o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

piątek, 26 października 2012

bo to wioska, babciu jest...


  
z cyklu: warszawskie wspomnienia...
wiesz babciu, to wioska jest - powiedziała moje wnuczka, gdy wracałyśmy  z bazarku.

ponieważ nie bardzo wiedziałam czy  kończy ona wątek myślowy, czy wprost przeciwne, zainteresowałam się raczej umiarkowanie.

no jest - odpowiedziałam - przecież wiem dokąd się wyprowadziłaś.

a właściwie wiocha zabita dechami - kontynuowała - ale babciu, nie o mnie chodzi, tylko o ciebie, zobacz  co tu się dzieje!

 na tym twoim bazarku to mydło i powidło jest. 

jak w dzień targowy. i ten gwar!

 no, te panie na przykład. plotkują o jakiejś amelce z końca ulicy. 

no słyszysz sama " ta amelka spod 15 to trwałą sobie zrobiła i wygląda jak głupia" - zacytowało dziecko głośna zresztą rozmowę.

a ty sama przed chwilą sto dwadzieścia razy "dzień dobry" powiedziałaś. 

w każdej budce rozmawiałaś ze sprzedającymi. 

ja nie rozumiem, tu się wszyscy znają?

jak na wsi?
o, a ten facet w volksvagenie. trzyma blutówkę,  otwiera okno i woła:

"cześć zygmunt, co u ciebie? 

tak się ludzie w dużym mieście zachowują?

no i zobacz, babciu. 

jest tyle przejść dla pieszych a po ulicy łażą jak chcą. nie na darmo cała rodzina mówi, jak ktoś obok pasów przechodzi, to chodzi jak po tej twojej ulicy.


o słyszysz? "cześć agatka, jaki się mały chowa?" koleżanka jakaś? 

przecież ta co pyta to stara już jest a ta agatka to ze dwadzieścia pięć lat ma!
ja bym się wściekła, jakby ktoś tak za mną na ulicy wołał.
no a ta kobita? 
ciągnie wózek na zakupy i wcale nie patrzy komu po nogach przejedzie.
o widzisz? tego dzieciaka potrąciła co to sam biega i nie wiadomo gdzie matkę ma. 
to co ta matka? czy ona w ogóle gdzieś  jest? przecież tu pełno samochodów, a wiadomo, że dzieci nie myślą wcale. i nieszczęście gotowe.

a w ogóle to ja nie rozumiem dlaczego ci ludzie to wychodzą do sklepu jak na spacer. tu postoją, tam popatrzą, poplotkują....

i tak dziwnie się ruszają. nigdy nie wiadomo, czy ten za którym idziesz nie odwróci się i nie zacznie iść na ciebie. 

raz idzie do przodu, potem do tyłu, na boki, nie wiadomo po co. czy nie można chodzić normalnie?

w mojej wsi to jest w ogóle niedopuszczalne!

każdy załatwia co ma do załatwienia i nie ma sejmików - oznajmiła z godnością.

ja już w połowie jej monologu zaczęłam śmiać się aż za bardzo, a potem to już mnie zginało w pół i nie mogłam przestać.
dystyngowana dama przytrzymała mnie za łokieć i wysyczała teatralnym szeptem:
"babciuuuuu, ty się uspokój, bo ludzie na nas patrzą. i z czego ty się właściwie śmiejesz? bo ja w tej sytuacji nie widzę nic śmiesznego!
a potem to ja się gdzieś w polsce muszę wstydzić, że mieszkasz tu, gdzie mieszkasz.
bo to z twojego miasta pochodzą te wszystkie buce, co to ich nikt nie lubi.
a oni uważają, że im się wszystko należy i każdy powinien koło nich skakać.
i dlaczego właśnie ty musiałaś się tu urodzić?"



nie odpowiedziałam jej na to pytanie.

 moi przodkowie pochodzą z tego miasta. od wieków. nic nie poradzę na to, że tu się urodziłam, wychowałam i mieszkałam.



