony dwa lata?
bo okazuje się, że poprzedni właściciel w zeszłym roku tylko podpisał, że komin był czyszczony a nie był.
pan kominiarz myślał, ze tu nikt nie mieszka i omijał nas szerokim łukiem.
a nasz sąsiad to sam sobie komin czyści.
odważnikiem na linie....
do niego kominiarz też nie chodzi.


elektryczka natychmiast weszła na dach skontrolować przebieg prac.


potem z góry popatrzyła na wściekającego się psa (ciągle mam o nim napisać i coś innego mi wpada).
i, usatysfakcjonowana pracą pana kominiarza oraz " no to ci pokazałam, kto jest górą, wściekły kundlu!",
zeszła na dół.


gapa też próbowała wejść, popatrzeć sobie się z góry...



nawet kawałek wlazła, ale pracuś powiedział "nie będę ganiał po dachu kulawego kota" i ściągnął ją na ziemię.
zupełnie nie wiem czemu, bo kulawego to chyba łatwiej złapać?


pan kominiarz zszedł, odniósł drabinę do drewutni....
( ten z cegły to dom sąsiadów).


zainkasował należne z napiwkiem i zapowiedział  się na grudzień.
no i teraz nie zaczadziejemy.

42 komentarze:

  1. PRÓBUJĘ OD RANA NAPISAC CI KOMENTARZ,ALE COS WCISNĘŁAM NIE TAK I TWÓJ BLOG TAK SIĘ ZMINIMALIZOWAŁ,ZE NIE MOGŁAM NIC PRZECZYTAC.ANI NIC PORADZIĆ.DOPIERO SYN MNIE URATOWAŁ.
    I PODZIWIAM PIĘKNE ZDJĘCIA KOMINIARZA I NIE TYLKO.
    JA TEZ SIĘ BOJĘ ZATKANEGO KOMINA,ALE U NAS MĄZ SAM CZYŚCI,I MUSZE MIEĆ ZAUFANIE DO NIEGO.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, znam to! i capslock się zaciął...tu, w naszej samotni nikt się na komputerach nie zna i muszę sama kombinować. dobrze, że mamy dwa.
      a boję się zatkanego komina okropnie! to dla mnie nowe doświadczenie:)

      Usuń
  2. bardzo rozsądnie. Ja mam w domu czujnik, ogrzewamy dom gazem i też uważam, że nie ma co chojrakować tylko dbać o bezpieczeństwo. Kociarstwo ciekawskie:)
    Miłego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gazu w bloku sie nie bałam, bo wszystko było zabezpieczone i kontrolowane. teraz nawet butli do domu nie wpuściłam - boję się i już. ogrzewanie jest jak się napali w piecu, woda i gotowanie na prąd.
      koty są tak bardzo ciekawskie, ze jeden na drugiego wskakuje, byle szybciej zobaczyć co się dzieje.
      pozdrawiam:)

      Usuń
  3. To polecałbym jeszcze się zaprzyjaźnić z produktem zwanym "SADPAL", którego po trochu do ognia dodając co czas niejaki można niem sadze wypalać i można tegoż kominiarza wielekroć rzadziej zapraszać...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
  4. serdeczne dzięki mości wachmistrzu za podpowiedź. jednak blog to miejsce w którym można się wielu rzeczy dowiedzieć.
    miłego:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują , że to kot przepchnął ten nieszczęsny komin...

    OdpowiedzUsuń
  6. hmmm, proponujesz żeby do czyszczenia komina używać czarnego kota?

    OdpowiedzUsuń
  7. Na czasie Twoja notka, do mnie wczoraj przyjechał pan wyczyścić i przygotować piec przed zimą i właśnie po odpaleniu pieca (na eko-groszek) stwierdził, że komin to trzeba jednak przetkać, bo piec za często się załącza czyli komin musi być zatkany. Zostawił jednak paczkę tego proszku SADPAL i dzisiaj jest już o wiele lepiej. Oczywiście i kominiarz przyjechać musi ale sadpal działa! Uściski dla urwisów dachowych i dla Ciebie rzecz jasna :-))) Dominika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. my nie mielismy tego proszku, pan kominiarz jakiś małomówny był....człowiek się uczy nawet dzięki blogowi. w piątek w iławie dokonamy zakupu. czytałam w internecie i większość ludzi go chwali.
      urwisy dachowe i liczbie 5 sztuk dziś róże sadziły. o matko kochana, trzeba było czekać z różami, aż się w dołkach wytarzają. a ubaw był po pachy!!!uściski:)

      Usuń
  8. Ewo, oby ten kominiarz przyniósł też szczęście :), kicie fantastyczne :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że przyniesie, choć za guzik się ie złapałam, bo go zwyczajnie nie miałam. uściski:)

      Usuń
  9. Broń Boże szarego ani żadnego z jasnych kotów nie dawaj na inspekcję komina... Tylko czarne się nadają, widząc jak ten kominiarz jest umorusany. Ciekawa jestem czy pobierając należne pieniążki oraz wypisując kwitki o czyszczeniu rączki wytarł, czy tymi brudnymi inkasował/pisał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tylko i wyłącznie czarne, lexi. są dwa, to na zmianę będą...a pan kominiarz brudny kwitek zostawił - nie wiadomo co tam napisane jest. dopiero wtedy sobie uświadomiłam jakie "brudne" pieniądze krążą wokół...:)

