o nas, o mnie...

w mazurskiej krainie mieszkam od grudnia 2011 roku. przyjechałam tu z warszawy. oboje mieliśmy dość miasta. potrzebowaliśmy odpoczynku po pracowitym życiu... nie sądziłam, że tak pokocham ten skrawek polski...
jest piękny jak marzenie....


witam:)

moi mili....
od zawsze, czyli odkąd wiele lat temu założyłam bloga - nie używam dużych liter. ani w nazwach, ani w imionach czy nazwiskach. ci, co mnie znają od lat - wiedzą o tym. tych, z którymi się dopiero poznajemy - po prostu uprzedzam.
to nie brak szacunku, to sposób pisania:)

.....................
i jeszcze:
nie komentuję wpisów anonimowych, tylko je kasuję.
kultura nakazuje, żeby się przedstawić w jakiś sposób.
przecież nie jest trudno wpisać imię lub nick.

a to wy...

paczę na was.....

paczę na was.....

sobota, 15 września 2012

mazurska kraina....

niemal od zawsze w naszych rozmowach pojawiał się wątek  "zamieszkania daleko od ludzi".
wielkie miasto zmęczyło nas oboje, potrzebowaliśmy odpoczynku, ciszy.
takie to było marzenie....ciche i takie nie do spełnienia....
choć pracuś mówił: "zobaczysz, na pewno tak będzie".

tyle, że ja  ja pewnego pięknego dnia miałam zawał....
paskudny zawał.
ale wyszłam ze szpitala zdrowiutka . pełna życia i pełna nadziei...
tak myślałam...
jednak życie miało inne plany wobec mnie.

 kiedy pieniądze "spadły nam z nieba" marzenie mogło stać się realne.
zaczęliśmy szukać. 
wiedzieliśmy, że  chcemy mieszkać blisko wody, blisko lasu i niekoniecznie blisko ludzi.
chcieliśmy kupić duży dom, najlepiej częściowo do remontu,ale taki w którym można zamieszkać od zaraz. chcieliśmy go po swojemu urządzić i odrestaurować.
jakie to trudne...
pewnie gdyby nasza gotówka była nieograniczona, to wszystkie pomysły mogły by stać się realne.
obejrzeliśmy kilkadziesiąt domów.
przejechaliśmy tysiące kilometrów, przeważnie powstającą wtedy autostradą a-7.
nic nie pasowało...
jak siedzisko było do zamieszkania (piszę o izbach) - to dachu prawie nie było...
a jak był nowy dach - to reszta..... ech, szkoda gadać...
jeśli dom był cudeńko, to podwórko jak pudełko zapałek a wokół, na wyciągnięcie ręki, wścibscy sąsiedzi.
ja nie wiem jak w ogłoszeniach można pisać cuda - wianki, przecież kupujący przyjedzie, zobaczy i....nie kupi.
i wkurzony odjedzie, bo cały dzień zmarnowany.
jeden z domów przez nas oglądanych stał dosłownie w 1/3 na szosie.
horror!
wreszcie pani agentka, po pokazaniu nam kolejnego domu na który już właściwie byliśmy zdecydowani powiedziała:
"namyślcie się jeszcze a tymczasem pokażę wam coś innego zupełnie. jest to wprawdzie powyżej kwoty przez was określonej, ale zobaczcie. w dodatku napijemy się dobrej kawy"...
pojechaliśmy, dosłownie przez pola i lasy prawie urywając resory....
i to był strzał w 10, choć jeszcze się zastanawialiśmy, bo jednak kasa duża.
ale im dłużej się zastanawialiśmy, tym bardziej upewnialiśmy się, że to jest właśnie to!
dość duży dom, gotowy do zamieszkania.
śliczny!


i tak kupiliśmy domek a ja wylądowałam w szpitalu.
trzy by - passy i dwa zawały podczas operacji.
ale przeżyłam, choć ciężko było podobno.
jestem "dziwnym przypadkiem" i jednocześnie bardzo nietypowym, jak piszą moi "znajomi" z forum, będący po takich lub podobnych przejściach.

nigdy nic nie jest dane na zawsze. zwłaszcza zdrowie...
bez reszty można się obyć, teraz to wiem.

dwa miesiące po mojej operacji pracuś i chłopaki zapakowali nasze meble i rzeczy na wielką ciężarówę
i wyprowadziliśmy się do naszego domu.
daleko od rodziny.
daleko od znajomych.
daleko od lekarzy.
daleko od ludzi....
była zima a my nie mieliśmy pojęcia o zimie na wsi.
w dodatku ja , po ciężkiej operacji nie mogłam robić zupełnie nic.
to było jak obóz przetrwania.
daliśmy radę ze wszystkim, choć ja miałam kilka dołów, ale to podobno normalne po tej operacji.