choć potem porozmawiałyśmy sobie nieco na ten temat.

i muszę przyznać jej rację: moje miasto to czasami jedna wielka, paskudna wiocha.

pełna brudu i ludzi, którym się wydaje, że skoro  tu mieszkają, to wolno im wszystko. ludzi, którym inni mieszkańcy przyglądają się z niedowierzaniem.

 coraz więcej takich ludzi  tu przyjeżdża.
i kształtują opinię o pozostałych.
oczywiście opinię jak najgorszą.

a bazarek? 

no cóż, jest sercem okolicznych starych osiedli.

ale niedługo już.

zamiast niego będzie szeroka ulica. biegnąca pod samymi oknami budujących się bloków. 
w których mieszkania kupią właśnie nowi, młodzi mieszkańcy mojej wsi.
mający pewność, że ich dzieci z dumą będę mogły powiedzieć, ze z tej właśnie wsi pochodzą.
wtedy to będzie prawda.
ale żadna nobilitacja.
nikt nie ma prawa czuć się lepszym od innych, bo się tu a nie gdzie indziej urodził.
pochodzenie nie świadczy o tym, jakim się jest człowiekiem.
mam tylko nadzieję, że dzieci będą o tym wiedziały.





31 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. ona miała wtedy już 15 lat....i nie cierpi wsi, spokoju. taki niespokojny duch:)

      Usuń
  2. Wiesz w innych miastach tych "lepszych" brud jest zamiatany pod dywan..
    I czy tych młodych będzie stać na te nowe śliczne mieszkania ??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja wiem tylko jedno: opinię dużym miastom psują nie jego mieszkańcy z dziada pradziada a ci, co mieszkają od niedawna. a skąd pieniądze? od rodziców, przeważnie z dobrze prosperującej gospodarki. potem praca, trochę kredytu (na 30 lat) i gotowe. a ilu nie spłaci? no właśnie, ilu?

      Usuń
  3. Po naszej przeprowadzce mój 6-letni wnuk powiedział; babciu tam u ciebie to było fajnie,a tutaj to chyba nikt nie mieszka. Fakt o 18 nie ma nikogo na ulicy. Ja mam nareszcie spokój,a tego przecież tak bardzo pragnęłam.
    Masz rację,że miejce urodzenia nie ma nic wspólnego z tym,jakim się jest człowiekiem. Uściski Ewo i miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, u mnie w ogóle nie ma ulicy. szutrowa droga od szosy prowadzi.
      i dzięki temu jest cisza i spokój. i to jest to, czego chciałam. miłego:)

      Usuń
  4. Prowincja ? Sposób myślenie , a nie miejsce zamieszkania. Zdróweńka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jest, andante. to własnie jest sedno. a tak wiele jest prowincji w moim dawnym mieście....serdecznosci:)

      Usuń
  5. Też tak mam. Miasto mnie zna, ja ludzi, przyjaciół i bazarek znajomy i o to chodzi. Idę moją ulicą, widzę moich ludzi i tak mi dobrze. Mniejsze miasta mają dusze. Kiedy jadę do Szczecina , czuję się zagubiona w wielkim tłoku. pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja już też nie znoszę wyjazdów do warszawy. dwa dni wcześniej nosi mnie.wprawdzie u mnie na wsi są tylko dwa domy, ale mnie jest dobrze. jakoś nie brak mi ludzi ani wielkomiejskiego życia.

      Usuń
    2. Ludzie często szukają ciszy, bo czasy są niespokojne i za szybko się żyje. Ja też już nie nadążam za pędzącym światem i wolę cisze i spokój małego miasta. Sezon jest dla nas trudny, bo przyjeżdża masa ludzi i ciężko znaleźć spokojne miejsce, dlatego najlepiej wtedy czuję się w domu, albo w parku. Pozdrawiam.