      Usuń
  10. Wizyt kominiarza pilnuję. Mój sąsiad zrobił kilkuletnią przerwę, bo jak to powiedział : komin szeroki, to po co? No i przeżył mały pożar.Kotki są ciekawskie z natury i w dodatku mają takie możliwości mobilne, jakich nie ma piesek. Lejka tylko szczeka na kominiarza, po drabinie nie wejdzie. Serdeczności Ewo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to ładnie! ja się bardzo boję ognia i dlatego nie dowierzam kominowi.
      ja kiedyś miałam psiaka, który wlazł po drabinie, ale tylko raz. trzeba było go znieść. potem nawet schody szerokim łukiem omijał, ściskam:)

      Usuń
  11. w młodości mej durnej i chmurnej, Ewusiu, dorabiałem sobie na boku jako czyściciel zardzewiałych kominów, by dzieci nie były rude, he, he! Po śląsku ta profesja brzmi jeszcze bardziej uroczo: pucmajster zaróściałych kominów, co by dziecka niy bóły ryszawe.
    kłaniam się dogłębnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. piękne zajęcie, pewnie dziś już takich junaków nie ma....
      uściski:)

      Usuń
  12. Tego Twojego kominiarza to sobie dzisiaj pożyczam. Musi przynieść mi szczęście.
    Mam jeszcze do załatwienia coś bardzo ważnego. Te Twoje koty Ewo są super....
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że ci przyniósł szczęście, olu. z całego serca tego ci życzę.
      uściski:)

      Usuń
  13. Życie uratował:-))))
    Najważniejsze jednak, że kotka fachowym okiem sprawdziła jakość pracy kominiarza.
    U mnie już prawdziwych kominiarzy nie uświadczysz, bo nawet domy rodzinne podłączone do miejskiego ogrzewania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eeee, tam! kiedy jeszcze mieszkałam w warszawie, to co roku chodzili......z kalendarzami:)

      Usuń
  14. Slyszalam o pani kominiarz, ktora kroluje w moich rodzinnych stronach...
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no proszę. pani kominiarz to chyba w czasach feministycznych....kominiarka?:)))

      Usuń
  15. Widzę, że wszystko zgodnie ze sztuką. Kominiarz z uprawnieniami udrażnia komin, a kocidła nadzorują prace. Przy takim nadzorze wszystko musi być OK!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdecydowanie. tu nie może być żadnej fuszerki, koty zaraz sprawdzą:)

      Usuń
  16. No, a ja za guzik złapałam i na Osobistego w okularach spojrzalam :))Paczucha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie guzik całkiem z głowy wyleciał. tak dawno kominiarza nie widziałam, ze zapomniałam:)

      Usuń
  17. Najważniejsze, że się nie zaczadzicie, tyle się teraz o tym słyszy. Ja zawsze jak zobaczę kominiarza, to łapię się za guzik ... :) Chociaż teraz zobaczyć kominiarza, to już gorsza sprawa. Czyli koci nadzór nad kominiarzem był, prawidłowo?!
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koci nadzór jest nad wszystkim. nawet na spacer sama nie mogę iść - ciągnie za mną wataha kotów....a o guziku zapomniałam. uściski:)

      Usuń
  18. Kominiarz wie, co mówi, bo przyjdzie w grudniu, podaruje Wam kalendarz wart 20 groszy, a Wy z wdzięczności za fatygę dacie mu co najmniej 5 złotych. Czy elektryczka sama zeszła po drabinie, bo nasze działkowe koty wspaniale schodzą z drzew, na które uciekają przed ujadającym Bambułą, który i tak nic złego by im nie zrobił.
    Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. elektryczka jest bardzo zwinną kociczką. jej imię wzięło się z tego, że godzinami potrafi siedzieć na słupie telegraficznym i obserwować teren z góry. pozdrawiam, aniu:)

      Usuń
  19. Jak to miło, że jesteś bezpieczna....;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. może nie ze wszystkim, ale jestem, eremi. dzięki:)

      Usuń
  20. Fantastyczny post, a pan kominiarz całkiem elegancki gość. Jeżeli kot skontrolował wykonaną pracę, to na pewno będzie dobrze i nie spotka Was żadna niespodzianka z sadzą w kominie. Życzę Wam bezpiecznego i spokojnego jutra. Serdecznosci zostawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już teraz wiadomo jak z kominem postępować - dzięki blogowym radom, oczywiście. koty kontrolowanie ludzkich prac maja we krwi. czasem nawet poprawiają. uściski, lotko:)

      Usuń
  21. Też muszę zaprosić kominiarza :-)))
    Przypomniałaś mi, chociaż to u nas tylko miesiąc było palone :-)

    OdpowiedzUsuń
  22. oj, lepiej dmuchać na zimne. u nas było palone całą zimę i wiosnę a teraz też gdzieś od miesiąca. staramy się wodę "na prąd" używać. pozdrawiam serdecznie i ciepło:)

    OdpowiedzUsuń
  23. przypominam, że wizyta kominiarza powinna być przynajmniej raz na kwartał. Po tej wizycie powinniście dostać potwierdzenie jego wizyty. Z resztą żeby być kominiarzem to twardym trzeba być, ja bym na ten dach nie wszedł:P

    OdpowiedzUsuń
  24. ta wizyta była "na czarno", na szybko ... nie było kwitka, jedynie zapłata. następnym razem nie popuszczę!

    OdpowiedzUsuń
  25. Co kwartał ??
    Nie wiedziałam...

    OdpowiedzUsuń
  26. i ja też nie. może to ich obowiązek, ale teraz kominiarz to prywatna firma i na małych wsiach rzadko bywa...

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.