teraz krok za krokiem zbliża się kolejna zima.
tyle tylko, że my już jesteśmy "zaprawieni w bojach".
nic nie jest dla nas "nowe".
mazurska kraina to nasz dom. piękny i ukochany dom.
tu czujemy się najlepiej i na prawdę u siebie.




a to jest nasz domek z duszą:)








16 komentarzy:

  1. Witaj. Bardzo podoba mi się to co napisałaś. Myślę, że faktycznie najgorsze masz za sobą. Mazury są piękne, byłam tam na spływie kajakowym ale już dawno temu.Pozdrawiam Cię serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj, hanno:) nie wiem, czy najgorsze mam za sobą. będzie wiadomo dopiero na początku października.... tak mazury są piękne, choć właściwie dopiero je poznaję. jakoś nie było mi w życiu po drodze...również pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  2. Tutaj odpoczniesz, nabierzesz sił, zwolnisz. Takie miejsca każą nam przestać biec, niezależnie od naszego chcenia. Tymczasem ja, mając pipidówkę na co dzień, gdybym miała nieograniczoną kasę, uciekłabym do wielkiego miasta. Największego. Tam utopiłabym się w anonimowości i kulturze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to prawda, tanyu. my polacy, często z konieczności jesteśmy przywiązani przez całe życie, lub jego większość, do jednego miejsca. a tak nie powinno być...ja już nie umiałabym żyć w wielkim mieście, choć od urodzenia w nim mieszkałam. teraz jestem wolna jak ptak!:)

      Usuń
  3. najważniejsze to znaleźć swoje miejsce na Ziemi...

    OdpowiedzUsuń
  4. to prawda. wierzę, że ty też znalazłeś....

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj, Ewo. To moje marzenie również, i żadna zima mnie nie odstraszy.Paczucha

    OdpowiedzUsuń
  6. nam marzyło się także pojezierze kaszubskie, bliżej morza, ale niestety, to już przekraczało nasze możliwości. kocham morze. nasze morze:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj Ewo. Ja też znalazłam moje miejsce na ziemi i spełniłam swoje małe marzenie. Co prawda nie mazury ale utęskniona wieś. Troszkę raju na starsze lata. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  8. witaj, olu. to pięknie, że możemy te nasze "wymarzone" marzenia spełniać... pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej, hej macham do Ciebie łapką z Mazur:) Też jestem troszeczkę "mazurką", weekendowo i urlopowo na razie, ale wije to gniazdko, aby na emeryturze, bywać tam dłużej, a może na stałe? Życzę zdrówka i będę Cię odwiedzać. A z podejściem do zwierzaków tam właśnie jest tak jak piszesz, dziś są jutro nie ma, co tam. Kleszcze to mają takie wiszące jak winogrona, nawet nikt im ich nie usuwa.

    OdpowiedzUsuń
  10. witam i pozdrawiam. zapraszam "mazurkę":)

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam na Mazurach!
    My również osiedliśmy z dala od ludzi, celowo.
    Cisza, spokój..
    Zdrowia życzę, bo optymizmu widzę nie brakuje :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, kamo. przy moim zdrowiu muszę być optymistką, bo inaczej nigdy bym nie wyszła z doła. tobie też dużo wszystkiego dobrego życze:)

      Usuń
  12. Czytałam i wspominałam naszą ucieczkę ze stolicy . Warunki stawialiśmy w poszukiwaniu domu nader dziwaczne : blisko cywilizacji i zarazem daleko.dom za domem nam pokazywał pan z nieruchomośći, a ja wątpiłam że cokolwiek znajdziemy . stałam załamana i pan oznajmił: może w końcu zdecyduje się pani obejrzeć dom o którym opowiadałem i nas zawiózł .Weszłam , a na twarzy mej ukazał się grymas p.t.: mój tyś !!!!!!!!!! mój tyś !!!!!!!

    Generalnie pod Warszawą , ale w miejscu gdzie wrony zawracają , na polach na końcu naszej uliczki ziemniaki rosną , sąsiadka kury hoduje i panuje przenikliwa cisza ze spokojem .

    macham lada świt - Dośka

    OdpowiedzUsuń
  13. wcześnie wstajesz...ja jeszcze śpię:) blisko warszawy to było tak drogo, że tylko chyba ze dwa domy obejrzeliśmy, no i oferty oczywiście. nie stać nas było po prostu na dom blisko rodziny. ale nie wiadomo, czy i tego nie zamienimy na inny. pozdrawiam ciepło:)

    OdpowiedzUsuń

miło mi powitać na moim blogu każdego kto czyta i ogląda to co piszę, i fotografuję.