      Usuń
    3. no tak, u was jeszcze "sezon" dochodzi. oszaleć można. dlatego właśnie chcieliśmy znaleźć coś z daleka od ludzi od hałasu. cisza jest nam bardzo potrzebna po mocno burzliwym i pełnym stresów życiu. pozdrawiam

      Usuń
  6. Ludzie w wielkich miastach często myślą prowincjonalnie, a w miasteczkach i wsiach horyzontalnie, często miasto jest po prostu wiochą, tak jak często wioska cudownym miejscem do życia... różnie się to plecie. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiochę w dużych miastach tworzą przede wszyscy ci wszyscy pseudeo- wielkomiejscy. woda sodowa i takie tam "jaśniepaństwo". po co udawać, po co wstydzić się miejsca z którego się pochodzi? w weekendy nowe osiedla pustoszeją. młodzi ludzie jadą "do domu". po prowiant na następny tydzień. ech, szkoda moich nerwów. ja teraz jestem ze wsi i już. przynajmniej mój wnuk ma się czym w szkole pochwalić nareszcie!

      Usuń
  7. Gdy czytałam ten post, to aż mi się ciepło na sercu zrobiło, że gdzieś są takie miejsca, gdzie się wszyscy znają, nikomu się nigdzie nie śpieszy. Przypomniała mi się moja rodzinna wioska w dawnych czasach, była tak samo podobna.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. no widzisz, a to jest dość duże, stare osiedle prawie w centrum warszawy. tam mieszkałam długie lata...miłej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie znam duzych miast, oprócz Torunia. Kiedy tam zawitałam myslalam, że nie wyrobie, bo ja to prowincjonalne dziewczę, z małych miejscowości. Potem kiedy kończyłam studia to tez Toruń zacząl mi sie wydawać malą wiochą....ale nie przeszło mi przez myśl, aby tam zostać. Choc sentyment poniekąd do tego miasta czuję:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak jak ja czuję sentyment do warszawy. w końcu tak wiele lat tam spędziłam, moi przodkowie tam się urodzili...ale ja potrzebuję spokoju, teraz jestem z prowincji i dobrze mi z tym:)

      Usuń
  10. Ja tam uwielbiam wieś i chciałabym nawet tam zamieszkać. Miasta nie lubię i tych ludzi wokół myślących tylko o sobie ...
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie w każdym mieście tak jest, jago. na wsi też tak bywa. ale ja już nie chciałabym musieć wrócić do miasta. serdeczności:)

      Usuń
  11. Eeech, i co tu rzec?... Że z wiekiem człek by wszystkiego za wieś taką oddał?:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszak my wszyscy mieliśmy wiejskich przodków, to i do korzeni ciągnie niektórych. pozdrawiam:)

      Usuń
  12. Ja się nieraz przekonałam, że na wsi można spotkać ludzi kulturalnych, pracowitych i normalnych. Mamy działkę na wsi i sąsiadków jakich nie tylko ze świecą, ale z halogenem szukać. A w mieście? Najgorsze jest za przeproszeniem buractwo co pomieszkało 2 miesiące w W-wie i ma się za "miastowych" pełną gębą. Najgorzej bywa chyba w Warszawie bo tam się zbiera, wieśniarstwo (nie mylić z ludźmi ze wsi) z całego kraju.

    Trafiłam na takiego na bazarku w stolicy. Byłam świadkiem jak jakaś starsza pani prosiła faceta czy może kupić połówkę chleba (rzecz miała miejsce na straganie z pieczywem). Facet się wydarł i wrzasnął coś w stylu: "Co? Ja się nie dam okraść! Ja tutaj będę kroić chleb a ktoś tu mi zabierze bochenek i będę stratny". Mnie szczęka opadła do samej ziemi. Jak można kogoś nazwać złodziejem, bo się zapytał czy może kupić połowę chleba? O facecie w kiosku, gdzie pytałam o bilet ulgowy nie wspomnę. Miałam wrażenie, że mnie zaraz zdzieli. Ja rozumiem, że praca w kiosku to nie jego marzenie. Ale czy to moja wina? Ja nie mówię, że pracownik kiosku ma się uśmiechać od ucha do ucha, ale warczeć na cały świat? Zaś na bazarkach w małych miejscowościach czy na wsiach nie spotkałam się z podobnymi zachowaniami. Tak ludzie pogadają, pożartują a w każdym razie nie zachowują się jakby jeden drugiemu chciał oczy wydrapać

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz rację, erinti, to właśnie o tym buractwie pisałam. myślę, że we wszystkich dużych miastach jest tego pełno, a w warszawie, bo jest stosunkowo dużo miejsc pracy (podobno).
      a jeśli chodzi o tych ludzi, co ich spotkałaś w warszawie, to bywa i tak niestety. chamstwo i brak szacunku do innych to paskudna przypadłość.
      ja na moich bazarkach tu, na mazurach spotykam tylko grzecznych ludzi. może za plecami cos tam bąkną jak nie kupię, ale do mnie są uprzejmi.
      pozdrawiam:)

      Usuń
  13. Ewo z Mazurskiej Krainy...
    1. Zbliżeni wiekiem i zamienieni jesteśmy miejscami. Ty na Mazury, ja [nie sam przecież] pod Warszawę z nich się udałem, by tu korzystać z emerytury... 2. Zmieniłem nieco pisownię Twego nicka - za co przepraszam - nie umiem jednak traktować ludzi per "mała litera". Ot - takie skrzywienie zawodowe... 3. Będę usiłował dojść, w którym miejscu mojej Byłej Krainy Młodości ulokował Cię szczęśliwy Los. I mam nadzieję, że nie ułatwisz mi tego zadania. POZDRAWIAM SERDECZNIE

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witam cię sir absurdzie z. klechistanu i pozwolisz, że pozostanę przy moim sposobie pisanie małymi literami. mam nadzieje, że przeczytałeś moje "po pierwsze" i wiesz, że nie traktuję ludzi byle jak. zresztą nie tylko ludzi...choć podejrzewam, ze wielu z nich na to zasługuje. na mazurach szukaliśmy ciszy, spokoju, ucieczki od ludzi...znaleźlismy to i dobrze nam w takim miejscu. serdeczności:)

      Usuń
  14. A ja bardzo się cieszę,że mieszkam na wsi i nie wyobrażam sobie mieszkania w mieście.I wcale nieprawda,że na wsi ludzie to sama ciemnota ,brud i klapki na oczach.Wszędzie ,czy to na wsi,czy w miescie znajdą się i tacy i tacy.Najgorzej,gdy taki pan,czy pani czy nawet dziecko z miasta przyjeżdża na wieś i traktuje wszystkich z góry.Najgorzej wygląda to w wykonaniu dzieci (znam to z własnych obserwacji,ponieważ przyjeżdżaja do nas dzieci na kolonie).
    Wszędzie są wyjątki.
    A wies to jedna wielka rodzina,a w rodzinie tez róznie bywa...

    OdpowiedzUsuń
  15. no pewnie, anastazjo, że na wsi nie mieszka ciemnota. pewnie gdzie nie gdzie taka sama jak w mieście. widzisz, ty piszesz o miastowych co to sie wywyższają (broń mnie panie przed takimi, bo język mam cięty i biada im!), a ja piszę o tych ze wsi, co to udają "miastowych", a swoim zachowaniem kształtują opinię tym co na nią nie zasługują. a, że dzieci są takie? to wina rodziców i pomyśl przez chwilę, czy oni na pewno są z miasta, czy obok miasta?
    serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Strasznie denerwujący jest ten śliwkowy ptaszek latający po ekranie. Z tego powodu bloga nie da się czytać i go opuszczam a szkoda, bo ciekawie piszesz.
    Anna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. trudno. mnie też wiele elementów na różnych blogach nie podoba się, ale czytam, jeśli mnie interesują.

      Usuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.